Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 41 Rocznica śmierci i huragan

-Czarne i eleganckie...- mówiłam do siebie grzebiąc w ciuchach.- To chyba jakaś sukienka, tak?

W końcu wyjęłam z szafy to:

 

Zrobiłam sobie oczy na czarno, usta na czerwono i uczesałam się tak:

I poszłam do szkoły. Wszystko było strasznie przytłaczające, każda osoba miała elegancki czarny ubiór.

-Hej- powiedział James całując mnie- Coś taka smutna?

-Nic, jakoś tak...dziwnie, jak wszyscy tak chodzą- przytuliłam się do niego.

Potem poszłam do dziewczyn. Wszystkie miały także czarne sukienki.

-No, jak randka, Mi?- zapytała Alice. Ona nie mogła jej pomagać w przygotowaniach do randki, bo wyjechała na weekend z rodzicami w góry.

-David jest...cudowny!- westchnęła Miyuki.

Nagle rozległ się gong wzywający na apel do Auli. Była minuta ciszy, śpiewaliśmy jakieś hymny aż w końcu można było iść do domu.

-Skoro nie ma szkoły, może gdzieś wyjdziemy?- zasugerowała Rosie.

-Jasne tylko...może pójdziemy sie przebrać.- powiedziałam patrząc krytycznie na czarny ubiór.

-OK, to o 13 w ,,Forever IceCream''!- zawołała Alice i sie rozeszłyśmy.

Wróciłam do domu i przebrałam się w to:

   

Takie buty:

Tak się umalowałam:

    

Włosy zostawiłam lekko skręcone i rozpuszczone. Potem skietowałam się do kawiarni.

Kiedy wróciłam wieczorem do domu zobaczyłam informacje na Librusie (elektroniczny dziennik, czyste zło) od naszej nauczycielki plastyki, że będziemy mieć jutro 3 godziny różnych rzeźbień i takich tam i że mamy wziąść ubrania na zmianę. Wzruszyłam ramionami i spakowałam kilka ciuchów. Potem oglądnełam sobie Piratów z Karaibów Klątwę Czarnej Perły i poszłam spać.

Nazajutrz ubrałam się w to:

  

Umalowałam się, uczesałam i poszłam do szkoły. W drodze zauważyłam, że jest bardzo silny wiatr nieco spychający mnie z kursu.

Każdy z naszej i równoległej klasy miał torbę z ciuchami. Na plastyce była świetna zabawa, kiedy obrzucaliśmy się nawzajem gliną i robiąc z niej wąsy czy coś przyklejaliśmy komuś do twarzy. Jednak nagle coś huknęło i wszystko ucichło. Wyjrzeliśmy przez okno.

-Patrzcie...- powiedział cicho Michael wskazując na drzewa.

Wendy, pani nauczycielka czyli pani Brushpaint i kilka innych dziewczyn wrzasnęło. Na naszych oczach młode, ale dorodne drzewo wiatr wyrwał z ziemi a ono poszybowało w powietrze i walnęło w jakiś samochód miażdżąc go.

-HURAGAN!!!

Rozległ się dzwon na alarm. Wszyscy pobiegliśmy do Auli. Dyrektor HadKirke wszedł na scene.

-No więc... widzicie co się dzieje. To huragan Umbrella lecący od zachodnich wybrzeży Arktyki. Jest bardzo silny, zimny i dodatkowo zawiera w sobie drobiny soli morskiej. Leci ona z bardzo dużą prędkością, jeżeli ktoś pozostanie na tym wietrze będzie miał od niej krwawe rany i porwie go w powietrze. Kategorycznie zabraniam wychodzić, lekcje są odwołane, zostajecie w szkole na noc. Możecie sobie znaleźć miejsce do spania gdzie chcecie, koce i zapasowe śpiwory są w magazynie. Dziękuję.- zszedł.

Spojrzałyśmy na siebie z przerażeniem. Co w takim razie z ludźmi, którzy zostali na zewnątrz. Jednak nasza wychowawczyni nas uspokoiła.

