RSS
sobota, 31 stycznia 2015

Wreszcie nastał dzień wielkiej gali. Postanowiłyśmy z dziewczynami, że przebierzemy się u Alice. Ona miała na sobie taki zestaw:

-Wow!- krzyknęłyśmy.

-Nieeee! Ja się po prostu...- Alice spojrzała na niego- Ja się świecę!

-Spoko, ja będę bardzo róźowa- powiedziała Adel. Ona miała na sobie to:

-Wendy i tak nie przebijesz- spojrzałam na moje rzeczy krytycznie krytycznie- Czy nie mam za dużo turkusu?

Miałam na sobie tak:

-II tka wszystkie jesteśmy ubrane każda na jakiś jeden kolor- prychnęła Mi.

Ona była w tym:

A Rosie w tym:

-Ok, wyglądamy bosko, na pewno będzie super, będą fajni ludzie i w ogóle...

-Rosie!- zawołała Alice.

-Co?

-WOLNIEJ.

-Heh ;)

Pojechałyśmy do szkoły. Potem razem z innymi uczniami pojechałyśmy do Moderny Canada Showy Center. Budynek wyglądał tak:

-Jeszcze spora jego część znajduje się pod ziemią- wyjaśniła wychowawczyni.

Weszliśmy do holu i oniemieliśmy. Podeszli do nas jacyś ludzie i wzięli nasze rzeczy do szatni. Następnie pani rozdzieliła kilka garderób pomiędzy nas, bo zostało jeszcze 10 minut do rozpoczęcia gali.

-Mogłyśmy się tu przebrać- stwierdziła jak zwykle nie uważająca Adel.

-Ale...10 minut tylko zostało- wyjaśniła Rosie.

-Aaaaaa.

Potem ja, Mi, Rosie, Alice i Adel dostałyśmy wspólną garderobę. Była taka:

-Wooooooow.

Mogłyśmy poprawić fryzurę, makijaż itp. Potem jakiś gość wszedł do nas i poprowadził nas na salę, w której odbywała się gala:

-Czy my...znaczy osoby z naszej szkoły też będą wywoływane?- zapytała Miyuki tego gościa.

-Tak, oczywiście.

Usiadłyśmy w rzędzie blisko sceny. Bardzo chciałyśmy być wywołane, zwłaszcza, że wszystko będzie w telewizji no i się dostanie bardzo drogie nagrody.

-Ashley Simson!- zawołała prowadząca- Za naprawdę świetne wyniki w nauce oraz założenie międzynarodowej organizacji pomagającej biednym, czyli MOPB. Gratuluję!

Ashley odebrała medal i jakąś tam sumkę pieniędzy i usiadła. Spojrzałyśmy na siebie ze smutkiem. Jak nagrody rozdawano tylko za tak wielkie osiągnięcia, to możemy się pożegnać z medalami.

-Szkoda- westchnęła Adel bawiąc się rąbkiem sukienki.

-ADEL!

-Co?

-Prowadząca cię wywołała!

-WHAT?????!!!!!!!

-Adele Pierre! Za wygranie międzyszkolnego konkursu tanecznego, oraz za uratowanie szkolnej piwnicy przed huraganem! To samo dotyczy: Livi Erikkson, Miyuki Akechi i Rosaline Verges! Co prawda Alice Wright nie wygrała konkursu, ale razem z nimi ostrzegła dyrektora o dziurze w ścianie i dzięki temu szkoła została uratowana! Brawo!

Cała nasza klasa wiwatowała, wrzeszczała i piszczała, że przynajmniej my coś dostałyśmy. Byłyśmy na maxa szczęśliwe, dostałyśmy takie statuetki:

Oraz każda z nas dostała czek na 1000$! Wróciłyśmy przeszczęśliwe na miejsca. Zaraz jednak prowadząca wywołała następną osobę.

-Carey Dortmund! Za wygranie międzynarodowego konkursu z angielskiego!

-To za takie coś też się dostaje?- zapytałam unosząc brew.

Myuki natychmiast zaczęła się śmiać.

-T...T...Twoje brwi!

Wywróciłam oczami.

-Ej patrzcie na włosy tej Carey...- powiedziała zszokowana Rosie.

Na scenę weszła taka dziewczyna:

-Dżizas...ale ona ma tłuste te włosy...-skrzywiła się Adel.

-Yhm, dziękuję, chciałabym coś ogłosić!- powiedziała Carey.

-Proszę- ustąpiła prowadząca, pani Redpotato.

-Yhm, yhm. Bardzo się cieszę, że od następnego tygodnia będę uczęszczać do Music- Art Canada Shool. Dziękuję!- zaśmiała się jak koń i zeszła ze sceny.

-Jaka...dziwna- powiedziała Alice.

Przytaknęłyśmy. Wywoływano jeszcze masę osób, na szczęście Wendy tam nie było.

-Aha, jeszcze jedno!- zawołała pani Redpotato.- Na koniec, zagra dla nas zespół OneLookMusic!

-Kto...- zaczęłam ale oniemiałam.

Na scenę wszedł James z gitarą, Oscar z keybordem, David DeCrulo siadł przy perkusji, Dean przy zestawie mix i Bryan z mikrofonem.

-ON...BĘDZIE ŚPIEWAŁ?!- wrzasnęła Rosie mając na myśli Bryana.

-Chyba tak...- westchnęłam. Bryan był teraz chłopakiem Wendy.

Zaczęli grać. Okazało się, że laluś wcale tak źle nie śpiewa, a James prześlicznie. Oscar i Dean tworzyli razem świetny duet i osobno też a jak David coś tam zaśpiewał Miyuki o mało nie zemdlała.

-On jest taki cudowny...- westchnęła a my tylko się zaśmiałyśmy.

Po ich występie poszłyśmy im pogratulować.

-Dzięki- powiedział James całując mnie.

-Czekaj....teraz masę osób was zna.- powiedziałam z podziwem.

-I co z tego? Nam zależy tylko na grze.

