Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 45 Wypadek i smutna Rosie

Chris leciał samolotem. Bardzo chciał zrobić niespodziankę Rosie przylatując do niej pod koniec kwietnia. Leciał do Kanady na około 3 miesiące, bo akurat dostał tam pracę (miał 19 lat). Nagle jednak coś się zatrzęsło w samolocie. Rozległ się dźwięk megafonu.

-Drodzy państwo. Proszę nie panikować. W samolocie wysiadły 2 silniki i będziemy próbować lądować awaryjnie na w miarę płaskim terenie. Proszę zapiąc pasy i włożyć kamizelki ochronne.

Chłopak szybko wyjrzał przez okno. Będą próbowali wylądować na jednej z wysp Kanadyjskich. Były słynne z nierównych terenów. Opanowywując złe przeczucia włożył kamizelkę i czekał. Samolot powoli zniżał lot. Jedna z wysp zbliżała się w oszałamiającym tempie. Była coraz bliżej... Wszyscy wstrzymali oddech...

ŁUP!

Samolot walnął w ziemię tracąc podwozie. Skała oderwała mu kawałek skrzydła. Głowę Chrisa odrzuciło do tyłu, walnął głową o ostry kant. Czując spływającą krew próbował zorientować, co się dzieje. Nagle ku jego oknu zbliżała się skała, bo samolot ciągle próbował wyhamować drząc spód bez podwozia. Chłopak gorączkowo próbował odpiąc pas, ale ten się zaciął. Skała była coraz bliżej, skrzydło się urwało.

Usłyszał trzask rozbijającej się i tak grubej szyby, poczuł ból nie do zniesienia, potem wszystko pochłonęła ciemność.

                                                    ***

Wstałam rano dosyć późno, więc szybko ubrałam się w to:

Zrobiłam taki makijaż:

   

Tak umalowałam paznokcie:

Uczesałam się tak:

Zeszłam do kuchni na śniadanie. Mama zrobiła mi kanapki z miodem.

-Córeczko...- zaczęła kiedy pożerałam pierwszą.

-Hm?

-Musimy z tatą wyjechać na 3 dni do Montany, mamy tam bardzo ważne spotkanie oraz musimy ustalić pewne rzeczy. Poradzisz sobie sama, czy przenocujesz kilka dni u jakiejś koleżanki?

-Nie, spoko, poradzę sobie. Kiedy wyjeżdżacie?

-Dzisiaj w południe, wtedy, kiedy ty będziesz w szkole.

-Aha. Pa, uważajcie na siebie- przytuliłam ją i wzięłam plecak i wyszłam z domu.

Pod szkołą zobaczyłam nieco poobijaną Wendy. 

-Zabijcie mnie- szepnęłam widząc jej makijaż:

  

-Czy ty masz...różowe soczewki?- zapytałam.

Pociągnęła nosem.

-Tak.

-Czy ty...beczysz?- zapytałam trochę nietaktownie ale to przecież Wendy.

-TAK! BO NIENAWIDZĘ TEJ CAŁEJ PIEPRZONEJ CAREY! TO JA MAM WIĘKSZE CY*KI OD NIEJ, A JAKOŚ NA NIĄ SIĘ WSZYSCY GAPIĄ!!!!!!!

-Bo jest głupia.

-WIEM!!!!!!!- odbiegła ode mnie chlastając ludzi włosami.

Chciałam podejść do dziewczyn, ale drogę zagrodziła mi Carey. Miała takie usta:

-Spadaj- powiedziałam.

-Ach tak?! Musimy sobie coś wyjaśnić! JA NIE PODRYWAM ŻADNEGO CHŁOPAKA, to na mnie się gapią!

-Aaa, jasne, a David?

-Co? Ja nic nie wiem... PATRZ! KUPIŁAM SOBIE NOWE BUTY!- wrzasnęła pokazując mi je:

-CO?! Glany nosi się CZARNE, jak już to czerwone!- zawołałam krzywiąc się- Są obrzydliwe.

Odeszłam od niej jak najszybciej. Potem zadzwonił dzwonek.

