RSS
środa, 31 grudnia 2014

Nie mogłam wydusić ani słowa. Nie mogę wracać do Norwegii, teraz tu jest moje życie! W koncu się zreflektowałam.

-Nigdzie nie jadę- oznajmiłam rodzicom.- Nie ma mowy.

-Nie przyjmujemy odmowy. Wylatujemy za tydzień.

-Ale. Ja. NIE JADĘ!

-Nie jesteś jeszcze dorosła- powiedziała mama surowo- Oddajemy ten dom na wynajem.

-To zamieszkam u Rosie.

-Nie ma mowy. Nie będziesz się narzucać Vergesom dopóki nie ukończysz 18 lat. Trudno, jedziesz i koniec.

-Nie.

-Nie będziesz się teraz buntować, daję ci czas do przemyślenia.- i wyszła.

Uśmiechnęłam się złowieszczo i szybko przebrałam się z pizamy w to:

Szybko spakowałam rzeczy na kilka dni. Byłam pewna, że Rosie mnie przyjmie, już wielokrotnie mnie zapraszała. Zeszłam szybko po schodach na dół.

-Co ty robisz?!- zapytała tata.

-Skoro wy sobie jedziecie, to ja się wyprowadzam- powiedziałam krótko i nie obracając się, wyszłam.

Szłam  kilka minut, aż w końcu dotarłam do domu Rosie. Zapukałam.

-Kto... LIV???- Rosie otworzyła mi w piżamie.

-Eee... długa historia... mogę wejsć?

Moja najka natychmiast się ożywiła.

-Jasne! Właź, zrobie gorącą czekoladę.

Gdy już siedziałyśmy w jej pokoju opowiedziałam jej o moim buncie przeciw wyjazdowi.

-Zrobiłabym tak samo- powiedziała.- Lubię Francję, ale nie muszę tam wracać.

-No cóż, ja nie miałam wcześniej tyle szczęścia bo mam dzień i noc polarną w Norwegii. Nie nawidzę, jak ciągle jest noc a teraz tak właśnie jest. Boję się, ze rodzice się nie ugną i prędzej czy później mnie stąd zabiorą.

-Nie chcę żebyś jechała...

-Ja też nie.

-Heh... no, ale na razie oglądnijmy jakiś horror, w szafce mam 2 paczki popcornu.

Obejrzałyśmy Naznaczony. Potem masę gadałyśmy aż w końcu zasnęłyśmy. U Rosie spędziłam kilka dni, rodzice jak na razie nie dzwonili, za to ja spróbowałam się po cichu spotkać z Lee, żeby jakoś to wyjaśnić. Zrozumiał, o co mi chodzi i jutro mieliśmy się spotkać w parku. Ubrałam się w to:

I poszłam.

-Hej- powitał mnie mój brat.

-Hej, jak w końcu z tym twoim wyjazdem?

-Słuchaj, chcielismy się z Clarie pobrać w Kanadzie, bo tu było o wiele cieplej, ale to był też równocześnie nasz miesiąc miodowy, a raczej 3 miesiące. Chcemy już zamieszkać na granicy Finlandii i Norwegii, naszych państw. Twoi rodzice się uparlii, że nam pomogą się ustatkować, nie chcdemy robić wam problemu ale dużo by to dało.

-Ech... ale przecież nie musimy się przeprowadzać na zawsze! Przecież możemy wam pomóc ale potem dacie radę!

-Próbowałem im to wyjaśnić, ale nasz tata juz zorganizował kupca do waszego domu.

-Nieee... mój pokój... nasz ogród...

-Uwierz, próbowałem.

Myslałam przez chwilę ale nagle wpadłam na pomysł. Pociągnęłam brata za sobą.

-To teraz przekonamy go razem!

-Nie jestem pewien...

-TATO!!!- krzyknełam wchodząc do domu.

-No teraz mi się pojawiasz?!

-Nie mamy czasu na kłótnie. Przepraszam za to, co powiedziałam ale musisz odwołać kupca.

-Niby dlaczego?

-Bo nie musicie jechać do norwegii na zawsze- powiedział Lee.- Możecie nam pomóc przez... powiedzmy, miesiąc.

-To za mało, kochanie- powiedziała mama.- Pamiętaj, ze nikt inny nie moze wam pomóc, twojej mamy... twojej mamy przecież już nie ma.

