RSS
poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Nadszedł dzień wyjazdu. Musiałam wstać mega wcześnie, bo wyjeżdżaliśmy o 9:00, a jechaliśmy w góry 5 godzin. Spakowałam się do takiej walizki:

Jeszcze w piżamie i ledwo przytomna zjadłam śniadanie w postaci płatków. Potem ubrałam się w to (nie te buty na zdj ze spodniami):

  

   

 

Dzisiaj jeszcze nie szliśmy w góry, ale nie mogliśmy się też jakoś zbytnio ładnie ubierać, bo tam były tylko skały i takie tam wertepy. Pomalowałam jeszcze oczy na beżowo, usta na kremowo, paznokcie na beżowo, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Dzisiaj naprawdę bałam się zobaczyć w co będzie ubrana Carey i Lindy. Jednak wzięłam walizkę i torbę z górskimi rzeczami i poszłam do szkoły. 

Na dziedzińcu powitał mnie tłum ziewających uczniów. Podeszłam do dziewczyn.

-He-e-e-j- ziewnęła Alice.

-Rosie jedzie czy zostaje z Chrisem?- zapytała Adel.

-Jedzie, bo Chris prawie wypchnął mnie ze szpitala- mruknął ktoś za naszymi plecami, mogłam się domyślić kto.

-Ochhhhhh elo dziewczyny!!!- rozległo się wołanie.

-Patrzcie, jaką David ma fajną mp3!- krzyknęła w desperacji Miyuki i zaczęłyśmy się przepychać przez tłum byle dalej od Carey.

Ale akurat niedaleko chłopaków stała Lindy. Ech... miała dziś to:

Oczywiście reszta była mega różowa. Najbardziej jaskrawo różowe soczewki, w których wyglądała jak upiór barbie. Od niej też odeszłyśmy.

Jechaliśmy w Góry Skaliste kilka godzin. Były to jedne z najwyższych gór na świecie, a my mieliśmy się po nich wspinać tak na poważnie, z uprzężą i nad przepaścią. Na szczęście nie miałam lęku wysokości, ale niestety Miyuki tak.

W autokarze po godzinie nudzenia się zaczęliśmy do siebie rzucać chusteczkami, potem kanapkami, w końcu soczkami, batonikami, ciasteczkami, aż w końcu cała podłoga była uwalona żarciem. Ale nas to oczywiście nie obchodziło.

Po strzeleniu se kilku grupowych selfie, dojechaliśmy wreszcie na miejsce. Szliśmy chwile przez nierówny las, aż w końcu zobaczyliśmy nasze domki. Każdy wyglądał tak:

Były pięcioosobowe, więc ja wzięłam z Rosie, Mi, Adel i Alice. Jak weszłyśmy i rzuciłyśmy swoje walizki na łóżka zobaczyłyśmy bardzo duże, puchate poduszki. Więc naturalną koleją rzeczy zaczęłyśmy sie nimi nawzajem okładać.

Potem była kolacja. Pani na razie jeszcze nas nie zadręczała z jakimś zwiedzaniem, więc w spokoju zjedliśmy fikuśne coś przygotowane przez jakichś gości w kuchni:

Potem do późna gadałyśmy w łóżkach, aż w końcu poszłyśmy spać.

 

 

 

22:15, budyn007
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2015

Uwaga! Zmieniam imię Wendy na Lindy ;) się przyzwyczajcie :D

***

Zadzwonił budzik. Zwlokłam się z łóżka jeszcze w półśnie, ale zaraz coś sobie przypomniałam: była wielkanoc!!!

Trzeba było wstać wcześnie, więc ubrałam się szybko w to: 

Zrobiłam taki makijaż:

    

I taką fryzurę:

Pomalowałam paznokcie na ten sam kolor co sukienka i zeszłam ziewając na dół. Zdziwiłam się bardzo, bo zastałam Lee i Clarie, którzy przyjechali podobno w nocy. Przywieźli ze sobą trochę jajek. Clarie pokazała mi jajka z finlandzką metodą ozdabiania:

Ja wczoraj w wielką sobotę zrobiłam takie:

A Lee powiedział, że nie umie i przywiózł takie:

Generalnie mieliśmy już baaaardzo dużo jajek, bo moja babcia mieszkająca w Oregonie przyleciała i przywiozła takie:

Zaczęliśmy przygotowywać stół wielkanocny. Zrobiłam wczoraj wieczorem taki mazurek:

Wnieśliśmy dużo rzeczy na stół. Byłam świadoma tego, że na Wielkanoc zejdzie nam się CAŁA rodzina, czyli również... moje kuzynki.

Kiedy zadzwonił dzwonek już wiedziałam że to one, bo dzwoniły do czasu, aż nie otworzyłam drzwi. Kari miała na sobie to(zabijcie mnie):

A Linn to (moge umrzeć poraz drugi):

Nie umiałam wymusić przy nich uśmiechu, ale nie zrobiłam też miny mordercy.

-Och, witaj kochanie!- zawołała ciocia niczego nieświadoma.

-Hej.

-Patrz, jak moje maleństwa już wyrosły! Dziewczynki, przywitajcie się!

Linn pokazała mi język, a Kari się rozbeczała. W sumie tto się przywitały. Opuściłam je jak najszybciej. Nasz salon na wielkanoc wyglądał tak:

 

Po śniadaniu i wysłuchaniu paplaniny cioci o swoich ,,słodziutkich'' córeczkach miałam tym córeczkom pochować czekoladowe jajka w ogrodzie. Hehe przed schowaniem zeżarłam ich trochę, pare se wzięłam na później, przez co schowałam im połowę tego co powinnam schować. Był niezły ubaw jak sie skapnęły.

Później już nie chciało mi się siedzieć w domu i umówiłam się z Jamesem, z którym jakoś ostatnio nie miałam kontaktu przez ten wypadek Chrisa i takie tam. Jak zwykle poszłam do ,,Forever IceCream''.

-Hej- pocałowaliśmy się.

-Wiesz, co z Chrisem?- zapytałam, bo wiedziałam, że podczas jego ostatniej wizyty on i James sie zaprzyjaźnili.

-Jakoś żyje.

 Zamówiliśmy desery i troche gadaliśmy. Mój chłopak też miał wkurzające kuzynki, które przyjechały z Anglii. Po zeżarciu lodów poszliśmy się przejść do parku. Szliśmy objęci, a James puścił mi kilka piosenek jego zespołu z chłopakami. Potem niestety musiałam już wracać.

-Do zielonej szkoły- uśmiechnął się James, pocałował mnie i odszedł.