Lekcje minęły jak zwykle nudno, a potem wracałam razem z Rosie autobusem. Jakaś pani wysiadając zostawiła na siedzeniu gazetę. Chciałyśmy ją odnieść, ale autobus już ruszył. Wiedziona ciekawością wzięłam gazetę....i zamarłam.

-Rosie...

Przyjaciółka zaczęła czytać taki artykuł:

ROZBICIE SAMOLOTU NA WYSPIE GREENWIND!

Wczoraj, około 18 wieczorem, na jednej z wysp Kanadyjskich rozbił się samolot. Trochę ludzi przeżyło z drobnymi obrażeniami, pięciu pasażerów nie żyje, natomiast koło 20 jest w ciężkim stanie:

Poniżej była ich lista. Między innymi:

Margaret Fleming

Wolfgang Umbrella

Chris Winder

-NIE!- wrzasnęła Rosie otwierzjąc szeroko oczy- To nie może być prawda!

A jednak była. Przy każdym nazwisku było dołączone zdjęcie. 

-Muszę do niego pojechać- szepnęła Rosie zapisując sobie adres szpitala.- Pojedziesz ze mną?

-Jasne- powiedziałam czytając informację jeszcze raz.

Umówiłyśmy się nazajutrz, bo akurat wtedy była sobota. Miałyśmy pojechać do szpitala już o 10, więc wstałam rano wcześnie i ubrałam się w to:

     

uczesałam, zrobiłam szybki make-up i biorąc se sobą batonika fitness pobiegłam na przystanek. Czekała już tam Rosie.

-Jak się czujesz?- zapytałam.

-Do dupy.

Nadjechał autobus. Jechałyśmy koło 20 minut, aż w końcu wysiadłyśmy przy wielkim szpitalu. Przy recepcji powiedziano nam, że Chris jest na oddziale intensywnej terapii na 4 piętrze. Poszłyśmy tam.

-Eee, przepraszam?- zagadnęłam przechodzącego lekarza i pokazałam na drzwi jednej z sal- Kiedy będzie można wejść?

-Za pięć minut, tylko skończę kontrolę.

Czekałyśmy trochę, aż w końcu nas puścili. Chris leżał w śpiączce, do jego ciała podłączonych było dużo różnych urządzeń i kabelków.

-Kiedy...on się obudzi?- jęknęła Rosie.

-To nie jest naturalna śpiączka, my go w niej przetrzymujemy, bo nie zniósł by bólu ran. Ma też aparat oddechowy.

Przyjaciółka opadła ciężko na krzesło. Zostawiłam ją na chwilę samą z Chrisem. Po godzinie wyszła.

-Wygląda na to, że jakoś się zbiera, ale jego rany są paskudne. Operacja trwała prawie cały dzień, jedno żebro złamało się tak, że...- umilkła na chwilę- Że wbiło się w płuco.

-O Boże... A pozostałe rany?

-Jeszcze kilka złamanych żeber, ale niezbyt groźnych, bardzo duży wstrząs mózgu i jakieś wewnętrzne krwawienie. Przy życiu tak naprawdę utrzymują go tylko maszyny.- usiadła na krześle i się rozpłakała.

Objęłam ją. Nie powiedziałam jej, tego co lekarze mi powiedzieli. Że Chris ma tylko najwyżej 10% szans na przeżycie.

środa, 04 lutego 2015, budyn007

Polecane wpisy

  • Rozdział 49 Wyjazd

    Nadszedł dzień wyjazdu. Musiałam wstać mega wcześnie, bo wyjeżdżaliśmy o 9:00, a jechaliśmy w góry 5 godzin. Spakowałam się do takiej walizki: Jeszcze w piżamie

  • Rozdział 48 Wielkanoc

    Uwaga! Zmieniam imię Wendy na Lindy ;) się przyzwyczajcie :D *** Zadzwonił budzik. Zwlokłam się z łóżka jeszcze w półśnie, ale zaraz coś sobie przypomniałam: by

  • Rozdział 47 Niedługo święta

    -CO?! Ale jak to?!- wrzasnęła Rosie. -Może nam pan wytłumaczyć?- spytała mama Chrisa. -Dobrze. Jeślibyśmy usunęli płuco, w które wbiło się żebro dziurawiąc je a