Uśmiechnęłam się jak odchodził. Potem miała być uroczysta kolacja. Wreszcie tam zobaczyłyśmy Wendy. Myślałam, że moje oczy zaraz zrobią się różowe. Wendy była w tym:

 

Do tego taki makijaż:

  

-Zabijcie mnie- jęknęła Miyuki.

-Chyba zaraz rzygnę- Rosie miała taką minę, jakby naprawdę chciała to zrobić.

Uciekłyśmy od Barbie, żeby do tego nie dopuścić i weszłyśmy do sali, w której mieliśmy zjeść kolację. Była ogromna, nowoczesna i luksusowa. Usiadłyśmy i podano jedzenie. Kilka miejsc dalej siedziała Carey Dortmund. Miała taką sukienkę(na zdjęciu to nie ona):

-O k***a...- powiedziałam.

-Ale jej widać cycki- stwierdziła Mi.

-Nie, serio? Nie zauważyłam- parsknęła Rosie.

Zjadłyśmy dosyć dużo. Potem, już późno w nocy dostałyśmy nasze pokoje. Mój był taki:

-Wow- mruknełam i poszłam spać.

 

 

 

 

17:07, budyn007
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2015

Wrzansęłyśmy. Zaczęłam po omacku szukać w kieszeni telefonu, aż w końcu go wyjęłam i zapaliłam latarkę, dziewczyny też. Okazało się, że nikogo z nami obcego nie ma.

-Dziewczyny...- powiedziała nagle Alice pokazując na coś.

W ścianie była dziura, z której okropnie wiało.

-Bryły soli...krwawe rany... SPIEPRZAMY!- wrzasnęła Adel i zaczęłyśmy wiać. Siła 5 nas wywarzyła drzwi i w końcu dostałyśmy się na górę.

Powiedziałyśmy o otworze dyrektorowi a potem znalazłyśmy sobie jakieś miejsce do spania i zasnęłyśmy.

Rano obudziłyśmy się całe poobijane. Na szczęście do ubrania miałyśmy nasze zapasowe ciuchy, które każdy wziął na plastyke, więc poszłyśmy do łazienki. Ja ubrałam to:

Potem zjadłyśmy śniadanie w bufecie. Zauważyłyśmy też, że wiatr sie sporo zmniejszył, z resztą znowu mieliśmy apel dyrektora:

-Mamy szczęście, wichura ucicha. Być może w południe będziecie mogli już wrócić do domu.

Nie daliśmy mu dokończyć, bo cała sala krzyczała ze szczęścia.

-SPOKÓJ! No. Wczoraj w nocy też dostaliśmy pewne zaproszenie. Nasza szkoła, jako jedna z najlepszych w Kanadzie została poproszona o przyjechanie na galę wręczenia nagród wyróżniających. Będzie ona także z okazji święta wiosny, odbędzie się niedaleko, w nowoczesnym budynku przeznaczonym do tych celów. Strój ma być odpowiedni i bardzo elegancki. Dalsze informacje będą jutro na tablicy ogłoszeń.

Ponownie wrzasnęłiśmy ze szczęścia. Po południu wiatr nadal być silny, ale każdemu z nas udało się bezpiecznie wrócić do domu.

Na zajutrz zobaczyłyśmy to ogłoszenie:

WIELKA GALA WRĘCZENIA WYRÓŻNIEŃ!!!

Nasza szkoło (wszystkie 3 klasy) pojedzie w przyszły czwartek na cały wieczór (16-1:00) na galę w Moderny Canada Showy Center. Zostaniemy tam też na noc. Strój: chłopcy raczej garnitury, dziewczęta eleganckie sukienki, lekko balowe ale raczej nie długie.

Z uszanowaniem,

Dyrekcja szkoły

-TAK!- wrzasnęła Rosie- W czwartek akurat mamy fizykę! A ja jej nienawidzę!

-YAY!

Kiedy wróciłam do domu koło 17, mama od razu chciała dużo wiedzieć.

-No? Kiedy ta gala? Jak się ubierzesz? Idziesz z dziewczynami na zakupy? Gdzie to będzie? Będą jacyś sławni ludzie?...

-Stop! Wolniej- roześmiałam się.- Tak, jutro idziemy z dziewczynami na zakupy. Gala jest w ten czwartek (dzisiaj był wtorek) i nie wiem czy będą jacyś sławni ludzie...może aktorzy...?

W myślach od razu pojawił mi się obraz Jonny'ego Deppa. 

-Córeczko?

-Coo...?- spojrzałam nieprzytomnie na mamę. -Aha! Odbędzie się w...eee...jak to tam było? Eee, Moderny...eee...Canada? O tak, na pewno Canada...EEe, co dalej?

-Może w Moderny Canada Showy Center?

-O właśnie!

-Byłam tam kiedyś.- mama uśmiechnęła się- No dobra, teraz rozładuj zmywarkę.

-Oj muuuuuuuszęęęęęęę?

-Tak. No, dasz radę!

-Okeeeeeeeeeeeeeeeeeeej.

Dzień później poszl;yśmy z dziewczynami na zakupy do Galery of Canada. Weszłyśmy do bardzo ekskluzywnego sklepu, bo tylko tam sprzedawano sukienki na takie cosie. 

-Tego nie może być zbyt dużo, na pewno zdążymy jeszcze pójść do Maca przed...- Miyuk urwała kiedy zobaczyłyśmy przed sobą cały sklep z sukienkami na gale.

-No to będzie trudno...- mruknęła Alice.

17:08, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 stycznia 2015

-Czarne i eleganckie...- mówiłam do siebie grzebiąc w ciuchach.- To chyba jakaś sukienka, tak?

W końcu wyjęłam z szafy to:

 

Zrobiłam sobie oczy na czarno, usta na czerwono i uczesałam się tak:

I poszłam do szkoły. Wszystko było strasznie przytłaczające, każda osoba miała elegancki czarny ubiór.

-Hej- powiedział James całując mnie- Coś taka smutna?