Lee umilkł na chwilę. Poprzednia żona Krystiana Erikssona zmarła na białaczkę jak Lee miał 20 lat.

-Trudno- powiedział.- Damy radę, Clarie już stara się o pracę architekta, jest naprawdę niezła. Poza tym, jej rodzice spróbują nam załatwić mieszkanie, jeśli znajdą kupca, o tej porze roku jest ciężko.

Tata zamyślił się.

-W takim razie... 3 miesiące. Zamieszkamy u ciotki Heidi.

-NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- wrzasnełam.

Ciotka Heidi była to matka... zgadnijcie kogo. MOICH DROGICH KUZYNEK!

-Jaki problem?- zapytała mama.- Mają wielki dom, kilka pokoi gościnnych więc nawet będziesz miała osobną sypialnię. Będziesz także chodzić do szkoły w Norwegii przez ten czas.

-Jeszcze większe NIE!

-Bez dyskusji. Ciesz się, ze nie jedziemy na pół roku.

-Ale tu się wszystko zmieni jak wrócimy!

-Nasza wina?

-UGHHH- warknełam i poszłam do Rosie po moje rzeczy.

-I jak?- zapytała.

-Jadę do tej pieprzonej Norwegii zgadnij na ile!

-Eee... miesiąc?

-Trzy miesiące! Trzy miesiące mam spędzić w kompletnej ciemności. Nienawidzę tego kraju.

-To... moze te ostatnie dni spędzimy w czwórkę. Z miyuki i Adel.

-Niech będzie. będę za wami strasznie tęsknić.

-My za tobą też.

Te właśnie kilka dni spędziłyśmy bardzo fajnie. W końcu jednak musieliśmy się przygotować do drogi. Załatwiliśmy kogoś kto popilnuje naszego domu przez 3 miesiące.

-Blubell zostaje- powiedziała mama.

-Niby dlaczego?

-Nie zniesie lotu.

-Będę ją miała przy sobie, da radę- nie czekałam aż znowu mama mi czegoś zakaże. Ostatnio moje stosunki z rodzicami były dość napięte, z wiadomo jakiego powodu. W końcu, 8 stycznia mieliśmy samolot. Spakowałam moją walizkę( nooo, 3 walizki) wyglądające tak:

Ubrałam się w to:

Pojechaliśmy na lotnisko. Czekała tam na nas cała grupa pożegnalna. Kiedy już miałam podejść do moich przyjaciół, ktoś zawołał.

-Liiiiiv! Czekaj!

Odwróciłam się. Podbiegł do mnie James.

- Niewiem, jak tu będzie kiedy przylecisz w marcu, ale chciałem cię jakoś pożegnać biorąc pod uwagę to co jeszcze do ciebie czuję- powiedział odchodząc ze mną na bok.

-Ale jak to...

Nie zdążyłam dokończyć, a on mnie pocałował.

18:57, budyn007
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 grudnia 2014

Kilka następnych dni upłynęło mi całkiem OK. 3 dni po Nowym Roku spotkałam Michaela na przystankuy. Podszedł do mnie niepewnie.

-Hej, przepraszam cię za to co ci robiłem przez ostatnie kilka miesięcy. Byłem naprawdę paskudny wobaec ciebie i twojego eks. Sory.- wyciągnął rękę.

Ale ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić.

-Przecież się cieszysz, ze nie jesteśmy już razem.

-Słuchaj, ja naprawdę cię kocham, więc nie chcę, zebyś cierpiała. Jest Nowy Rok, zakończyliśmy tamten pokłóceni, więc w tym nowym się pogódźmy. Przecież nic od ciebie nie chcę.

-Ok, tylko pamiętaj, ze nadal ci nie ufam i wątpię, czy ci wogóle jakoś zaufam.

-Oj zaufasz, zaufasz, na pewno- odpowiedział.- To skoro juz jesteśmy przyjaciółmi...

-ZNAJOMYMI- poprawiłam go z naciskiem.

-Yyy... no właśnie, to dasz się zaprosić na kawę.

-Kurdę ok, ale nie robie tego dla ciebie!

-Spoko- uśmiechnał się tryumfalnie i poszliśmy do ,,Forever IceCream''

-Mam tu dla ciebie takie coś- powiedziała chłopak, gdy już wyszli z kawiarni.

-Co?

Wręczył mi takie małe, turkusowe pudełko ze złotą tasiemką. W środku było to:

-Bardzo... ładne- powiedziałam ze zdziwieniem.