Kiedy wróciłam było już późno więc wzięłam laptopa, kakao i przebrałam się w piżame:

  

I do 1 w nocy siedziałam na fejsie i oglądałam głupie filmy na yt.

 

 

 

16:00, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 lutego 2015

-CO?! Ale jak to?!- wrzasnęła Rosie.

-Może nam pan wytłumaczyć?- spytała mama Chrisa.

-Dobrze. Jeślibyśmy usunęli płuco, w które wbiło się żebro dziurawiąc je a naprawili złamane żebro i jeszcze kilka obrażeń, chłopak ma szansę na przeżycie.

-No ale jak z jego oddychaniem?!

-Eee... no więc jedno płuco jest w stanie działać, ale będzie miał czasami pewną słabość w oddychaniu. W ogóle, przez pierwsze tygodnie będzie musiał się nauczyć prawidłowo oddychać. Czy on gra na jakimś instrumencie dętym?

-Nie.- powiedział tata.

-To dobrze. No więc, czy zgadzacie się państwo na operację?

Przytaknęli i zaczęli wypełniać jakieś formularze, a my odeszłyśmy na bok.

-Trudna sprawa...- zamyśliła się Alice.

-No- przytaknęłam.

-Em, Rosie?- zapytała Helli.

-Tak?

-Spokojnie, możecie iść, zawiadomię cię, jak skończy się operacja.

-Ale...

-Ona będzie trwała minimum 10 godzin.

-Ech, no dobrze.

Poszłyśmy na miasto na obiad, potem na szake'a. Ja wzięłam mandarynkowy, Rosie jagodowy, Myuki truskawkowy, Adele malinowy, a Alice waniliowy.

Chwilę siedziałyśmy aż w końcu nagle Alice podskoczyła.

-Dziewczyny, przecież za 5 dni jest Wielkanoc!

-CO?!

-No TO!

-O dżizas!- wrzasnęła Adel.

-W takim momencie!- jęknęła Rosie.

Umilkłyśmy ze smutkiem. Każda zastanawiała się, czy Chris przeżyje operacje.

Następnego dnia niestety znowu była szkoła. Poparzyłam za okno i zobaczyłam że jest chmurnie. Dziwne, bo był kwiecień. Jako że było zimno ubrałam się w to:

Zrobiłam makijaż, uczesałam się, pomalowałam paznokcie na biało i zeszłam na dół. Przypomniałam sobie, że rodzice pojechali na to spotkanie, więc zrobiłam sobie sama takie śniadanie:

Potem poszłam spokojnie do szkoły, bo dzisiaj mieliśmy na 10. Spotkałam dziewczyny.

-Gdzie Rosie?- zapytała Alice.

-Myślałam, że przyszła z tobą- Miyuki się do mnie zwróciła.

Już miałam coś odpowiedzieć, kiedy mój telefon wydał z siebie dźwięk ze skypa. Zobaczyłam wiadomość.

SmutnyKwiatekxD : Hej, powiedz pani, że dzisiaj nie będę w szkole.

Zimniok:3 : Wut? Czemu?

SmutnyKwiatekxD : No bo... ech, powiedz to po prostu, wymyśl jakąś wymówkę i że sprawdzian z majcy poprawię w czwartek.

Zimniok:3 : Ale ten czwartek to Wielki Czwartek, dzisiaj jest ostatni dzień szkoły, środa.

SmutnyKwiatekxD : No ok, nieważne, spotkamy sie po szkole pa!

Jej status zmienił się na niepodłączony. Wzruszyłam ramionami i poszłam z dziewczynami do klasy. Powiedziałyśmy pani, że Rosie zachorowała na dżumę i śmiejąc się trochę przetrwałyśmy resztę zajęć. Potem poszłyśmy do szpitala, bo tam zastał;yśmy Rosie. Czekała na wyniki operacji.

-Trwała 12 godzin- poinformowała nas.- Podobno...- urwała.

-Co?- zapytałam.

-Podobno doszło na zatrzymania akcji serca.- mówiła to zupełnie bezbarwnym tonem.

-Co?! W sensie ale w ogóle o co chodzi i wut?- spanikowała Adel.

-Ale on żyje, czy nie?- spytałam.

-Nnnie wiem- wyjąkała Rosie.

-DZIEWCZYNY!!!!!!!!!!!!!1- ktoś do nas wrzasnął.

-O nie, błagam- jęknęła Alice, gdy do nas biegła Carey.

Miała na sobie takie rzeczy:

          

   

-Jaki fryz- skrzywiła się Mi.

-DZIEWCZYNY, WRESZCIE WAS ZNALAZŁAM!!!!!!! MACIE WRACAĆ DO SZKOŁY I TO JUUUUUUUUŻ!!!!!!!- wrzasnęła przeraźliwie.

-Przecież dzisiaj był ostatni dzień przed feriami wielkanocnymi!- wykrztusiła Alice.

-Może jakiś komunikat...- zastanowiłam się.- Rosie, ty idziesz?

-Nie.

-MUSIIIIIIIIIIIIIISZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- wydarła się jej Carey do ucha.

-Spie**alaj- wycedziła Rosie i odeszła.

-Musisz. Tak. Wrzeszczeć?- każde słowo Mi było oddzielane pauzą.

-TAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Ok, może chodźmy- powiedziała Adel i jak najszybciej uciekłyśmy od Carey.

W szkole zwołano nas do Auli.

-Dzieci- zaczęła p.dyrektor.

Po auli rozległo się przeciągłe westchnięcie z irytacją.

-Pragnę wam ogłosić, że już 2 dni po feriach wielkanocnych klasy drugie liceum wyjeżdżają na zieloną szkołę, od 28 kwietnia do 8 maja. Muszę to wam ogłaszać teraz ze względu na to, że ferie trwają 1,5 tygodnia, więc nie ma wiele czasu. Wyjeżdżamy w Góry Skaliste, więc obowiązkowo sprzęt do wspinaczki i tego typu niezbędne rzeczy. Dziękuję, udanej Wielkanocy!- zeszła z podium.

-Dziwne, że tego nie powiedzieli podczas lekcji- zauważyła Alice.

-Chcieli nas jak najdłużej pomęczyć- podeszłam do szafki i wyjęłam z niej wszystkie rzeczy, które zabierałam na ferie. Dziewczyny zrobiły to samo. Potem dostałam wiadomość od Rosie.

SmutnyKwiatekxD : Ten sam szpital, piąte piętro sala B16, czekam.

-Wut?- zmarszczyłam brwi.