-Nic, jakoś tak...dziwnie, jak wszyscy tak chodzą- przytuliłam się do niego.

Potem poszłam do dziewczyn. Wszystkie miały także czarne sukienki.

-No, jak randka, Mi?- zapytała Alice. Ona nie mogła jej pomagać w przygotowaniach do randki, bo wyjechała na weekend z rodzicami w góry.

-David jest...cudowny!- westchnęła Miyuki.

Nagle rozległ się gong wzywający na apel do Auli. Była minuta ciszy, śpiewaliśmy jakieś hymny aż w końcu można było iść do domu.

-Skoro nie ma szkoły, może gdzieś wyjdziemy?- zasugerowała Rosie.

-Jasne tylko...może pójdziemy sie przebrać.- powiedziałam patrząc krytycznie na czarny ubiór.

-OK, to o 13 w ,,Forever IceCream''!- zawołała Alice i sie rozeszłyśmy.

Wróciłam do domu i przebrałam się w to:

   

Takie buty:

Tak się umalowałam:

    

Włosy zostawiłam lekko skręcone i rozpuszczone. Potem skietowałam się do kawiarni.

Kiedy wróciłam wieczorem do domu zobaczyłam informacje na Librusie (elektroniczny dziennik, czyste zło) od naszej nauczycielki plastyki, że będziemy mieć jutro 3 godziny różnych rzeźbień i takich tam i że mamy wziąść ubrania na zmianę. Wzruszyłam ramionami i spakowałam kilka ciuchów. Potem oglądnełam sobie Piratów z Karaibów Klątwę Czarnej Perły i poszłam spać.

Nazajutrz ubrałam się w to:

  

Umalowałam się, uczesałam i poszłam do szkoły. W drodze zauważyłam, że jest bardzo silny wiatr nieco spychający mnie z kursu.

Każdy z naszej i równoległej klasy miał torbę z ciuchami. Na plastyce była świetna zabawa, kiedy obrzucaliśmy się nawzajem gliną i robiąc z niej wąsy czy coś przyklejaliśmy komuś do twarzy. Jednak nagle coś huknęło i wszystko ucichło. Wyjrzeliśmy przez okno.

-Patrzcie...- powiedział cicho Michael wskazując na drzewa.

Wendy, pani nauczycielka czyli pani Brushpaint i kilka innych dziewczyn wrzasnęło. Na naszych oczach młode, ale dorodne drzewo wiatr wyrwał z ziemi a ono poszybowało w powietrze i walnęło w jakiś samochód miażdżąc go.

-HURAGAN!!!

Rozległ się dzwon na alarm. Wszyscy pobiegliśmy do Auli. Dyrektor HadKirke wszedł na scene.

-No więc... widzicie co się dzieje. To huragan Umbrella lecący od zachodnich wybrzeży Arktyki. Jest bardzo silny, zimny i dodatkowo zawiera w sobie drobiny soli morskiej. Leci ona z bardzo dużą prędkością, jeżeli ktoś pozostanie na tym wietrze będzie miał od niej krwawe rany i porwie go w powietrze. Kategorycznie zabraniam wychodzić, lekcje są odwołane, zostajecie w szkole na noc. Możecie sobie znaleźć miejsce do spania gdzie chcecie, koce i zapasowe śpiwory są w magazynie. Dziękuję.- zszedł.

Spojrzałyśmy na siebie z przerażeniem. Co w takim razie z ludźmi, którzy zostali na zewnątrz. Jednak nasza wychowawczyni nas uspokoiła.

-Nie przejmujcie się dziewczynki, ten huragan nie pojawił się jak grom z jasnego nieba. Narastał stopniowo, może każdy zdążył się jakoś schować, nawet jeśli nie we własnym domu. Z resztą we wczorajszej pogodzie zapowiadali dosyć silny wiatr, no, o huraganie nie mogli sie dowiedzieć.

Wszyscy milczeliśmy. Pani uniosła brwi.

-Naprawdę żaden z was nie ogląda pogody?

Pokręciliśmy głowami.

-No bo widzi pani...o 18 leci Dangerous Mission.- wtrąciła Rosie.

-A co to jest?!

-Taki serial thrillerowy- wyjaśniłam a wszyscy zgodnie pokiwali głowami.

Potem poszłyśmy z dziewczynami do bufetu, żeby zjeść jakiś obiad. Ceny sie bardzo obniżyły z powodu huraganu. Ja, Rosie, Alice, Mi i Keaty zamówiłyśmy to:

Jeszcze chwile pogadałyśmy, aż w końcu dostałyśmy wiadomość, że naszemu informatykowi udało się wysłać maile do wszystkich rodzin. Połaziłyśmy też po szkole nudząc się trochę, aż w końcu wpadłyśmy na pomysł pogrania na szkolnych kompach. Jednak internetu nie było. Westchnęłyśmy i wynudziłyśmy się do wieczora.

Potem jednak Alice zauważyła, że niektórzy uczniowie zaczynają szukać już miejsc do spania więc popędziłyśmy szybko do szkolnego magazynu i wyciągnęłyśmy śpiwory. Każda miała taki:

Potem zaczęłyśmy szukać miejsca do spania. Już miałyśmy jakiś kąt w bibliotece kiedy przed nas wepchnęła się Wendy.

-JAK WOGÓLE ŚMIECIE ZABIERAĆ MI MIEJSCE DO SPANIA!!!!!????? nIE DOŚĆ, ŻE MAMY NOCOWAĆ W BUDZIE TO JESZCZE MAKIJAŻ MI SIĘ ROZMAZAŁ, A ZE SOBĄ WZIĘŁAM TYLKO 5 KOREKTORÓW, 2 PODKŁADY, 3 MASKARY I 7 SZMINEK!!!!

-Dżizas...- szepnęła Adel.

-Pewnie każda szminka jest w innych kolorze różu- stwierdziła Mi.

