RSS
wtorek, 24 lutego 2015

-CO?! Ale jak to?!- wrzasnęła Rosie.

-Może nam pan wytłumaczyć?- spytała mama Chrisa.

-Dobrze. Jeślibyśmy usunęli płuco, w które wbiło się żebro dziurawiąc je a naprawili złamane żebro i jeszcze kilka obrażeń, chłopak ma szansę na przeżycie.

-No ale jak z jego oddychaniem?!

-Eee... no więc jedno płuco jest w stanie działać, ale będzie miał czasami pewną słabość w oddychaniu. W ogóle, przez pierwsze tygodnie będzie musiał się nauczyć prawidłowo oddychać. Czy on gra na jakimś instrumencie dętym?

-Nie.- powiedział tata.

-To dobrze. No więc, czy zgadzacie się państwo na operację?

Przytaknęli i zaczęli wypełniać jakieś formularze, a my odeszłyśmy na bok.

-Trudna sprawa...- zamyśliła się Alice.

-No- przytaknęłam.

-Em, Rosie?- zapytała Helli.

-Tak?

-Spokojnie, możecie iść, zawiadomię cię, jak skończy się operacja.

-Ale...

-Ona będzie trwała minimum 10 godzin.

-Ech, no dobrze.

Poszłyśmy na miasto na obiad, potem na szake'a. Ja wzięłam mandarynkowy, Rosie jagodowy, Myuki truskawkowy, Adele malinowy, a Alice waniliowy.

Chwilę siedziałyśmy aż w końcu nagle Alice podskoczyła.

-Dziewczyny, przecież za 5 dni jest Wielkanoc!

-CO?!

-No TO!

-O dżizas!- wrzasnęła Adel.

-W takim momencie!- jęknęła Rosie.

Umilkłyśmy ze smutkiem. Każda zastanawiała się, czy Chris przeżyje operacje.

Następnego dnia niestety znowu była szkoła. Poparzyłam za okno i zobaczyłam że jest chmurnie. Dziwne, bo był kwiecień. Jako że było zimno ubrałam się w to:

Zrobiłam makijaż, uczesałam się, pomalowałam paznokcie na biało i zeszłam na dół. Przypomniałam sobie, że rodzice pojechali na to spotkanie, więc zrobiłam sobie sama takie śniadanie:

Potem poszłam spokojnie do szkoły, bo dzisiaj mieliśmy na 10. Spotkałam dziewczyny.

-Gdzie Rosie?- zapytała Alice.

-Myślałam, że przyszła z tobą- Miyuki się do mnie zwróciła.

Już miałam coś odpowiedzieć, kiedy mój telefon wydał z siebie dźwięk ze skypa. Zobaczyłam wiadomość.

SmutnyKwiatekxD : Hej, powiedz pani, że dzisiaj nie będę w szkole.

Zimniok:3 : Wut? Czemu?

SmutnyKwiatekxD : No bo... ech, powiedz to po prostu, wymyśl jakąś wymówkę i że sprawdzian z majcy poprawię w czwartek.

Zimniok:3 : Ale ten czwartek to Wielki Czwartek, dzisiaj jest ostatni dzień szkoły, środa.

SmutnyKwiatekxD : No ok, nieważne, spotkamy sie po szkole pa!

Jej status zmienił się na niepodłączony. Wzruszyłam ramionami i poszłam z dziewczynami do klasy. Powiedziałyśmy pani, że Rosie zachorowała na dżumę i śmiejąc się trochę przetrwałyśmy resztę zajęć. Potem poszłyśmy do szpitala, bo tam zastał;yśmy Rosie. Czekała na wyniki operacji.

-Trwała 12 godzin- poinformowała nas.- Podobno...- urwała.

-Co?- zapytałam.

-Podobno doszło na zatrzymania akcji serca.- mówiła to zupełnie bezbarwnym tonem.

-Co?! W sensie ale w ogóle o co chodzi i wut?- spanikowała Adel.