-No to jedziemy.

Pojechałyśmy do szpitala. Gdy weszłyśmy do odpowiedniej sali, Rosie siedziała przy łóżku, w którym, leżał... Chris!

Wszystkie podbiegłyśmy i się z nim przywitałyśmy. Był nadal podłączony do aparatu oddechowego, ale był też przytomny. Tylko nie mógł mówić, ze względu na sprzęt. Nagle zrobił wielkie oczy i zmarszczył brwi, bo do sali wbiegła taka dziewczyna:

-Ohhhhhh, przepraszam, nie wie...- urwała wpół słowa widząc nas. Potem uśmiechnęła się zalotnie do Chrisa.

-Hej, przystojniaku, jak wyjdziesz ze szpitala, może się umówimy? Nie warto zwracać uwagi na te kreatury- pokazała nas.

Już miałyśmy coś powiedzieć, kiedy Chris nie mogąc się odezwać a próbując ją odgonić, w akcie desperacji pokazał jej f*cka. 

-Hah, jak możesz, uwaga, wychodzę!- fuknęła na nas i wyszła.

-Dziwna dziewczyna...- powiedziała Rosie.

Zostawiłyśmy ją z Chrisem i poszłyśmy coś zeżreć w kawiarni ,,Forever IceCream''. Ja wzięłam to:

Adel to:

Miyuki to:

A Alice to:

Potem się pożegnałyśmy i poszłyśmy przygotowywać swoje domy na święta.

 

 

 

 

19:06, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lutego 2015

Maszyny i lekarze ciągle próbowali przywrócić Chrisa do życia, jednak rany były za ciężkie. Wprawdzie udało im się skleić pozostałe żebra ale to wbite w płuco... Przeszedł kolejną operację, nic. Zostało tylko jedno wyjście...

Rano obudziłam się strasznie zmęczona. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.

-Wyglądam jak kaszalot po wypadku z naćpanym łosiem...

Spojrzałam na zewnątrz. Padał deszcz. Podeszłam do szafy, wywaliłam z niej ciuchy i ubrałam to:

Zrobiłam sobie takie paznokcie:

Taki makijaż:

    

Uczesałam się i zeszłam do kuchni. Jedząc tosty z nutellą przypomniałam sobie o Chrisie. Tak naprawdę powinien już nie żyć. Wstałam i poszłam do szkoły. Zobaczyłam przy wejściu Rosie. Wyglądała jak duch.

-Hej.

-Hej- westchnęła.

Podeszły do nas dziewczyny.

-Co się stało?- zapytała Alice.

Opowiedziałam im o tym, co zobaczyłyśmy w gazecie i o wizycie w szpitalu.

-Zawiadomiłam też jego rodzinę- Rosie pociągnęła nosem.- Mają samolot dzisiaj wieczorem.

Przytuliłyśmy się do niej. Potem zaczęłyśmy iść na lekcję.

-UWAGA, PRZECHODZĘ!!!- wrzasnęła Wendy.

Prawie zemdlałyśmy, jak zobaczyłam co ona ze sobą zrobiła. Po 1 jej makijaż:

   

Po 2...

-TAK, POWIĘKSZYŁAM SOBIE CHIRURGICZNIE C***I!!!- zaśmiała się.- WRESZCIE BĘDĘ LEPSZA OD CAREY!!!! BŁAHAHAHHAHAHAHAHA!!!!!

Darła się tak idąc przez korytarz.

-Dżizas- westchnęła- Miyuki.

Po lekcjach Rosie znowu jechała do Chrisa.

-Pierwszy raz poznam jego rodzinę- jęknęła.- A co, jak mnie nie zaakceptują?

-Przecież teraz raczej liczy się tylko Chris- zauważyła Alice.

-Wiesz co? Pojedziemy tam wszystkie, w piątkę- powiedziała dobitnie Adel.

Wpakowałyśmy się do autobusu i pojechałyśmy do szpitala. Zastaliśmy tam rodziców Chrisa rozmawiających z lekarzem. Pani Helii Winder i Arck Winder.

-Eee... dzień dobry -powiedziałA NIiepewnie Rosie.

-To ty jesteś dziewczyną naszego syna?- zapytała Helii uśmiechając się smutno- Naprawdę bardzo jesteśmy ci wdzięczni, że nas zawiadomiłaś o jego wypadku.

Pan Winder przytaknął.

-Eee, yhm...dziękuję- powiedziała Rosie- To są moje przyjaciółki, one też bardzo dobrze znały Chrisa. 

Przywitałyśmy się, a potem lekarz zaczął wyjaśniać.

-Chris jest w stanie krytycznym, przy życiu utrzymują go na  razie tylko maszyny. Wcześniej myśleliśmy, że to koniec, ale... jest jedno wyjście z tej sytuacji. Najgorszą raną jest uszkodzone płuco, które pogarsza całą sprawę. Resztę ran... da się wyleczyć, choć zostaną trwałe uszkodzenia...

-Przestanie pan ciągle owijać w bawełnę?- zapytałam.

-A. No tak. Więc jedyny ratunek dla Chrisa, to usunięcie mu uszkodzonego płuca.

20:25, budyn007
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2015

Chris leciał samolotem. Bardzo chciał zrobić niespodziankę Rosie przylatując do niej pod koniec kwietnia. Leciał do Kanady na około 3 miesiące, bo akurat dostał tam pracę (miał 19 lat). Nagle jednak coś się zatrzęsło w samolocie. Rozległ się dźwięk megafonu.

-Drodzy państwo. Proszę nie panikować. W samolocie wysiadły 2 silniki i będziemy próbować lądować awaryjnie na w miarę płaskim terenie. Proszę zapiąc pasy i włożyć kamizelki ochronne.

Chłopak szybko wyjrzał przez okno. Będą próbowali wylądować na jednej z wysp Kanadyjskich. Były słynne z nierównych terenów. Opanowywując złe przeczucia włożył kamizelkę i czekał. Samolot powoli zniżał lot. Jedna z wysp zbliżała się w oszałamiającym tempie. Była coraz bliżej... Wszyscy wstrzymali oddech...

ŁUP!

Samolot walnął w ziemię tracąc podwozie. Skała oderwała mu kawałek skrzydła. Głowę Chrisa odrzuciło do tyłu, walnął głową o ostry kant. Czując spływającą krew próbował zorientować, co się dzieje. Nagle ku jego oknu zbliżała się skała, bo samolot ciągle próbował wyhamować drząc spód bez podwozia. Chłopak gorączkowo próbował odpiąc pas, ale ten się zaciął. Skała była coraz bliżej, skrzydło się urwało.