Szukałyśmy dalej. Jednak każdy wygodny kąt już był zajęty. Nagle wpadłam na pewien pomysł.

-Wiem! Chodźmy do piwnicy!- szepnęłam, żeby nikt nie usłyszał.

-CO?!- wydarła się Mi nachylając się i szczerząc zęby.

-Ech, nieważne idziemy- zadecydowała Rosie.

Jednak gdy weszłyśmy do naszej piwnicy odechciało się nam tu spać:

-Chodźmy stąd...- jęknęła Alice.

Nagle drzwi się za nami zatrzasnęły i zrobiło się ciemno. Byłyśmy w pułapce.

21:22, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 stycznia 2015

Nazajutrz była niedziela. Wstałam koło 11 i zobaczyłam, że mam jakąś nieodebraną wiadomość email. Weszłam ciągle zaspana na mojego laptopa i zobaczyłam:

Kochani uczniowie!

W związku z 30 rocznicą śmierci pierwszego dyrektora naszej szkoły, w poniedziałek wszyscy przychodzą ubrani na czarno, strój ma być bardzo elegancki, nie będzie wtedy lekcji, jednak przyjście jest jak zwykle obowiązkowe.

-To po jakiego grzyba mamy tam iść?- wymruczałam do siebie i ubrałam się, umalowałam i uczesałam w to:

   

Umalowałam się tak:

   

Zrobiłam takie paznokcie:

Była już 12, więc wyszłam z domu. Nagle zadzwonił mi telefon.

-He...?- ziewnęłam.

-No gdzie ty jesteś?!- zawołała Miyuki.- Zakupy! Stoimy już na przystanku!

-Cooo...A! No ok, już tam ide...

-Idziesz?

-Nooo może truchcikiem...

Kiedy dotarłam na przystanek pojechałyśmy do Galery of Canada i poszłyśmy do sklepu ,,Dreeses Island'', sprzedawano tam świetne sukienki.

-Ta?- zapytała Adel pokazując na tą:

-Ładna ale bardziej na jakiś ślub czy coś...

-Może ta będzie...- mruknęła mrużąc oczy na jakiś ciuch.- OK, biorę ją.

Niedługo, już u niej w domu, Mi była gotowa. Ubrana, uczesana,umalowana w to:

   

    

     

Zadzwonił dzwonek.

-Heh, idę- pomachała nam Miyuki i wyszła.

Kiedy jej nie było my oglądnęłyśmy horrory u Adel i także u niej zostałyśmy do późna w nocy, dlatego nazajutrz wstałam jak blady duch. Była jeszcze 6:05, więc zaczęła odczytywać wysłane mi o 1:00 przez Miyuki wiadomości na skypie.

PomidorxD : Liiiiiiiv, nie wiesz jak było super!

PomidorxD : On jest taki fajny...

PomidorxD : I jeszcze mieszka niedaleko mnie, chodzi do sąsiedniej szkoły... :)

PomidorxD : Liiiiiiv.....

PomidorxD : Gdzie cię wcięło? :(

PomidorxD : Ziemnioku...

PomidorxD : O matko! Sory, nie wiedziałam, że jest 1 w nocy!

PomidorxD : Hehe, pa :*

Uniosłam brwi na te wiadomości. Mi zawsze była pozytywnie nieogarnięta. W końcu zwlokłam się z łóżka i spojrzałam na czrne ciuchy, które mieliśmy dziś założyć

20:19, budyn007
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2015

Tydzień później umówiłyśmy się z dziewczynami w parku koło Galery of Canada, naszego ulubionego centrum handlowego. Była sobota. Wstałam koło 10 i ubrałam się w to:

   

Uczesałam się w kokardkę i zrobiłam taki makijaż:

   

Zeszłam do kuchni:

-Zrobiłaś jakieś śniadanie?- ziewnęłam do mamy.

-Naleśniki z syropem klonowym i bitą śmietaną.

-Jej!- usiadłam przy stole i pożarłam 3.

-Wychodzę, pa!- zawołałam i poszłam do parku.

-Hej!- powitały mnie dziewczyny.

Spacerowałyśmy sobie po parku i dużo gadałyśmy. Potem usiadłyśmy na murku dużej fontanny. 

-To...Rosie, jak tam u ciebie i Chrisa?- zapytałam.

-Ech...w sumie dobrze, ale to niesprawiedliwe że on mieszka tak daleko!

-Ty przynajmniej masz chłopaka- prychnęła Miyuki ściągając na chwilę swój pierścionek i bawiąc się nim.- Wszystkie macie super facetów.

-Nooo, u mnie upłynęło z 4 miesiące rozstania- westchnęłam przypominając sobie te chwile.

-Ej nudzi mi się...- mruknęła Adel.- Może pójdziemy na zakupy?

-OK!- jak typowe dziewczyny wszystkie się zgodziłyśmy i poszłyśmy do Galery of Canada.

Byłyśmy w sklepie z butami ,,Boots4you''.  Nie chciało nam się jakoś bardzo dużo kupować, więc ja kupiłam te:

Rosie takie:

Miyuki takie:

A Adel takie:

Gdy już miałyśmy iść do McDonalda na shake'a, Mi nagle wrzasnęła.

-NIE!!!!!! ZOSTAWIŁAM MÓJ UKOCHANY PIERŚCIONEK PRZY FONTANNIE!!!!!!

Kilka osób popatrzyło na nią jak na wariatkę.

-No to po pierścionku- stwierdziła Rosie.

-NIE! JA...JA...MUSZE GO ZNALEŹĆ! Trzymaj!- rzuciła w Adel siatką z butami i pobiegła z powrotem.

-Może idźmy też tam...ale powoli?- zasugerowałam.

-ok...

Mi biegła na oślep. Ten pierścionek był dla niej mega ważny, dostała go na 18 urodziny w lutym. W końcu zaczęła mijać drzewa, fontanna była już niedaleko...ŁUP!

-O matko!- wrzasnęła upadając na ziemię.

-Kto...hej, nic ci nie jest?- koło niej ktoś ukląkł.