-Kiedy je zobaczyłem od razu pomyślałem o tobie...

-Zamknij się.

-Przepraszam.

Odprowadził mnie do domu.Jaki on był... dziwny. Położyłam się do łóżka z tym:

I zaczęłam rozmyślać. To jasne, że nadal mnie podrywał. Nagle na kolana wskoczyła mi Blubell.

-Cześć, słodziaku- podrapałam ją za uchem.

-Liv, musimy ci coś powiedzieć- ni stąd, ni zowąd do mojego pokoju weszli rodzice.

-Co? O co chodzi?

-Lee i Clarie wracają z powrotem do Norwegii. Nie wiadomo, czy nie musimy im pomóc znaleźć mieszkanie, pracę i dobrą firmę.

-CO?! Ale... co macie na myśli?!

Mama westchnęła.

-To, ze lecimy z powrotem do Norwegii, wyprowadzamy się stąd.

23:39, budyn007
Link Dodaj komentarz »

W 2 dzień Bożego Narodzenia siedziałam rano nad kompem. Czatowałam na skypie z Adel, kiedy nagle Miyuki i Rosie do nas zadzwoniły.

-Cześć dziewczyny! Muszę wam coś powiedzieć!- krzyknęła Mi.

-Co?!- również krzyknęłyśmy.

-Urządzam imprę w Sylwestra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Najlepiej włóżcie coś mega błyszczącego!

-OK!

Po tej ekscytującej rozmowie poleciałam na zakupy z Rosie. Na szczęście mieszkałyśmy zaledwie kilka domów dalej, więc mogłyśmy się spotykać bardzo często. Jednak w Canada Centre spotkałyśmy Wendy.

-Cześć, mrówki!- zawołała.- Uwaga, tu są więksi ludzie i mopgą was podeptać!!!

Była ubrana w to:

-Cześć, świnio, co najadła się już tyle różowych pralinek że zaraz rzygnie na różowo i zatoczy się puszczając różowe dymki.- powiedziała spokojnie Rosie, a ja parsknęłam śmiechem.

-Hah! Wy nie znacie się na... e... na wszystkim!- wrzasnęła chlastając włosami jakieś niewinne dziecko, które się z niej śmiało i odchodząc taranując ludzi.

-Dobra, chodźmy wybrać te sukienki- zasugerowałam.

Minęło kilka dni, w końcu nastał Sylwester. Ja miałam na sobie to:

        

        

Oczy miałam pomalowane na czarno- fioletowo a usta na kremowo- różowo. Założyłam kurtkę i podeszłam do domu Rosie, bo do Mi miałyśmy jechać razem. Rosie miała takie rzeczy:

       

I też czarne szpilki. Oczy miała srebrno- granatowe a usta podobne do mnie. Razem poszłyśmy na przystanek. Jak dojechałyśmy, zobaczyłyśmy dom Miyuki:

Drzwi otworzyła nam ona sama. Miała takie rzeczy:

       

Srebrne szpiki, oczy na srebrno a usta na różowo.

-Wiedziałam że ubierzesz chociaż cokolwiek różowego- powiedziałam a ona się zaśmiała i wpusciła nas do środka. Jej salon był bardzo fajnie udekorowany. Kiedy tak gadałyśmy pijąc colę przyszła Adel.

-Ło Matko Najświętrza!- krzyknęła Miyuki, kiedy zobaczyłyśmy w co jest ubrana Adel.

   

-No co?!- zawołała.- Miało być błyszczące, tak?!

Miała do tego czarne szpilki, oczy na czarno i usta na kremowo0 różowo.

-Taaaaak- powiedziała Rosie- Tak naprawdę, Adel ubrała się najstosowniej z nas wszystkich.

-Święta prawda- przytaknęła właśnicielka oczo- je**ej sukienki a potem wsztstkie się zaśmiałyśmy.

Na początku masę gadałyśmy, potem jadłyśmy pizze i słodycze a kiedy była już 11: 59 wybiegłyśmy na pole z fajerwerkami.

-Ja i Liv będziemy podpalać- powiedziała Mi i razem udało się nam wystrzelić fajerwerki dokładnie w północ. Wyglądały tak:

-2015 na pewno będzie fajny- powiedziała Mi.

-To samo mówiłaś na 2014 a jakoś miesiąc temu zerwałaś z Deanem.