-Ale on żyje, czy nie?- spytałam.

-Nnnie wiem- wyjąkała Rosie.

-DZIEWCZYNY!!!!!!!!!!!!!1- ktoś do nas wrzasnął.

-O nie, błagam- jęknęła Alice, gdy do nas biegła Carey.

Miała na sobie takie rzeczy:

          

   

-Jaki fryz- skrzywiła się Mi.

-DZIEWCZYNY, WRESZCIE WAS ZNALAZŁAM!!!!!!! MACIE WRACAĆ DO SZKOŁY I TO JUUUUUUUUŻ!!!!!!!- wrzasnęła przeraźliwie.

-Przecież dzisiaj był ostatni dzień przed feriami wielkanocnymi!- wykrztusiła Alice.

-Może jakiś komunikat...- zastanowiłam się.- Rosie, ty idziesz?

-Nie.

-MUSIIIIIIIIIIIIIISZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- wydarła się jej Carey do ucha.

-Spie**alaj- wycedziła Rosie i odeszła.

-Musisz. Tak. Wrzeszczeć?- każde słowo Mi było oddzielane pauzą.

-TAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Ok, może chodźmy- powiedziała Adel i jak najszybciej uciekłyśmy od Carey.

W szkole zwołano nas do Auli.

-Dzieci- zaczęła p.dyrektor.

Po auli rozległo się przeciągłe westchnięcie z irytacją.

-Pragnę wam ogłosić, że już 2 dni po feriach wielkanocnych klasy drugie liceum wyjeżdżają na zieloną szkołę, od 28 kwietnia do 8 maja. Muszę to wam ogłaszać teraz ze względu na to, że ferie trwają 1,5 tygodnia, więc nie ma wiele czasu. Wyjeżdżamy w Góry Skaliste, więc obowiązkowo sprzęt do wspinaczki i tego typu niezbędne rzeczy. Dziękuję, udanej Wielkanocy!- zeszła z podium.

-Dziwne, że tego nie powiedzieli podczas lekcji- zauważyła Alice.

-Chcieli nas jak najdłużej pomęczyć- podeszłam do szafki i wyjęłam z niej wszystkie rzeczy, które zabierałam na ferie. Dziewczyny zrobiły to samo. Potem dostałam wiadomość od Rosie.

SmutnyKwiatekxD : Ten sam szpital, piąte piętro sala B16, czekam.

-Wut?- zmarszczyłam brwi.

-No to jedziemy.

Pojechałyśmy do szpitala. Gdy weszłyśmy do odpowiedniej sali, Rosie siedziała przy łóżku, w którym, leżał... Chris!

Wszystkie podbiegłyśmy i się z nim przywitałyśmy. Był nadal podłączony do aparatu oddechowego, ale był też przytomny. Tylko nie mógł mówić, ze względu na sprzęt. Nagle zrobił wielkie oczy i zmarszczył brwi, bo do sali wbiegła taka dziewczyna:

-Ohhhhhh, przepraszam, nie wie...- urwała wpół słowa widząc nas. Potem uśmiechnęła się zalotnie do Chrisa.

-Hej, przystojniaku, jak wyjdziesz ze szpitala, może się umówimy? Nie warto zwracać uwagi na te kreatury- pokazała nas.

Już miałyśmy coś powiedzieć, kiedy Chris nie mogąc się odezwać a próbując ją odgonić, w akcie desperacji pokazał jej f*cka. 

-Hah, jak możesz, uwaga, wychodzę!- fuknęła na nas i wyszła.

-Dziwna dziewczyna...- powiedziała Rosie.

Zostawiłyśmy ją z Chrisem i poszłyśmy coś zeżreć w kawiarni ,,Forever IceCream''. Ja wzięłam to:

Adel to:

Miyuki to:

A Alice to:

Potem się pożegnałyśmy i poszłyśmy przygotowywać swoje domy na święta.