Usłyszał trzask rozbijającej się i tak grubej szyby, poczuł ból nie do zniesienia, potem wszystko pochłonęła ciemność.

                                                    ***

Wstałam rano dosyć późno, więc szybko ubrałam się w to:

Zrobiłam taki makijaż:

   

Tak umalowałam paznokcie:

Uczesałam się tak:

Zeszłam do kuchni na śniadanie. Mama zrobiła mi kanapki z miodem.

-Córeczko...- zaczęła kiedy pożerałam pierwszą.

-Hm?

-Musimy z tatą wyjechać na 3 dni do Montany, mamy tam bardzo ważne spotkanie oraz musimy ustalić pewne rzeczy. Poradzisz sobie sama, czy przenocujesz kilka dni u jakiejś koleżanki?

-Nie, spoko, poradzę sobie. Kiedy wyjeżdżacie?

-Dzisiaj w południe, wtedy, kiedy ty będziesz w szkole.

-Aha. Pa, uważajcie na siebie- przytuliłam ją i wzięłam plecak i wyszłam z domu.

Pod szkołą zobaczyłam nieco poobijaną Wendy. 

-Zabijcie mnie- szepnęłam widząc jej makijaż:

  

-Czy ty masz...różowe soczewki?- zapytałam.

Pociągnęła nosem.

-Tak.

-Czy ty...beczysz?- zapytałam trochę nietaktownie ale to przecież Wendy.

-TAK! BO NIENAWIDZĘ TEJ CAŁEJ PIEPRZONEJ CAREY! TO JA MAM WIĘKSZE CY*KI OD NIEJ, A JAKOŚ NA NIĄ SIĘ WSZYSCY GAPIĄ!!!!!!!

-Bo jest głupia.

-WIEM!!!!!!!- odbiegła ode mnie chlastając ludzi włosami.

Chciałam podejść do dziewczyn, ale drogę zagrodziła mi Carey. Miała takie usta:

-Spadaj- powiedziałam.

-Ach tak?! Musimy sobie coś wyjaśnić! JA NIE PODRYWAM ŻADNEGO CHŁOPAKA, to na mnie się gapią!

-Aaa, jasne, a David?

-Co? Ja nic nie wiem... PATRZ! KUPIŁAM SOBIE NOWE BUTY!- wrzasnęła pokazując mi je:

-CO?! Glany nosi się CZARNE, jak już to czerwone!- zawołałam krzywiąc się- Są obrzydliwe.

Odeszłam od niej jak najszybciej. Potem zadzwonił dzwonek.

Lekcje minęły jak zwykle nudno, a potem wracałam razem z Rosie autobusem. Jakaś pani wysiadając zostawiła na siedzeniu gazetę. Chciałyśmy ją odnieść, ale autobus już ruszył. Wiedziona ciekawością wzięłam gazetę....i zamarłam.

-Rosie...

Przyjaciółka zaczęła czytać taki artykuł:

ROZBICIE SAMOLOTU NA WYSPIE GREENWIND!

Wczoraj, około 18 wieczorem, na jednej z wysp Kanadyjskich rozbił się samolot. Trochę ludzi przeżyło z drobnymi obrażeniami, pięciu pasażerów nie żyje, natomiast koło 20 jest w ciężkim stanie:

Poniżej była ich lista. Między innymi:

Margaret Fleming

Wolfgang Umbrella

Chris Winder

-NIE!- wrzasnęła Rosie otwierzjąc szeroko oczy- To nie może być prawda!

A jednak była. Przy każdym nazwisku było dołączone zdjęcie. 

-Muszę do niego pojechać- szepnęła Rosie zapisując sobie adres szpitala.- Pojedziesz ze mną?

-Jasne- powiedziałam czytając informację jeszcze raz.

Umówiłyśmy się nazajutrz, bo akurat wtedy była sobota. Miałyśmy pojechać do szpitala już o 10, więc wstałam rano wcześnie i ubrałam się w to:

     

uczesałam, zrobiłam szybki make-up i biorąc se sobą batonika fitness pobiegłam na przystanek. Czekała już tam Rosie.

-Jak się czujesz?- zapytałam.

-Do dupy.

Nadjechał autobus. Jechałyśmy koło 20 minut, aż w końcu wysiadłyśmy przy wielkim szpitalu. Przy recepcji powiedziano nam, że Chris jest na oddziale intensywnej terapii na 4 piętrze. Poszłyśmy tam.

-Eee, przepraszam?- zagadnęłam przechodzącego lekarza i pokazałam na drzwi jednej z sal- Kiedy będzie można wejść?

-Za pięć minut, tylko skończę kontrolę.

Czekałyśmy trochę, aż w końcu nas puścili. Chris leżał w śpiączce, do jego ciała podłączonych było dużo różnych urządzeń i kabelków.

-Kiedy...on się obudzi?- jęknęła Rosie.

-To nie jest naturalna śpiączka, my go w niej przetrzymujemy, bo nie zniósł by bólu ran. Ma też aparat oddechowy.

Przyjaciółka opadła ciężko na krzesło. Zostawiłam ją na chwilę samą z Chrisem. Po godzinie wyszła.

-Wygląda na to, że jakoś się zbiera, ale jego rany są paskudne. Operacja trwała prawie cały dzień, jedno żebro złamało się tak, że...- umilkła na chwilę- Że wbiło się w płuco.

-O Boże... A pozostałe rany?

-Jeszcze kilka złamanych żeber, ale niezbyt groźnych, bardzo duży wstrząs mózgu i jakieś wewnętrzne krwawienie. Przy życiu tak naprawdę utrzymują go tylko maszyny.- usiadła na krześle i się rozpłakała.

Objęłam ją. Nie powiedziałam jej, tego co lekarze mi powiedzieli. Że Chris ma tylko najwyżej 10% szans na przeżycie.

20:50, budyn007
Link Dodaj komentarz »

Następnego dnia wstałam z ciężkim sercem. Nie chciałam więcej widzieć Carey na oczy. Podeszłam jednak do szafy i ubrałam się w to:

  

Taki sobie zrobiłam makijaż:

    

Takie paznokcie:

I taką fryzurę:

Potem wzięłam plecak i poszłam do szkoły. Nagle zobaczyłam Carey idącą też do szkoły. Schowałam się szybko za krzak, jak zobaczyłam, że woła do kogoś. Miała na sobie to:

  

I...takie usta:

Po 1: to wogóle do siebie nie pasowało, po 2: ZA DUŻO HAMBURGERIOLANDII!!!!!!!!