-Bo on ze mną chodził dla kasy!

-Ech... nie wiesz o co chodzi- zaśmiała się Adel i wszystkie 4 zapatrzyłyśmy się na sztuczne ognie.

10:52, budyn007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 grudnia 2014

-Mamo, widziałaś mój błyszczyk?!- krzyczałam wywalając rzeczy z mojego pokoju.- Mamo!

-Nie, kochanie, poszukaj sobie! Pewnie jest tam, gdzie go wcześniej położyłaś!

Wywróciłam oczami.

-Czyli gdzie?!

-W łazience!

-Kurde, trzeba było tak odrazu!!!- popędziłam do łazienki i zaczełam się malować. Miałam na sobie takie rzeczy:

Taki fryz:

I taki makijaż:

       

Rozległ się dzwonek do drzwi. Ziegłam na dół i otworzyłam drzwi Lee i Clarie, którzy przyszli pierwsi. Potem OCZYWIŚCIE moje kochane kuzyneczki które na sam mój widok uciekły gdzieś w kąt. Później dziadkowie, kilka cioć i wujków i wszyscy byli w komplecie. Po kolacji nadszedł czas rozpakowywania prezentów. Moich było tyle:

Dostałam takie rzeczy:

      

     

        

       

Dostałam naprawdę super prezenty!

Wigilia u Rosie

-Wszystko okej?- zawołała pani Verges.- Siedzisz tam już ze 2 godziny!

-Już, skończę make-up!

Rosie miała takie rzeczy(domyślicie się co jest czym :D)

    

Oczy miała na czarno pomalowane, a usta na kremowo- różowo. KJiedy zeszła na dół już cała rodzina była. Po kolacji, prezentach( nie będę już wstawiać tylu zdjęć;D) zaczęli śpiewać kolędy. Po mjakimś czasie Rosie postanowiła sprawdzić czy światełka na drzewach w ogrodzie nadal się świecą. Ale kiedy wyszła na pole(bez kurtki) zobaczyła jakieś światła i znajomy warkot motoru.

Czarna yamaha podjechała przed ich dom. Wysiadł z niej...

-Chris!- krzyknęła i podbiegła do niego.

Jej chłopak przytulił ją a potem się pocałowali w świetle księżyca.

-Bardzo za tobą tęskniłem, musiałem w końcu przyjechać.- wyznał.

-Ja też tęskniłam- powiedziała Rosie i znowu się pocałowali.

-Chodź, zostało jeszcze kilka pierniczków- zaprowadziła go do domu.

Jej mama była bardzo ciekawa jak Chris wygląda bo Rosie jej o nim opowiadała.

-O Boże, córeczko, jaki przystojniak!- wypaliła kiedy zobaczyła chłopaka.

-Mamo!

-A co? Nie?

-Ech...

 

-Na ile zostajesz w Kanadzie?-  zapytała go po Wigilii kiedy stai na polu.

-3 stycznia mam samolot powrotny, mamy dużo czasu do spędzenia razem.

-A wogóle... gdzie ty będziesz nocował?

-W hotelu... jest niedaleko. ale jesazcze nia mam zarezerwowanego pokoju.

-Świetnie! MAAAAAAAAAAAAAAMOOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!

-Co, kochanie?

-Chris moze nocować u nas, prawda? Dzięki, pokażę ci pokój gościnny!- zawołała nim mama zdołała wydusić słowo.

-Ale ja zrobie kłopot...

-Yyyy nie zrobisz, Rosie zaprowadź go do pokoju gościnnego- zreflektowała się mama.

-Dzięki!- powiedziała dziewczyna i poszli.

Pokój gościnny był taki:

-Dużyyy- powiedział.

-Num. Rozgość się. O kurde, jest już 1 w nocy, dobranoc- pocałowali się i Rosie poszła do siebie.

To była jej najlepsza Wigilia w życiu!

13:12, budyn007
Link Dodaj komentarz »

Płakałam całą noc, dosłownie. James był moją 1 miłością, wcześniej w Norwegii nie miałam chłopaka. Rano wyglądałam jak ducho- zombie więc starałam się jakoś to zakryć makijażem. Do szkoły ubrałam się w to:

Kiedy weszłam do szkoły od razu zauważyłam ze i tak duża ilość podkładu nie mogła zatuszować zaczerwienionych powiek i czerwonych oczu. Ludzie gapili się na mnie kiedy szłam do szafki. Tam spotkałam Miyuki, która też zauważyła .