 

 

 

 

19:06, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 10 lutego 2015

Maszyny i lekarze ciągle próbowali przywrócić Chrisa do życia, jednak rany były za ciężkie. Wprawdzie udało im się skleić pozostałe żebra ale to wbite w płuco... Przeszedł kolejną operację, nic. Zostało tylko jedno wyjście...

Rano obudziłam się strasznie zmęczona. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze.

-Wyglądam jak kaszalot po wypadku z naćpanym łosiem...

Spojrzałam na zewnątrz. Padał deszcz. Podeszłam do szafy, wywaliłam z niej ciuchy i ubrałam to:

Zrobiłam sobie takie paznokcie:

Taki makijaż:

    

Uczesałam się i zeszłam do kuchni. Jedząc tosty z nutellą przypomniałam sobie o Chrisie. Tak naprawdę powinien już nie żyć. Wstałam i poszłam do szkoły. Zobaczyłam przy wejściu Rosie. Wyglądała jak duch.

-Hej.

-Hej- westchnęła.

Podeszły do nas dziewczyny.

-Co się stało?- zapytała Alice.

Opowiedziałam im o tym, co zobaczyłyśmy w gazecie i o wizycie w szpitalu.

-Zawiadomiłam też jego rodzinę- Rosie pociągnęła nosem.- Mają samolot dzisiaj wieczorem.

Przytuliłyśmy się do niej. Potem zaczęłyśmy iść na lekcję.

-UWAGA, PRZECHODZĘ!!!- wrzasnęła Wendy.

Prawie zemdlałyśmy, jak zobaczyłam co ona ze sobą zrobiła. Po 1 jej makijaż:

   

Po 2...

-TAK, POWIĘKSZYŁAM SOBIE CHIRURGICZNIE C***I!!!- zaśmiała się.- WRESZCIE BĘDĘ LEPSZA OD CAREY!!!! BŁAHAHAHHAHAHAHAHA!!!!!

Darła się tak idąc przez korytarz.

-Dżizas- westchnęła- Miyuki.

Po lekcjach Rosie znowu jechała do Chrisa.

-Pierwszy raz poznam jego rodzinę- jęknęła.- A co, jak mnie nie zaakceptują?

-Przecież teraz raczej liczy się tylko Chris- zauważyła Alice.

-Wiesz co? Pojedziemy tam wszystkie, w piątkę- powiedziała dobitnie Adel.

Wpakowałyśmy się do autobusu i pojechałyśmy do szpitala. Zastaliśmy tam rodziców Chrisa rozmawiających z lekarzem. Pani Helii Winder i Arck Winder.

-Eee... dzień dobry -powiedziałA NIiepewnie Rosie.

-To ty jesteś dziewczyną naszego syna?- zapytała Helii uśmiechając się smutno- Naprawdę bardzo jesteśmy ci wdzięczni, że nas zawiadomiłaś o jego wypadku.

Pan Winder przytaknął.

-Eee, yhm...dziękuję- powiedziała Rosie- To są moje przyjaciółki, one też bardzo dobrze znały Chrisa. 

Przywitałyśmy się, a potem lekarz zaczął wyjaśniać.

-Chris jest w stanie krytycznym, przy życiu utrzymują go na  razie tylko maszyny. Wcześniej myśleliśmy, że to koniec, ale... jest jedno wyjście z tej sytuacji. Najgorszą raną jest uszkodzone płuco, które pogarsza całą sprawę. Resztę ran... da się wyleczyć, choć zostaną trwałe uszkodzenia...

-Przestanie pan ciągle owijać w bawełnę?- zapytałam.

-A. No tak. Więc jedyny ratunek dla Chrisa, to usunięcie mu uszkodzonego płuca.