Jednak jak już moje tęczówki z powrotem stały się normalne, zobaczyłam do kogo Carey zaczęła gadać. Właśnie podrywała Davida, który był chyba chłopakiem Miyuki. Kiedy Carey do niego podeszła, otworzył szeroko oczy w wyrazie szoku.

-No elo, przystojniaku!- zagadnęła opierając mu rękę na ramieniu.

-Eee... hej- powiedział- Sory, ale teraz mam lekcje, cześć- szybkjo się wyswobodził i odszedł.

Ale jej to bynajmniej nie zraziło. Nagle dostrzegła mnie w krzakach. Podeszła do mnie szybko, a ja udałam, że spadła mi bransoletka. 

-Co ty tu robisz?- próbowała unieść jedną brew, ale ciągle jej się nie udawało.

-Szukam czegoś, spieprzaj hamburgerianko!- szybko uciekłam. Podeszłam do mojej szafki. Wypadło z niej pudełko z tym:

A potem liścik:

Tak bez okazji, mam nadzieję, że ci się podoba.

Idziesz ze mną dzisiaj na randkę?

James :*

Uśmiechnęłam się do siebie, włożyłam bransoletkę na rękę i odwróciłam się.

-Cześć, kotku- uśmiechnął się James całując mnie w policzek- To jak?

-Z tobą zawsze- zaśmiałam się. Nagle zadzwonił dzwonek.

-To o 16 w parku?- zapytał szybko James.

-Tak, pa!

Pobiegłam na chemię.

-Liv Erikkson, minuta spóźnienia- burknęła nauczycielka.

-To ona wogóle sprawdzała obecność?- zapytałam siadając obok Rosie.

-Oczywiście, że nie- zaśmiała się.

Po lekcjach uciekłam przed Carey próbującą poderwać Oscara i na randkę założyłam to:

Zmieniłam make-up, fryz i paznokcie i poszłam do parku. Jednak jak doszłam zobaczyłam bardzo dziwną scenę. Carey i Weny tarzały się po ziemi wrzeszcząc. Podbiegłam do nich.

-BARBIE I HAMBURGERIANKA!!!- wrzasnęłam.

-Na chwilę przestały.

-O co się bijecie?

-O twojego chłopaka!- wrzasnęła Wendy i dała Carey z plaszczaka.

Chwilę później przyszedł James.

-Eee... co tu się dzieje?- zapytał mnie.

-Te dwie się o ciebie biją.

-O. Aha. Idziemy?

Zaśmiałam się cicho, jak Carey i Wendy nadal nie zwracały na nas uwagi.

-Tak.

Zaczęliśmy iść w stronę ,,Forever IceCream'' gdy jeszcze usłyszeliśmy wrzask Wendy.

-PRZEZ CIEBIE SPADŁ MI RÓŻOWY CEKIN Z UST!!!! NIE DARUJĘ CI TEGO!!!!



16:01, budyn007
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lutego 2015

Dwa dni później wszystko było po staremu. Wstałam rano w dosyć dobrym humorze i wyjrzałam przez okno. Było bardzo słonecznie, no tak, był przecież kwiecień. Postanowiłam się ubrać lekko, zważywszy na 20 stopni na polu. Ubrałam się w to:

  

Umalowałam się tak:

   

Uczesałam tak:

POmalowałam paznokcie i poszłam do szkoły. Przywitałam się z Jamesem i podeszłam do dziewczyn.

-Co?- zapytałam, jak zobaczyłam, że wszystkie się śmieją.

-Dzisiaj przyszła.... ta...- próbowała powiedzieć Mi.

-Carey!- wycharczała Alice i wybuchnęła śmiechem.

-I?- zapytałam.

-Jej... ciuchy.- sapnęła Adel chichocząc.- Patrz na jej ciuchy...

Wzruszyłam ramionami i podeszłam do mojej szafki. I wtedy ją zobaczyłam. Carey miała na sobie to:

  

Udałam że kaszlę i wsadziłam głowę do szafki, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

-Ej...ej! ELO!- ktoś mnie szarpnął za ramię.

-Czego- wysunęłam głowę.

Twarz Carey natychmiast przybrała twarz kogoś, kto chce się podlizać.

-Ach, nic, tylko tak stałaś dziwnie- jej głos był nienaturalnie wysoki i odkurzaczowy.

-Eee... aha.- wyjęłam potrzebne książki i szybko podeszłam do dziewczyn.- Co jej upadło na mózg?

-Nie wiem.- zaśmiała się Rosie- Ale obie z Wendy są siebie warte.

-No elo- podeszła do nas Carey i wsparła rękę na ramieniu Adel, która zmarszczyła brwi.- Chcę was o coś zapytać.

-Co?- burknęłam.

-Em... Mogę się z wami przyjaźnić? Jesteście taaaaaakie super, naprawdę was podziwiam, poza tym chodziłybyśmy razem na zakuuupy i woooogóleeee.- uśmiechnęła się cukierkowo- To jak?

-Musimy...- zaczęła Rosie.

-To przemyśleć- dokończyła Mi i odeszłyśmy na bok. Kiedy tylko znalazłyśmy się w sporej odległości Alice wrzasnęła:

-ZA NIC!!!

-Wiem- powiedziała Adel.- Tylko jak jej to powiemy?

-Możemy walić prosto z mostu- zasugerowałam.

-No może, ale zaraz się poskarży...

Nagle zadzwonił dzwonek. Pobiegłyśmy na lekcje. Zwykle, jak nas jest pięć wymieniałyśmy się czasami siedzeniem ze sobą w 2- osobowych ławkach i jedna zostawała sama, bądź siadała z jakimś chłopakiem. Ale teraz...

-Dzieci, dołącza do was nowa uczennica, Carey Dortmund. Widzieliście ją już na gali, bądźcie dla niej mili.- powiedziała nauczycielka, zaraz jednak otworzyła szeroko oczy- Dziecko, co ty masz na sobie?!

Powiedziała to na widok ubrania Carey. 

-Yhm, to nowa moda, droga pani profesor- rzekła przymilnie dziewczyna- Wie pani, młodzież.

Akurat siedziałam obok Miyuki, więc szybko wzięłyśmy jej sweter i ukryłyśmy w nim twarze trzęsąc się ze śmiechu. Nowa mówiła jak piędziesięcio-letnia babcia. Na angielskim akurat Adel siedziała sama, więc oczywiście Carey śmiejąc się jak koń usiadła obok niej. Chłopacy zwrócili twarze w jej strone (jamesa akurat tam nie było, uff) gapiąc się na jej...duży dekolt. Za to Wendy patrzyła na nową z wrogością. Jak dotychczas to ona powinna mieć taki podziw wobec...charakterystycznych częsci kobiecych.