-Nie, wiesz, wogóle mnie nie boli- parsknęła ale nagle oniemiała.

Nad nią pochylał się wysoki, brązowo-włosy chłopak.

-Sory...- mruknęła i spróbowała się podnieść. Nieznajomy podał jej rękę i w końcu stała trochę chwiejnie.

-Na pewno wszystko w porządku?

-Taaa...nie...nie wiem- usiadła na murku masując sobie głowę.

-Jestem David DeCrulo- chłopak usiadł obok niej.- Pochodzę z Włoch. Hej, ty chyba nie wyglądasz na Amerykankę.

-Niee, jestem Miyuki Akechi, z Japonii.

-Byłem tam kiedyś!

-Serio?! Zwykle nikt tam raczej nic nie kojarzy!

Rozmiawiało im się naprawdę super i mieli bardzo dużo wspólnych zainteresowań. W końcu jednak Mi przypomniała sobie o pierścionku.

-Eee, nie widziałeś może tutaj...O. Dzięki.

-Znalazłem go i chciałem tutaj zostawić, ale w końcu postanowiłem popytać osób.

Dał jej pierścionek:

-Bardzo ładny- przyznał a ona się zarumieniła.

Gadali jeszcze przez chwilę, a w tym czasie my z dziewczynami zdążyłyśmy ich zobaczyć i szybko schować się w krzakach.

-No nieźle- stwierdziła Rosie.

-Na pewno wróci z jakąś BARDZO ciekawą wieścią- zachichotała Adel.

Nagle Mi chyba nas zauważyła (Adel nie cierpi siedzieć w liściach), więc zaczęłyśmy jej pokazywać na migi, żeby już skończyła. David wyglądał na mocno zdezorientowanego, bo Mi robiła jakieś dziwne miny i znaki do krzaka.

-Eee...co...znaczy...

-Sory ale muszę już iść!

-Czekaj! Masz mój numer telefonu...

Chwilę jeszcze stali, wymienili się numerami itp. aż w końcu Miyuki podeszła do krzaka/nas.

-Jesteście wredne- powiedziała dobitnie.

-Czemu?

-Zrobiłam z siebie wariatkę, pewnie myślał, że gadam z krzakiem.

-Ale ty gadałaś z krzakiem.

Nastała chwila ciszy, aż w końcu wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.

-Aha, i on też...

-Zaprosił cię na randkę- powiedziałam spokojnie.

-SKĄD WIESZ?!

-Nie zauważyłaś, ze to się zdarza przy każdym poznaniu? Najpierw James, Chris, Oscar, yeraz ten...e...jak mu tam....- powiedziała Rosie.

-David DeCrulo. On jest taki śliczny...

-OK, może już chodźmy, co?- zaśmiała się Adel- Kiedy randka?

-Jutro wieczorem... DZIEWCZYNY!

-CO?!

-Musicie mi pomóc!

-To też tradycyjne...

17:15, budyn007
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 stycznia 2015

Poszłam otworzyć. 

-Cześć, solenizantko!- zawołała Adel i razem z Rosie weszły do środka. Obie wręczyły mi po paczuszce.

Potem przyszła Alice i też mi złożyła życzenia. Miała na sobie to:

Rosie to:

I Adel to:

Ciągle czekałyśmy na Miyuki. W końcu do niej napisałam na Skypie:

Zimniok:3 : Gdzie ty jesteś? :(

Pomidor:D : Yyy...juz idę...

Zimniok:3 : ?

Pomidor:D : Już...

Wzruszyłam ramionami. Po około 10 minutah wreszcie rozległ się upragniony dzwonek.

-Sory...że...tak...wcześnie...masz.- wysapała Mi wręczając mi paczke.

-Spoko...- zaśmiałam się.

Mi była ubrana w to:

Poszłyśmy do salonu. Na stole leżał już tort:

-Jaki piękny!- zawołałam.

-Yhm...ja go piekłam.- mruknęła Alice.

Przytuliłam ją mocno, potem James coś zamontował na torcie i nagle błysnęło. Pojawiły się mini zimne ognie układające się w srebrną osiemnastkę. Zdmuchnęłam świeczki i wszyscy zaczęli śpiewać sto lat.

-Mam dla ciebie też taką niespodziankę, na polu.- mrugnął do mnie James.

Skinął na Michela i wyszli do ogrodu, reszta ludzi na nimi.

-3,2,1...

W powietrze wzbiły się takie:

Wszyscy zaczęli klaskać a ja pocałowałam Jamesa.

-A teraz...otwieranie prezentów!!!!- zawołała Alice.

Poszliśmy z powrotem do salonu.

-Prezent od rodziców...ta o to fontanna...- pokazałam.

Potem zaczęłam pokazywać resztę. To było od Jamesa:

I takie kwiaty:

Od Alice zestaw diżejowski, od Adel perfumy, od Miyuki zestaw do podręcznego makijażu a od Rosie zestaw kilku horrorów, między innymi: Naznaczony, Koszmar z ulicy Wiązów, Annabelle, Lśnienie i jeszcze kilka innych. Potem mama do mnie zadzwoniła i powiedziała, że zostają z tatą u ich przyjaciół na 2 dni, więc zaprosiłam na noc Rosie, Mi i Adel. To były moje najlepsze urodziny!

17:03, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2015

Była już 10:30. Ziewnęłam. ,,Dlaczego muszę iść do szkoły w urodziny?''- zapytałam się w myślach. Zaraz sobie jednak coś uświadomiłam. Przecież dzisiaj nie było szkoły...

-Cholera! Ja mam dzisiaj urodziny, a James zaprosił mnie do kawiarnii na 11!- wstałam szybko z łóżka i ubrałam się w to:

  

Takie buty:

Uczesałam się tak:

Zrobiłam taki makijaż:

    

Takie paznokcie:

Zeszłam na dół.

-Wszystkiego najlepszego, kochanie!- zawołała mama przytulając mnie.