20:25, budyn007
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 lutego 2015

Chris leciał samolotem. Bardzo chciał zrobić niespodziankę Rosie przylatując do niej pod koniec kwietnia. Leciał do Kanady na około 3 miesiące, bo akurat dostał tam pracę (miał 19 lat). Nagle jednak coś się zatrzęsło w samolocie. Rozległ się dźwięk megafonu.

-Drodzy państwo. Proszę nie panikować. W samolocie wysiadły 2 silniki i będziemy próbować lądować awaryjnie na w miarę płaskim terenie. Proszę zapiąc pasy i włożyć kamizelki ochronne.

Chłopak szybko wyjrzał przez okno. Będą próbowali wylądować na jednej z wysp Kanadyjskich. Były słynne z nierównych terenów. Opanowywując złe przeczucia włożył kamizelkę i czekał. Samolot powoli zniżał lot. Jedna z wysp zbliżała się w oszałamiającym tempie. Była coraz bliżej... Wszyscy wstrzymali oddech...

ŁUP!

Samolot walnął w ziemię tracąc podwozie. Skała oderwała mu kawałek skrzydła. Głowę Chrisa odrzuciło do tyłu, walnął głową o ostry kant. Czując spływającą krew próbował zorientować, co się dzieje. Nagle ku jego oknu zbliżała się skała, bo samolot ciągle próbował wyhamować drząc spód bez podwozia. Chłopak gorączkowo próbował odpiąc pas, ale ten się zaciął. Skała była coraz bliżej, skrzydło się urwało.

Usłyszał trzask rozbijającej się i tak grubej szyby, poczuł ból nie do zniesienia, potem wszystko pochłonęła ciemność.

                                                    ***

Wstałam rano dosyć późno, więc szybko ubrałam się w to:

Zrobiłam taki makijaż:

   

Tak umalowałam paznokcie:

Uczesałam się tak:

Zeszłam do kuchni na śniadanie. Mama zrobiła mi kanapki z miodem.

-Córeczko...- zaczęła kiedy pożerałam pierwszą.

-Hm?

-Musimy z tatą wyjechać na 3 dni do Montany, mamy tam bardzo ważne spotkanie oraz musimy ustalić pewne rzeczy. Poradzisz sobie sama, czy przenocujesz kilka dni u jakiejś koleżanki?

-Nie, spoko, poradzę sobie. Kiedy wyjeżdżacie?

-Dzisiaj w południe, wtedy, kiedy ty będziesz w szkole.

-Aha. Pa, uważajcie na siebie- przytuliłam ją i wzięłam plecak i wyszłam z domu.

Pod szkołą zobaczyłam nieco poobijaną Wendy. 

-Zabijcie mnie- szepnęłam widząc jej makijaż:

  

-Czy ty masz...różowe soczewki?- zapytałam.

Pociągnęła nosem.

-Tak.

-Czy ty...beczysz?- zapytałam trochę nietaktownie ale to przecież Wendy.

-TAK! BO NIENAWIDZĘ TEJ CAŁEJ PIEPRZONEJ CAREY! TO JA MAM WIĘKSZE CY*KI OD NIEJ, A JAKOŚ NA NIĄ SIĘ WSZYSCY GAPIĄ!!!!!!!

-Bo jest głupia.

-WIEM!!!!!!!- odbiegła ode mnie chlastając ludzi włosami.

Chciałam podejść do dziewczyn, ale drogę zagrodziła mi Carey. Miała takie usta:

-Spadaj- powiedziałam.

-Ach tak?! Musimy sobie coś wyjaśnić! JA NIE PODRYWAM ŻADNEGO CHŁOPAKA, to na mnie się gapią!

-Aaa, jasne, a David?

-Co? Ja nic nie wiem... PATRZ! KUPIŁAM SOBIE NOWE BUTY!- wrzasnęła pokazując mi je:

-CO?! Glany nosi się CZARNE, jak już to czerwone!- zawołałam krzywiąc się- Są obrzydliwe.

Odeszłam od niej jak najszybciej. Potem zadzwonił dzwonek.