Potem był wf. Uczesałam się w kucyka, ubrałam tak:

I wyszłam z szatni. Zobaczyłam w co się ubrała Carey i westchnęłam:

 

Oprócz tego miała strasznie obcisłe getry. Pani Fellyfit zmarszczyła brwi.

-Carey Dortmund... to jest strój na trening domowy.

-Ach, no tak wiem! Yhihihihihi!- to był jej śmiech- Ale wczoraj dostałam ten stanik od mojego wujka z Nowego Jorku!

-Ughhhh- parsknęłam.

WF był koszmarny z Carey. Ciągle wpadała na kogoś, śmiała się końsko i znów odbiegała. Po lekcjach jakoś udało nam się przed nią zwiać, ale jutro na pewno znowu nas złapie. Ta dziewczyna... była po prostu dziwna.

17:18, budyn007
Link Dodaj komentarz »
sobota, 31 stycznia 2015

Wreszcie nastał dzień wielkiej gali. Postanowiłyśmy z dziewczynami, że przebierzemy się u Alice. Ona miała na sobie taki zestaw:

-Wow!- krzyknęłyśmy.

-Nieeee! Ja się po prostu...- Alice spojrzała na niego- Ja się świecę!

-Spoko, ja będę bardzo róźowa- powiedziała Adel. Ona miała na sobie to:

-Wendy i tak nie przebijesz- spojrzałam na moje rzeczy krytycznie krytycznie- Czy nie mam za dużo turkusu?

Miałam na sobie tak:

-II tka wszystkie jesteśmy ubrane każda na jakiś jeden kolor- prychnęła Mi.

Ona była w tym:

A Rosie w tym:

-Ok, wyglądamy bosko, na pewno będzie super, będą fajni ludzie i w ogóle...

-Rosie!- zawołała Alice.

-Co?

-WOLNIEJ.

-Heh ;)

Pojechałyśmy do szkoły. Potem razem z innymi uczniami pojechałyśmy do Moderny Canada Showy Center. Budynek wyglądał tak:

-Jeszcze spora jego część znajduje się pod ziemią- wyjaśniła wychowawczyni.

Weszliśmy do holu i oniemieliśmy. Podeszli do nas jacyś ludzie i wzięli nasze rzeczy do szatni. Następnie pani rozdzieliła kilka garderób pomiędzy nas, bo zostało jeszcze 10 minut do rozpoczęcia gali.

-Mogłyśmy się tu przebrać- stwierdziła jak zwykle nie uważająca Adel.

-Ale...10 minut tylko zostało- wyjaśniła Rosie.

-Aaaaaa.

Potem ja, Mi, Rosie, Alice i Adel dostałyśmy wspólną garderobę. Była taka:

-Wooooooow.

Mogłyśmy poprawić fryzurę, makijaż itp. Potem jakiś gość wszedł do nas i poprowadził nas na salę, w której odbywała się gala:

-Czy my...znaczy osoby z naszej szkoły też będą wywoływane?- zapytała Miyuki tego gościa.

-Tak, oczywiście.

Usiadłyśmy w rzędzie blisko sceny. Bardzo chciałyśmy być wywołane, zwłaszcza, że wszystko będzie w telewizji no i się dostanie bardzo drogie nagrody.

-Ashley Simson!- zawołała prowadząca- Za naprawdę świetne wyniki w nauce oraz założenie międzynarodowej organizacji pomagającej biednym, czyli MOPB. Gratuluję!

Ashley odebrała medal i jakąś tam sumkę pieniędzy i usiadła. Spojrzałyśmy na siebie ze smutkiem. Jak nagrody rozdawano tylko za tak wielkie osiągnięcia, to możemy się pożegnać z medalami.

-Szkoda- westchnęła Adel bawiąc się rąbkiem sukienki.

-ADEL!

-Co?

-Prowadząca cię wywołała!

-WHAT?????!!!!!!!

-Adele Pierre! Za wygranie międzyszkolnego konkursu tanecznego, oraz za uratowanie szkolnej piwnicy przed huraganem! To samo dotyczy: Livi Erikkson, Miyuki Akechi i Rosaline Verges! Co prawda Alice Wright nie wygrała konkursu, ale razem z nimi ostrzegła dyrektora o dziurze w ścianie i dzięki temu szkoła została uratowana! Brawo!

Cała nasza klasa wiwatowała, wrzeszczała i piszczała, że przynajmniej my coś dostałyśmy. Byłyśmy na maxa szczęśliwe, dostałyśmy takie statuetki:

Oraz każda z nas dostała czek na 1000$! Wróciłyśmy przeszczęśliwe na miejsca. Zaraz jednak prowadząca wywołała następną osobę.

-Carey Dortmund! Za wygranie międzynarodowego konkursu z angielskiego!

-To za takie coś też się dostaje?- zapytałam unosząc brew.

Myuki natychmiast zaczęła się śmiać.

-T...T...Twoje brwi!

Wywróciłam oczami.

-Ej patrzcie na włosy tej Carey...- powiedziała zszokowana Rosie.

Na scenę weszła taka dziewczyna:

-Dżizas...ale ona ma tłuste te włosy...-skrzywiła się Adel.

-Yhm, dziękuję, chciałabym coś ogłosić!- powiedziała Carey.

-Proszę- ustąpiła prowadząca, pani Redpotato.

-Yhm, yhm. Bardzo się cieszę, że od następnego tygodnia będę uczęszczać do Music- Art Canada Shool. Dziękuję!- zaśmiała się jak koń i zeszła ze sceny.

-Jaka...dziwna- powiedziała Alice.

Przytaknęłyśmy. Wywoływano jeszcze masę osób, na szczęście Wendy tam nie było.

-Aha, jeszcze jedno!- zawołała pani Redpotato.- Na koniec, zagra dla nas zespół OneLookMusic!

-Kto...- zaczęłam ale oniemiałam.

Na scenę wszedł James z gitarą, Oscar z keybordem, David DeCrulo siadł przy perkusji, Dean przy zestawie mix i Bryan z mikrofonem.

-ON...BĘDZIE ŚPIEWAŁ?!- wrzasnęła Rosie mając na myśli Bryana.

-Chyba tak...- westchnęłam. Bryan był teraz chłopakiem Wendy.