-Nie przejmujcie się dziewczynki, ten huragan nie pojawił się jak grom z jasnego nieba. Narastał stopniowo, może każdy zdążył się jakoś schować, nawet jeśli nie we własnym domu. Z resztą we wczorajszej pogodzie zapowiadali dosyć silny wiatr, no, o huraganie nie mogli sie dowiedzieć.

Wszyscy milczeliśmy. Pani uniosła brwi.

-Naprawdę żaden z was nie ogląda pogody?

Pokręciliśmy głowami.

-No bo widzi pani...o 18 leci Dangerous Mission.- wtrąciła Rosie.

-A co to jest?!

-Taki serial thrillerowy- wyjaśniłam a wszyscy zgodnie pokiwali głowami.

Potem poszłyśmy z dziewczynami do bufetu, żeby zjeść jakiś obiad. Ceny sie bardzo obniżyły z powodu huraganu. Ja, Rosie, Alice, Mi i Keaty zamówiłyśmy to:

Jeszcze chwile pogadałyśmy, aż w końcu dostałyśmy wiadomość, że naszemu informatykowi udało się wysłać maile do wszystkich rodzin. Połaziłyśmy też po szkole nudząc się trochę, aż w końcu wpadłyśmy na pomysł pogrania na szkolnych kompach. Jednak internetu nie było. Westchnęłyśmy i wynudziłyśmy się do wieczora.

Potem jednak Alice zauważyła, że niektórzy uczniowie zaczynają szukać już miejsc do spania więc popędziłyśmy szybko do szkolnego magazynu i wyciągnęłyśmy śpiwory. Każda miała taki:

Potem zaczęłyśmy szukać miejsca do spania. Już miałyśmy jakiś kąt w bibliotece kiedy przed nas wepchnęła się Wendy.

-JAK WOGÓLE ŚMIECIE ZABIERAĆ MI MIEJSCE DO SPANIA!!!!!????? nIE DOŚĆ, ŻE MAMY NOCOWAĆ W BUDZIE TO JESZCZE MAKIJAŻ MI SIĘ ROZMAZAŁ, A ZE SOBĄ WZIĘŁAM TYLKO 5 KOREKTORÓW, 2 PODKŁADY, 3 MASKARY I 7 SZMINEK!!!!

-Dżizas...- szepnęła Adel.

-Pewnie każda szminka jest w innych kolorze różu- stwierdziła Mi.

Szukałyśmy dalej. Jednak każdy wygodny kąt już był zajęty. Nagle wpadłam na pewien pomysł.

-Wiem! Chodźmy do piwnicy!- szepnęłam, żeby nikt nie usłyszał.

-CO?!- wydarła się Mi nachylając się i szczerząc zęby.

-Ech, nieważne idziemy- zadecydowała Rosie.

Jednak gdy weszłyśmy do naszej piwnicy odechciało się nam tu spać:

-Chodźmy stąd...- jęknęła Alice.

Nagle drzwi się za nami zatrzasnęły i zrobiło się ciemno. Byłyśmy w pułapce.

wtorek, 27 stycznia 2015, budyn007

Polecane wpisy

  • Rozdział 49 Wyjazd

    Nadszedł dzień wyjazdu. Musiałam wstać mega wcześnie, bo wyjeżdżaliśmy o 9:00, a jechaliśmy w góry 5 godzin. Spakowałam się do takiej walizki: Jeszcze w piżamie

  • Rozdział 48 Wielkanoc

    Uwaga! Zmieniam imię Wendy na Lindy ;) się przyzwyczajcie :D *** Zadzwonił budzik. Zwlokłam się z łóżka jeszcze w półśnie, ale zaraz coś sobie przypomniałam: by

  • Rozdział 47 Niedługo święta

    -CO?! Ale jak to?!- wrzasnęła Rosie. -Może nam pan wytłumaczyć?- spytała mama Chrisa. -Dobrze. Jeślibyśmy usunęli płuco, w które wbiło się żebro dziurawiąc je a