Lekcje minęły jak zwykle nudno, a potem wracałam razem z Rosie autobusem. Jakaś pani wysiadając zostawiła na siedzeniu gazetę. Chciałyśmy ją odnieść, ale autobus już ruszył. Wiedziona ciekawością wzięłam gazetę....i zamarłam.

-Rosie...

Przyjaciółka zaczęła czytać taki artykuł:

ROZBICIE SAMOLOTU NA WYSPIE GREENWIND!

Wczoraj, około 18 wieczorem, na jednej z wysp Kanadyjskich rozbił się samolot. Trochę ludzi przeżyło z drobnymi obrażeniami, pięciu pasażerów nie żyje, natomiast koło 20 jest w ciężkim stanie:

Poniżej była ich lista. Między innymi:

Margaret Fleming

Wolfgang Umbrella

Chris Winder

-NIE!- wrzasnęła Rosie otwierzjąc szeroko oczy- To nie może być prawda!

A jednak była. Przy każdym nazwisku było dołączone zdjęcie. 

-Muszę do niego pojechać- szepnęła Rosie zapisując sobie adres szpitala.- Pojedziesz ze mną?

-Jasne- powiedziałam czytając informację jeszcze raz.

Umówiłyśmy się nazajutrz, bo akurat wtedy była sobota. Miałyśmy pojechać do szpitala już o 10, więc wstałam rano wcześnie i ubrałam się w to:

     

uczesałam, zrobiłam szybki make-up i biorąc se sobą batonika fitness pobiegłam na przystanek. Czekała już tam Rosie.

-Jak się czujesz?- zapytałam.

-Do dupy.

Nadjechał autobus. Jechałyśmy koło 20 minut, aż w końcu wysiadłyśmy przy wielkim szpitalu. Przy recepcji powiedziano nam, że Chris jest na oddziale intensywnej terapii na 4 piętrze. Poszłyśmy tam.

-Eee, przepraszam?- zagadnęłam przechodzącego lekarza i pokazałam na drzwi jednej z sal- Kiedy będzie można wejść?

-Za pięć minut, tylko skończę kontrolę.

Czekałyśmy trochę, aż w końcu nas puścili. Chris leżał w śpiączce, do jego ciała podłączonych było dużo różnych urządzeń i kabelków.

-Kiedy...on się obudzi?- jęknęła Rosie.

-To nie jest naturalna śpiączka, my go w niej przetrzymujemy, bo nie zniósł by bólu ran. Ma też aparat oddechowy.

Przyjaciółka opadła ciężko na krzesło. Zostawiłam ją na chwilę samą z Chrisem. Po godzinie wyszła.

-Wygląda na to, że jakoś się zbiera, ale jego rany są paskudne. Operacja trwała prawie cały dzień, jedno żebro złamało się tak, że...- umilkła na chwilę- Że wbiło się w płuco.

-O Boże... A pozostałe rany?

-Jeszcze kilka złamanych żeber, ale niezbyt groźnych, bardzo duży wstrząs mózgu i jakieś wewnętrzne krwawienie. Przy życiu tak naprawdę utrzymują go tylko maszyny.- usiadła na krześle i się rozpłakała.

Objęłam ją. Nie powiedziałam jej, tego co lekarze mi powiedzieli. Że Chris ma tylko najwyżej 10% szans na przeżycie.

20:50, budyn007
Link Dodaj komentarz »

Następnego dnia wstałam z ciężkim sercem. Nie chciałam więcej widzieć Carey na oczy. Podeszłam jednak do szafy i ubrałam się w to:

  

Taki sobie zrobiłam makijaż:

    

Takie paznokcie:

I taką fryzurę:

Potem wzięłam plecak i poszłam do szkoły. Nagle zobaczyłam Carey idącą też do szkoły. Schowałam się szybko za krzak, jak zobaczyłam, że woła do kogoś. Miała na sobie to:

  

I...takie usta:

Po 1: to wogóle do siebie nie pasowało, po 2: ZA DUŻO HAMBURGERIOLANDII!!!!!!!!