-Dzięki- powiedziałam a mama wręczyła mi taką babeczkę:

-Zjedz sobie po drodze, prezent damy ci po południu. Mam też pomysł: ja i tata dzisiaj wyjeżdżamy, więc możesz zaprosić dzisiaj kilka koleżanek i kolegów z klasy.

-Dzięki, mamo! No ale teraz lece, cześć!- wypadłam z domu, bo miałam tylko 3 minuty do odjazdu autobusu.

-No cześć- ledwo wypadłam z domu od razu trafiłam w kogoś.

-Hej!- uśmiechnęłam się do Jamesa, a on mnie pocałował. 

-Wszystkiego najlepszego.

-Dzięki.

Szliśmy chwilę i gadaliśmy o mojej dzisiejszej imprezie. Ktoś to jednak usłyszał.

-Ty...masz dzisiaj urodziny?- zapytała znikąd Wendy taranując ludzi wokół siebie.

Była ubrana w to:

    

-Hej Barbie- ziewnęłam.- Tak, mam, a co?

-A więc, życzę ci, żeby ktoś odbił ci chłopaka!

Wywróciłam oczami.

-Na przykład kto?

-Hm, pomyslmy...JA!

-Odwal się, Wendy...- westchnął James.

-Ale...ale dlaczego!? Przecież zaledwie wczoraj wyznawałeś mi dozgonną miłość!

-Yhm, ta, jasne...- odeszliśmy od różowej ciapy.

-Eee...mogę cie o coś spytać?- popatrzyłam na niego niepewnie.

-Hm?

-Ee...nie wyznawałeś jej miłości, nie?

Popatrzył na mnie ze zdziwieniem.

-Oczywiście, że nie, przecież ona...skąd wogóle...no, nawet nie da sie jej określić.

-Toooo ok.

Dotarliśmy do kawiarni. Ja zamówiłam to:

A James to:

Gadaliśmy dużo, aż w końcu nastała 13:00.

-O matko!- krzyknęłam- Rodzice mieli wyjechać koło 13, chodź!- pociągnęłam chłopaka za sobą i pobiegliśmy do domu.

-No, w samą porę- powiedziała mama już trzymając kluczyki w dłoni.- James? Może pomożesz Liv zorganizować impreze?

-Tak, jasne.

-To dobrze. Udanej zabawy, kochanie, tort masz w spiżarni- pojechali.

Kiedy rodzice wyszli już chciałam zobaczyć tort na moje 18 urodziny ale ktoś mi przeszkodził.

-Proooooszę, daj mi go zobaczyć- zrobiłam słodkie oczy do Jamesa.

-Oczywiście że nie!- zaśmiał się.- Idziemy rozwieszać balony i serpentyny.

-No okeeeej.

Super się przy tym bawiliśmy, kiedy w końcu znodziło nam się zaplątywanie wszędzie pętelek. Zaczęlismy obrzucać się nawzajem serpentynami, aż każde z nas miało je na ubraniu i we włosach. Potem próbowaliśmy zawiesić balony na ustawionych wysoko karniszch.

-Pójde po drabine...Nie! Zawsze musisz to robić z zaskoczenia!- zawołałam kiedy James mnie podniósł.

-No, wieszaj!- zaśmiał się.

W końcu salon był gotowy. Była 2, więc zostały jeszcze 2 godziny.

-Ok. Umiesz moze piec babeczki?- zapytałam gapiąc się w książke kucharską.

-Może...ale tylko kiedy improwizuje.

-Improwizacja? Możemy spróbować...

Nasza improwizacja w wysypywaniu mąki polegała na tym, że odmierzoną ilość wsypywaliśmy do miski, a potem któreś z nas zawsze musiało na tego drugiego trochę sypnąć. Potem stwierdziłam że robie z przepisu ale mój chłopak postanowił swoją częśc zrobić z głowy. Jednak po zrobieniu i dokładnegu wysprzątaniu kuchni, babeczki wyszły takie:

Moje:

Gdy zobaczyłam babeczki Jamesa stwierdziłam, że improwizacja jest na pewno o wiele zabawniejsza:

-To jest...ciasteczkowy potwór?- upewniłam się ze śmiechem.

Zanim James zdążył odpowiedzieć rozległ się dzwonek do drzwi. Z przerażeniem spojrzałam na zegar. Ale była dopiero 15.

-Otworze- powiedział James.

Po chwili niósł w dłoni gigantyczne pudło.

-To twój prezent...od rodziców.- postawił na stole.- Nie mogli tego dostać wcześniej więc dali kurierem.

W paczce była...

-Fontanna czekolady!- wykrzyknełam rozwijając papier.- Włączymy ją dzisiaj na impreze! Ok, może ja polece się przygotować...

James spojrzał z rozbawieniem na swoją zaserpentynowaną i zamączałą koszule.

-Ja też.

Poszłam do swojego pokoju. Nie zamierzałam się jakoś BARDZO stroić ale chciałam wyglądać jakoś ładnie. Ubrałam to:

Uczesałam się tak:

Zrobiłam taki makijaż:

     

A takie miałam paznokcie:

Zeszłam na dół i oniemiałam. James tak przygotował stół:

-Jesteś kochany- przytuliłam się do niego.

Wybiła 16. Czekaliśmy jeszcze około 5 minut, aż rozległ się wreszcie dzwonek do drzwi.

 

23:24, budyn007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 stycznia 2015

Minęły dwa tygodnie. Wreszcie mogłam już zdjąć gips i w ogóle. Był początek kwietnia, czyli już za kilka tygodni będę miała urodziny. Wstałam z łóżka, ubrałam się w to:

Tylko bez tej chusty. Potem wzięłam plecak i poszłam do szkoły. 

-Hej- powiedział James całując mnie w policzek- Jak tam?

-Nie mam już bandaży! Chociaż na wf nie mogę jeszcze chodzić przez około miesiąc.

-Ok, niestety teraz mam lekcje, pa!