Zaczęli grać. Okazało się, że laluś wcale tak źle nie śpiewa, a James prześlicznie. Oscar i Dean tworzyli razem świetny duet i osobno też a jak David coś tam zaśpiewał Miyuki o mało nie zemdlała.

-On jest taki cudowny...- westchnęła a my tylko się zaśmiałyśmy.

Po ich występie poszłyśmy im pogratulować.

-Dzięki- powiedział James całując mnie.

-Czekaj....teraz masę osób was zna.- powiedziałam z podziwem.

-I co z tego? Nam zależy tylko na grze.

Uśmiechnęłam się jak odchodził. Potem miała być uroczysta kolacja. Wreszcie tam zobaczyłyśmy Wendy. Myślałam, że moje oczy zaraz zrobią się różowe. Wendy była w tym:

 

Do tego taki makijaż:

  

-Zabijcie mnie- jęknęła Miyuki.

-Chyba zaraz rzygnę- Rosie miała taką minę, jakby naprawdę chciała to zrobić.

Uciekłyśmy od Barbie, żeby do tego nie dopuścić i weszłyśmy do sali, w której mieliśmy zjeść kolację. Była ogromna, nowoczesna i luksusowa. Usiadłyśmy i podano jedzenie. Kilka miejsc dalej siedziała Carey Dortmund. Miała taką sukienkę(na zdjęciu to nie ona):

-O k***a...- powiedziałam.

-Ale jej widać cycki- stwierdziła Mi.

-Nie, serio? Nie zauważyłam- parsknęła Rosie.

Zjadłyśmy dosyć dużo. Potem, już późno w nocy dostałyśmy nasze pokoje. Mój był taki:

-Wow- mruknełam i poszłam spać.

 

 

 

 

17:07, budyn007
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2015

Wrzansęłyśmy. Zaczęłam po omacku szukać w kieszeni telefonu, aż w końcu go wyjęłam i zapaliłam latarkę, dziewczyny też. Okazało się, że nikogo z nami obcego nie ma.

-Dziewczyny...- powiedziała nagle Alice pokazując na coś.

W ścianie była dziura, z której okropnie wiało.

-Bryły soli...krwawe rany... SPIEPRZAMY!- wrzasnęła Adel i zaczęłyśmy wiać. Siła 5 nas wywarzyła drzwi i w końcu dostałyśmy się na górę.

Powiedziałyśmy o otworze dyrektorowi a potem znalazłyśmy sobie jakieś miejsce do spania i zasnęłyśmy.

Rano obudziłyśmy się całe poobijane. Na szczęście do ubrania miałyśmy nasze zapasowe ciuchy, które każdy wziął na plastyke, więc poszłyśmy do łazienki. Ja ubrałam to:

Potem zjadłyśmy śniadanie w bufecie. Zauważyłyśmy też, że wiatr sie sporo zmniejszył, z resztą znowu mieliśmy apel dyrektora:

-Mamy szczęście, wichura ucicha. Być może w południe będziecie mogli już wrócić do domu.

Nie daliśmy mu dokończyć, bo cała sala krzyczała ze szczęścia.

-SPOKÓJ! No. Wczoraj w nocy też dostaliśmy pewne zaproszenie. Nasza szkoła, jako jedna z najlepszych w Kanadzie została poproszona o przyjechanie na galę wręczenia nagród wyróżniających. Będzie ona także z okazji święta wiosny, odbędzie się niedaleko, w nowoczesnym budynku przeznaczonym do tych celów. Strój ma być odpowiedni i bardzo elegancki. Dalsze informacje będą jutro na tablicy ogłoszeń.

Ponownie wrzasnęłiśmy ze szczęścia. Po południu wiatr nadal być silny, ale każdemu z nas udało się bezpiecznie wrócić do domu.

Na zajutrz zobaczyłyśmy to ogłoszenie:

WIELKA GALA WRĘCZENIA WYRÓŻNIEŃ!!!

Nasza szkoło (wszystkie 3 klasy) pojedzie w przyszły czwartek na cały wieczór (16-1:00) na galę w Moderny Canada Showy Center. Zostaniemy tam też na noc. Strój: chłopcy raczej garnitury, dziewczęta eleganckie sukienki, lekko balowe ale raczej nie długie.

Z uszanowaniem,

Dyrekcja szkoły

-TAK!- wrzasnęła Rosie- W czwartek akurat mamy fizykę! A ja jej nienawidzę!

-YAY!

Kiedy wróciłam do domu koło 17, mama od razu chciała dużo wiedzieć.

-No? Kiedy ta gala? Jak się ubierzesz? Idziesz z dziewczynami na zakupy? Gdzie to będzie? Będą jacyś sławni ludzie?...

-Stop! Wolniej- roześmiałam się.- Tak, jutro idziemy z dziewczynami na zakupy. Gala jest w ten czwartek (dzisiaj był wtorek) i nie wiem czy będą jacyś sławni ludzie...może aktorzy...?

W myślach od razu pojawił mi się obraz Jonny'ego Deppa. 

-Córeczko?

-Coo...?- spojrzałam nieprzytomnie na mamę. -Aha! Odbędzie się w...eee...jak to tam było? Eee, Moderny...eee...Canada? O tak, na pewno Canada...EEe, co dalej?

-Może w Moderny Canada Showy Center?

-O właśnie!

-Byłam tam kiedyś.- mama uśmiechnęła się- No dobra, teraz rozładuj zmywarkę.

-Oj muuuuuuuszęęęęęęę?

-Tak. No, dasz radę!

-Okeeeeeeeeeeeeeeeeeeej.

Dzień później poszl;yśmy z dziewczynami na zakupy do Galery of Canada. Weszłyśmy do bardzo ekskluzywnego sklepu, bo tylko tam sprzedawano sukienki na takie cosie. 

-Tego nie może być zbyt dużo, na pewno zdążymy jeszcze pójść do Maca przed...- Miyuk urwała kiedy zobaczyłyśmy przed sobą cały sklep z sukienkami na gale.

-No to będzie trudno...- mruknęła Alice.

17:08, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 stycznia 2015

-Czarne i eleganckie...- mówiłam do siebie grzebiąc w ciuchach.- To chyba jakaś sukienka, tak?

W końcu wyjęłam z szafy to:

 

Zrobiłam sobie oczy na czarno, usta na czerwono i uczesałam się tak:

I poszłam do szkoły. Wszystko było strasznie przytłaczające, każda osoba miała elegancki czarny ubiór.

-Hej- powiedział James całując mnie- Coś taka smutna?