Jednak jak już moje tęczówki z powrotem stały się normalne, zobaczyłam do kogo Carey zaczęła gadać. Właśnie podrywała Davida, który był chyba chłopakiem Miyuki. Kiedy Carey do niego podeszła, otworzył szeroko oczy w wyrazie szoku.

-No elo, przystojniaku!- zagadnęła opierając mu rękę na ramieniu.

-Eee... hej- powiedział- Sory, ale teraz mam lekcje, cześć- szybkjo się wyswobodził i odszedł.

Ale jej to bynajmniej nie zraziło. Nagle dostrzegła mnie w krzakach. Podeszła do mnie szybko, a ja udałam, że spadła mi bransoletka. 

-Co ty tu robisz?- próbowała unieść jedną brew, ale ciągle jej się nie udawało.

-Szukam czegoś, spieprzaj hamburgerianko!- szybko uciekłam. Podeszłam do mojej szafki. Wypadło z niej pudełko z tym:

A potem liścik:

Tak bez okazji, mam nadzieję, że ci się podoba.

Idziesz ze mną dzisiaj na randkę?

James :*

Uśmiechnęłam się do siebie, włożyłam bransoletkę na rękę i odwróciłam się.

-Cześć, kotku- uśmiechnął się James całując mnie w policzek- To jak?

-Z tobą zawsze- zaśmiałam się. Nagle zadzwonił dzwonek.

-To o 16 w parku?- zapytał szybko James.

-Tak, pa!

Pobiegłam na chemię.

-Liv Erikkson, minuta spóźnienia- burknęła nauczycielka.

-To ona wogóle sprawdzała obecność?- zapytałam siadając obok Rosie.

-Oczywiście, że nie- zaśmiała się.

Po lekcjach uciekłam przed Carey próbującą poderwać Oscara i na randkę założyłam to:

Zmieniłam make-up, fryz i paznokcie i poszłam do parku. Jednak jak doszłam zobaczyłam bardzo dziwną scenę. Carey i Weny tarzały się po ziemi wrzeszcząc. Podbiegłam do nich.

-BARBIE I HAMBURGERIANKA!!!- wrzasnęłam.

-Na chwilę przestały.

-O co się bijecie?

-O twojego chłopaka!- wrzasnęła Wendy i dała Carey z plaszczaka.

Chwilę później przyszedł James.

-Eee... co tu się dzieje?- zapytał mnie.

-Te dwie się o ciebie biją.

-O. Aha. Idziemy?

Zaśmiałam się cicho, jak Carey i Wendy nadal nie zwracały na nas uwagi.

-Tak.

Zaczęliśmy iść w stronę ,,Forever IceCream'' gdy jeszcze usłyszeliśmy wrzask Wendy.

-PRZEZ CIEBIE SPADŁ MI RÓŻOWY CEKIN Z UST!!!! NIE DARUJĘ CI TEGO!!!!



16:01, budyn007
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lutego 2015

Dwa dni później wszystko było po staremu. Wstałam rano w dosyć dobrym humorze i wyjrzałam przez okno. Było bardzo słonecznie, no tak, był przecież kwiecień. Postanowiłam się ubrać lekko, zważywszy na 20 stopni na polu. Ubrałam się w to:

  

Umalowałam się tak:

   

Uczesałam tak:

POmalowałam paznokcie i poszłam do szkoły. Przywitałam się z Jamesem i podeszłam do dziewczyn.

-Co?- zapytałam, jak zobaczyłam, że wszystkie się śmieją.

-Dzisiaj przyszła.... ta...- próbowała powiedzieć Mi.

-Carey!- wycharczała Alice i wybuchnęła śmiechem.

-I?- zapytałam.

-Jej... ciuchy.- sapnęła Adel chichocząc.- Patrz na jej ciuchy...