-Pa...- nadal nie mogłam uwierzyć, że jesteśmy razem, tyle miesięcy tak nie było. Podeszłam do Mi, Rosie i Adel.

-Hej, wiesz że podobno jakaś nowa dołączy do klasy równoległej?- zapytała Rosie.

-O, spoko.

-Num, ciekawe jaka będzie- powiedziała Adel.

Wszystkie popatrzyłyśmy na Mi.

-Co?- zapytała nieprzytomnie odrywając wzrok od 7 cz. Harrego Pottera.

-Nic.

W tym momencie podeszła do nas Wendy Była ubrana w to:

       

Adel udała że rzyga.

-Założyć się o coś z wami, karaluszki?- zapytała barbie słodkim głosikiem.

-Hm?

-Ta nowa będzie moją osobistą służącą.

-Taaa, zatkaj twarz- powiedziała spokojnie Miyuki a my wybuchnęłyśmy śmiechem. Wendy machnęła włosami i poszła.

-Co za świnia- stwierdziła Rosie.

-No wiesz, kolor i tak się zgadza- odpowiedziałam.

Poszłyśmy na wychowawczą.

-Chciałabym wam coś ogłosić- powiedziała pani.- To jest nowa uczennica, bądźcie dla niej mili, proszę.

Do klasy weszła taka dziewczyna:

Ubrana w to:

-Alice?- zapytałam.

-Co?- wybełkotała pani.

-LIV!!!- nowa podbiegła do mnie i się przytuliłyśmy.

Tooo...wy się znacie?- wyjąkała nauczycielka.

-Tak! Jestem bratanicą żony kuzyna siostry cioci Liv!

-???

-Ech...moja ciocia ma siostrę...która ma kuzyna, który kiedyś poleciał i zamieszkał w Argentynie i został żonaty. I ta żona ma brata, który ma córkę, którą jest Alice.- powiedziałam.

-Czyli...wy chyba nie jesteście spokrewnione?- zapytała Rosie.

-Eee...nie wiem- odpowiedziała Alice.

Na przerwie sporo gadałyśmy, a ja przedstawiłam ją moim przyjaciółkom.

-To...ty jesteś z Argentyny?- zapytała Adel.

-Tak, jestem Alice Wright- uśmiechnęła się.- Kurde, czekajcie, zostawiłam majcę w szafce.

Podeszła do szfki, ale nagle stanęła przed nią Wendy.

-Ej, ty, nowa! Nie ukłoniłaś mi się jeszcze!

-???

-TO JA TU RZĄDZE!!!

-Taaak? Wiesz co?

-Co?

-SPIEPRZAJ- powiedziała Alice dobitnie a Wendy zdezorientowana się odsunęła.

-Już ją lubię- powiedziała Rosie.

Po lekcjach postanowiłyśmy pójść do Forever IceCream. 

-Jakiej lubicie słuchać muzyki?- zapytała Alice.

-Z Harrego Pottera- odpowiedziała od razu Mi.

-Ona ma fioła na jego punkcie- wyjaśniłam.

-Aha...

Potem jeszcze chwilę gadałyśmy aż w końcu poszłyśmy do domów.

************************************

INFO!!!

Przepraszam, że tak ciągle się przesuwam o kilka tygodni, ale jak w następnym rozdziale napiszę o urodzinach, to potem już zwolnie :D

Wasz Ania

20:58, budyn007
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 stycznia 2015

Spałam. Miałam sen, ze znowu jesteśmy razem z Jamesem. Ale nagle rozległ się dźwięk z skypa. Obudziłam się i zerknęłam na telefon. Okazało się, że to Rosie do mnie pisze.

SmutnyKwiatekxD : Hejo, śpisz jeszcze?

Przetarłam oczy i zaczęłam pisać.

Zimniok:3 : Teraz już nie :D

SmutnyKwiatekxD : he he... możemy dzisiaj do ciebie wpaść?

Zimniok:3 : No jasne,a  w ogóle kiedy zaczyna się szkoła?

SmutnyKwiatekxD : Nie wiem, chyba za około 2 dni. Będziesz już mogła iść?

Zimniok:3 : Myślę, że tak...

SmutnyKwiatekxD : Yay, dobra muszę kończyć, wpadniemy koło 12, pa!

Zimniok:3 : Pa pa pa :*

Odłożyłam telefon i przeciągnęłam się. I to był błąd bo skrzywiłam się z bólu.

-Cholerne żebra.

-Cześć, kochanie- zawołała mama wchodząc.- Przyniosłam śniadanie.

Dała mi to:

Dzięki- uśmiechnełłam się.

-Mamo? Dzisiaj odwiedzą mnie Rosie, Miyuki i Adel.

-Dobrze, nie ma sprawy, jak twoje...złamane miejsca?

-Nooo, ok.- zaczęłam jeść naleśniki a mama sobie poszła.

Była dopiero 10, więc włączyłam sobie Harry Potter i Więzień Azkabanu. Żarłam do tego popcorn. Kiedy film się skończył, otworzyły się drzwi i wlazły dziewczyny.

-Czeeeeeeeeeeeść!- zawołała Mi i wszystkie podbiegły do mojego łóżka.

-Hej...MOJE ŻEBRA!- wrzasnęłam kiedy mnie przytuliły. Rosie się zaśmiała.

-To czemu nie masz tylu bandaży, żebyś wyglądała jak mumia, byłoby śmieszniej.

-Taaaaaak.

Posiedziałyśmy chwilę, ale potem one już musiały iść. Żal mi było, że nie mogę się nigdzie przejść, no chyba że do kibla o niebieskich kulach stojących koło mojego łóżka. Szczerze mówiąc nudziłam się trochę. Już miałam włączyć jakiś kolejny film, ale rozległo się pukanie do drzwi.

-Hm?- zawołałam.

Do mojego pokoju wszedł James.

-Cześć, jak się czujesz?- zapytał siadając na łóżku.

-No, jakoś jest- na wspomnienie pocałunku się zarumieniłam.