-Nic, jakoś tak...dziwnie, jak wszyscy tak chodzą- przytuliłam się do niego.

Potem poszłam do dziewczyn. Wszystkie miały także czarne sukienki.

-No, jak randka, Mi?- zapytała Alice. Ona nie mogła jej pomagać w przygotowaniach do randki, bo wyjechała na weekend z rodzicami w góry.

-David jest...cudowny!- westchnęła Miyuki.

Nagle rozległ się gong wzywający na apel do Auli. Była minuta ciszy, śpiewaliśmy jakieś hymny aż w końcu można było iść do domu.

-Skoro nie ma szkoły, może gdzieś wyjdziemy?- zasugerowała Rosie.

-Jasne tylko...może pójdziemy sie przebrać.- powiedziałam patrząc krytycznie na czarny ubiór.

-OK, to o 13 w ,,Forever IceCream''!- zawołała Alice i sie rozeszłyśmy.

Wróciłam do domu i przebrałam się w to:

   

Takie buty:

Tak się umalowałam:

    

Włosy zostawiłam lekko skręcone i rozpuszczone. Potem skietowałam się do kawiarni.

Kiedy wróciłam wieczorem do domu zobaczyłam informacje na Librusie (elektroniczny dziennik, czyste zło) od naszej nauczycielki plastyki, że będziemy mieć jutro 3 godziny różnych rzeźbień i takich tam i że mamy wziąść ubrania na zmianę. Wzruszyłam ramionami i spakowałam kilka ciuchów. Potem oglądnełam sobie Piratów z Karaibów Klątwę Czarnej Perły i poszłam spać.

Nazajutrz ubrałam się w to:

  

Umalowałam się, uczesałam i poszłam do szkoły. W drodze zauważyłam, że jest bardzo silny wiatr nieco spychający mnie z kursu.

Każdy z naszej i równoległej klasy miał torbę z ciuchami. Na plastyce była świetna zabawa, kiedy obrzucaliśmy się nawzajem gliną i robiąc z niej wąsy czy coś przyklejaliśmy komuś do twarzy. Jednak nagle coś huknęło i wszystko ucichło. Wyjrzeliśmy przez okno.

-Patrzcie...- powiedział cicho Michael wskazując na drzewa.

Wendy, pani nauczycielka czyli pani Brushpaint i kilka innych dziewczyn wrzasnęło. Na naszych oczach młode, ale dorodne drzewo wiatr wyrwał z ziemi a ono poszybowało w powietrze i walnęło w jakiś samochód miażdżąc go.

-HURAGAN!!!

Rozległ się dzwon na alarm. Wszyscy pobiegliśmy do Auli. Dyrektor HadKirke wszedł na scene.

-No więc... widzicie co się dzieje. To huragan Umbrella lecący od zachodnich wybrzeży Arktyki. Jest bardzo silny, zimny i dodatkowo zawiera w sobie drobiny soli morskiej. Leci ona z bardzo dużą prędkością, jeżeli ktoś pozostanie na tym wietrze będzie miał od niej krwawe rany i porwie go w powietrze. Kategorycznie zabraniam wychodzić, lekcje są odwołane, zostajecie w szkole na noc. Możecie sobie znaleźć miejsce do spania gdzie chcecie, koce i zapasowe śpiwory są w magazynie. Dziękuję.- zszedł.

Spojrzałyśmy na siebie z przerażeniem. Co w takim razie z ludźmi, którzy zostali na zewnątrz. Jednak nasza wychowawczyni nas uspokoiła.

-Nie przejmujcie się dziewczynki, ten huragan nie pojawił się jak grom z jasnego nieba. Narastał stopniowo, może każdy zdążył się jakoś schować, nawet jeśli nie we własnym domu. Z resztą we wczorajszej pogodzie zapowiadali dosyć silny wiatr, no, o huraganie nie mogli sie dowiedzieć.

Wszyscy milczeliśmy. Pani uniosła brwi.

-Naprawdę żaden z was nie ogląda pogody?

Pokręciliśmy głowami.

-No bo widzi pani...o 18 leci Dangerous Mission.- wtrąciła Rosie.

-A co to jest?!

-Taki serial thrillerowy- wyjaśniłam a wszyscy zgodnie pokiwali głowami.

Potem poszłyśmy z dziewczynami do bufetu, żeby zjeść jakiś obiad. Ceny sie bardzo obniżyły z powodu huraganu. Ja, Rosie, Alice, Mi i Keaty zamówiłyśmy to:

Jeszcze chwile pogadałyśmy, aż w końcu dostałyśmy wiadomość, że naszemu informatykowi udało się wysłać maile do wszystkich rodzin. Połaziłyśmy też po szkole nudząc się trochę, aż w końcu wpadłyśmy na pomysł pogrania na szkolnych kompach. Jednak internetu nie było. Westchnęłyśmy i wynudziłyśmy się do wieczora.

Potem jednak Alice zauważyła, że niektórzy uczniowie zaczynają szukać już miejsc do spania więc popędziłyśmy szybko do szkolnego magazynu i wyciągnęłyśmy śpiwory. Każda miała taki:

Potem zaczęłyśmy szukać miejsca do spania. Już miałyśmy jakiś kąt w bibliotece kiedy przed nas wepchnęła się Wendy.

-JAK WOGÓLE ŚMIECIE ZABIERAĆ MI MIEJSCE DO SPANIA!!!!!????? nIE DOŚĆ, ŻE MAMY NOCOWAĆ W BUDZIE TO JESZCZE MAKIJAŻ MI SIĘ ROZMAZAŁ, A ZE SOBĄ WZIĘŁAM TYLKO 5 KOREKTORÓW, 2 PODKŁADY, 3 MASKARY I 7 SZMINEK!!!!

-Dżizas...- szepnęła Adel.

-Pewnie każda szminka jest w innych kolorze różu- stwierdziła Mi.

Szukałyśmy dalej. Jednak każdy wygodny kąt już był zajęty. Nagle wpadłam na pewien pomysł.

-Wiem! Chodźmy do piwnicy!- szepnęłam, żeby nikt nie usłyszał.

-CO?!- wydarła się Mi nachylając się i szczerząc zęby.

-Ech, nieważne idziemy- zadecydowała Rosie.

Jednak gdy weszłyśmy do naszej piwnicy odechciało się nam tu spać:

-Chodźmy stąd...- jęknęła Alice.

Nagle drzwi się za nami zatrzasnęły i zrobiło się ciemno. Byłyśmy w pułapce.

21:22, budyn007
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6