Wzruszyłam ramionami i podeszłam do mojej szafki. I wtedy ją zobaczyłam. Carey miała na sobie to:

  

Udałam że kaszlę i wsadziłam głowę do szafki, żeby nie wybuchnąć śmiechem.

-Ej...ej! ELO!- ktoś mnie szarpnął za ramię.

-Czego- wysunęłam głowę.

Twarz Carey natychmiast przybrała twarz kogoś, kto chce się podlizać.

-Ach, nic, tylko tak stałaś dziwnie- jej głos był nienaturalnie wysoki i odkurzaczowy.

-Eee... aha.- wyjęłam potrzebne książki i szybko podeszłam do dziewczyn.- Co jej upadło na mózg?

-Nie wiem.- zaśmiała się Rosie- Ale obie z Wendy są siebie warte.

-No elo- podeszła do nas Carey i wsparła rękę na ramieniu Adel, która zmarszczyła brwi.- Chcę was o coś zapytać.

-Co?- burknęłam.

-Em... Mogę się z wami przyjaźnić? Jesteście taaaaaakie super, naprawdę was podziwiam, poza tym chodziłybyśmy razem na zakuuupy i woooogóleeee.- uśmiechnęła się cukierkowo- To jak?

-Musimy...- zaczęła Rosie.

-To przemyśleć- dokończyła Mi i odeszłyśmy na bok. Kiedy tylko znalazłyśmy się w sporej odległości Alice wrzasnęła:

-ZA NIC!!!

-Wiem- powiedziała Adel.- Tylko jak jej to powiemy?

-Możemy walić prosto z mostu- zasugerowałam.

-No może, ale zaraz się poskarży...

Nagle zadzwonił dzwonek. Pobiegłyśmy na lekcje. Zwykle, jak nas jest pięć wymieniałyśmy się czasami siedzeniem ze sobą w 2- osobowych ławkach i jedna zostawała sama, bądź siadała z jakimś chłopakiem. Ale teraz...

-Dzieci, dołącza do was nowa uczennica, Carey Dortmund. Widzieliście ją już na gali, bądźcie dla niej mili.- powiedziała nauczycielka, zaraz jednak otworzyła szeroko oczy- Dziecko, co ty masz na sobie?!

Powiedziała to na widok ubrania Carey. 

-Yhm, to nowa moda, droga pani profesor- rzekła przymilnie dziewczyna- Wie pani, młodzież.

Akurat siedziałam obok Miyuki, więc szybko wzięłyśmy jej sweter i ukryłyśmy w nim twarze trzęsąc się ze śmiechu. Nowa mówiła jak piędziesięcio-letnia babcia. Na angielskim akurat Adel siedziała sama, więc oczywiście Carey śmiejąc się jak koń usiadła obok niej. Chłopacy zwrócili twarze w jej strone (jamesa akurat tam nie było, uff) gapiąc się na jej...duży dekolt. Za to Wendy patrzyła na nową z wrogością. Jak dotychczas to ona powinna mieć taki podziw wobec...charakterystycznych częsci kobiecych.

Potem był wf. Uczesałam się w kucyka, ubrałam tak:

I wyszłam z szatni. Zobaczyłam w co się ubrała Carey i westchnęłam:

 

Oprócz tego miała strasznie obcisłe getry. Pani Fellyfit zmarszczyła brwi.

-Carey Dortmund... to jest strój na trening domowy.

-Ach, no tak wiem! Yhihihihihi!- to był jej śmiech- Ale wczoraj dostałam ten stanik od mojego wujka z Nowego Jorku!

-Ughhhh- parsknęłam.

WF był koszmarny z Carey. Ciągle wpadała na kogoś, śmiała się końsko i znów odbiegała. Po lekcjach jakoś udało nam się przed nią zwiać, ale jutro na pewno znowu nas złapie. Ta dziewczyna... była po prostu dziwna.

17:18, budyn007
Link Dodaj komentarz »