-Chciałem ci dokończyć to, co mówiłem w kanionie, chociaż moze się domyślasz.

-Ja...nie wiem.

-Więc tak: mimo tych wszystkich zakrętów, które były w naszym życiu...chciałbym, żebyśmy byli znowu razem. Wiedz, że nawet jeśli nie byliśmy i tak nie przestawałem cię kochać.

-Ja też- powiedziałam.- I proszę, niech żaden Michael czy twoja jeszcze jedna eks nas nie rozdzieli.

Chłopak zbliżył się, odgarnął mi luźny kosmyk włosów z twarzy i mnie pocałował. Potem jeszcze obejrzeliśmy razem Avatar a ja siedziałam z głową opartą na jego ramieniu. Nigdy nie czułam się tak szczęśliwa.

17:28, budyn007
Link Dodaj komentarz »

Minęło kilka dni, w końcu nastał ostatni dzień zjazdu. Zebraliśmy się na stoku i pani powiedziała, ze możemy jeździć gdzi nam się podoba. Spróbowałam pojechać przez ten wielki kanion:

Jednak podczas jazdy do niego coś bardzo popsuło mu humor. Kayla zatrzymała Jamesa, kiedy zjeżdżał i zaczęła mu coś wyjaśniać. A potem go pocałowała w policzek, przytulili się i one gdzieś odjechała. Postanowiłam nie mysleć o tym i skręciłam w kanion.

Na początku wcale nie było źle, ale potem spostrzegłam, że gdzieniegdzie spod śniegu wystają kawałki muru i nawet skał. Zaklęłam. Nie mogłam się cofnąć. Postanowiłam jechać bardzo powoli ale strome zjazdy i wyskoki uniemożliwiały mi to. Nagle jedna narta zaczepiła mi się o wystającą żyłkę i straciłam równowagę. Noga mi się wygięła, leciałam coraz szybciej na ziemię, aż w końcu moja głowa uderzyła o kawałek skały i straciłam przytomność.

Obudziłam się chyba kilka godzin później, bo zapadał zmrok. Śnieg zaczął pruszyć, a mnie strasznie bolała noga. Nie mogłam wogóle nią ruszyć. Dotknęłam ręką skroni i też poczułam ból.

-Świetnie- mruknęłam.

Próbowałam się podnieść stając na jednaj nodze ale od razu się wywaliłam i krzyknęłam z bólu. Nie miałam najmniejszej szansy się z kimś skontaktować, zero zasięgu. Wpatrzyłam się w słońce znikające za horyzontem. Nagle coś usłyszałam. Jakby dźwięk nart...

-Liv, tu jesteś!- z krzaków wyłonił się lekko poobijany James- Wszyscy cię szukają...czemu leżysz?

Opowiedziałam mu, co mi się stało.

-Cud, ze przeżyłaś- powiedział cicho świdrując mnie spojrzeniem. Podszedł do mojego porozrzucanego sprzętu i odłożył go na jedno miejsce ze swoim.

-Dasz radę iść?

-Nie wiem...chyba nie.

Nagle coś zabrzęczało w jego kieszeni. Wyciągnął z niej krótkofalówkę. Odezwał się głos pani nauczycielki:

-I co?

-Jest, ale ranna. Jesteśmy w śnieżnym kanionie, na lewo od trasy przez las.

-Dobrze, kogoś tam wyślę, będzie za 15 minut, bez odbioru.- rozłączyła się.

Chłopak usiadł obok mnie.

Milaczał przez chwile.

-Kayla wyjeżdża. Dzisiaj mi to powiedziała a ty jak zwykle reagujesz tą swoją miną płatnego mordercy.

-Aaa...no tak. No tylko mi nie mów, że ty wogóle nie reagujesz jak jestem gdzieś z Michaelem.

-Ok, nie kłóćmy się. Może mi teraz nie uwierzysz, ale wcale nie chodziłem z Kaylą, to tylko ty tak myślałaś.

-Miałam ku temu powody.

-Ale wiesz...sporo nad tym myślałem i...miałem ci to powiedzieć już dawno, a Kayla była tu całe 2 tygodnie...bo wiesz...- usłyszeliśmy dźwięk jakiejś maszyny, na razie był odległy.

-Nie mam czasu ci tego wyjaśniać- powiedział i delikatnie obejmując mnie w talii pocałował mnie.

To było takie...romatyczne, chociaż James często mnie zaskakiwał podobnymi rzeczami. Ale dzisiaj było jeszcze w świetle księżyca i pruszącym śniegu...jak z bajki. Nagle coś się wyłoniło z drzew i oderwaliśmy się od siebie.

-TU JESTEŚCIE!!!- ze skutera śnieżnego wyskoczyła Adel, a za nią Oscar. Na szczęście, przez cimność nie zauważyła jak się jeszcze całowaliśmy. Podbiegła i mnie przytuliła.

-Nic ci nie jest? Wszystko ok?

-No nie, wszyscy robią teraz ze mnie jakąś ofiarę...Jezus Maria!- zawołałam, kiedy coś uniosło mnie w górę.

-No cześć- uśmiechnął się James.- Jesteś bardzo lekka.

-Mówisz to z grzeczności.

-Nie, naprawdę.

Dojechaliśmy wreszcie. Oczywiście pani nauczycielka rzucała jakieś mega troskliwe teksty ale w końcu zabrało mnie pogotowie. Okazało się, że złamałam 2 żebra, skręciłam nogę i miałam lekki wstrząs mózgu. Niestety mimo wypadku i tak musieliśmy jutro wracać, więc z samego rana cała poobijana i chodząca na kulach musiałam ze 4 godziny lecieć samolotem. O dziwo, minęło szybko i zanim się obejrzałam już leżałam w domu.

Pomyślałam, o tym wczorajszym pocałunku. Był taki jakby...bardziej prawdziwy. Czyli James chciał mi powiedzieć że...że jeszcze mnie kocha? Po tym wszystkim?

00:45, budyn007
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2