-Co się stało?- zapytała cicho a zaraz dołączyły do niej Adel i Rosie. Opowiedziałam im o imprezie i zerwaniu.

Wszystkie po kolei mnie wyprzytulały może mi to trochę pomogło ale i tak miałam złamane serce.

Po lekcjach na przystanku spotkałam Michaela.

-Hej- powiedział zblizając się. Nie wiedział ze James ze mną zerwał ale i tak był jeszcze bardziej denerwujący niz zwykle. Nie zauważył też moich śladów po płaczu, pewnie z powodu tego ze padał śnieg.

-Idź sobie- powiedziałam.- Proszę, zostaw mnie wreszcie.- nie miałam siły nawet go wyzywać.

-Ale dlaczego? Jakoś twój chłopak cie nie odprowadza, co? Za to ja mogę.

Nie wytrzymałam dłuzej.

-ODWAL SIĘ WRESZCIE, MY NIE JESTEŚMY JUŻ RAZEM, TY DEBILNY IDIOTO!!! a WIESZ PRZEZ KOGO?!!! HM, POMYŚLMY: PRZEZ CIEBIE, MAM CIĘ DOŚĆ, ZOSTAW MNIE, NIE UMIESZ NAWET MNIE POCIESZYĆ!!!- wydarłam się na całą ulicę i pobiegłam byle dalej od niego.

Nim się zastanowiłam gdzie jestem podświadomie pobiegłam w to miejsce, które pokazał mi James zaledwie półtora tygodnia wcześniej. Wtedy byliśmy razem... nawet wczoraj jeszcze byliśmy razem... Rozpłakałam się i usiadłam na poręczy mostka. Nienawidziłam szkoły, nienawidziłam tych wszystkich lampiących się na mnie ludzi a już najbardziej na świecie nienawidziłam Michaela.

Nie wiedziałam ile spędziłam wśród śniegu ale kiedy wróciłam do domu była 17:00. 

Kolejne dni były katorgą. Kilka razy w szkole widziałam Jamesa ale nie odzywaliśmy się do siebie. Strasznie za nim tęskniłam ale pojęłam wreszcie, ze ma rację. Pamiętałam że kiedy Wendy go podrywała czułam się paskudnie. A on czuł tak samo jak widział mnie przy Michaelu. Po 2 tygodniach już prawie doszłam do siebie, normalnie się śmiałam choć trochę smutniej. Tydzień wcześniej też porozmawiałam szczerze z Jamesem:

-Hej- powiedział podchodząc do mnie kiedy akurat siedziałam na schodach i wpatrywałam się w przestrzeń.- Chcę z tobą porozmawiać. Widzę jaka jesteś po tym... e...

-Zerwaniu- dokończyłam.

-Nie chcę żebyś była smutna, przecież nie przestałem cię kochać. Chciałem, żebyśmy byli bardzo dobrymi przyjaciółmi.

-Przecież nie chciałeś cierpieć.

-Bo byłaś moją dziewczyną. To co innego. Proszę, zacznijmy od nowa.

-Ech... no dobrze- przytuliliśmy się.

Potem długo to zapamiętałam i było... cóż... lepiej. Oczywiście nadal za nim tęskniłam ale to jakby trochę zelżało. Zbliżała się Wigilia udekorowaliśmy pięknie nasz dom bo był już 21 grudnia a do nas miała przyjść cała rodzina. Nasz salon wyglądał tak:

Oczywiście był trochę większy :D. Ja powiesiłam w moim pokoju srebrne girlandy a na drzewach w ogrodzie błyszczały kolorowe światełka. Całość wyglądała przepięknie. Wszystko wskazywało na to, że niedługo Wigilia.

12:18, budyn007
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 grudnia 2014

... zadzwonił mi telefon. Westchnęłam z rezygnacją i odebrałam.

-Cześć córeczko, gdzie jesteś?- zapytała mama.

-Eee... w pewnym miejscu... z Jamesem.

-Aha. Słuchaj, jak będziesz wracać to kup proszę pomidory i mąkę w spożywczaku. I wróć jak najszybciej, ściemnia się.

-Ehhh... no dobra, już idę.

-Odprowadzę cię- zaproponował Jack i razem poszliśmy.

Kiedy juz siedziałam w domu i oglądając telewizję jadłam naleśniki znowu zadzwonił mi telefon. To był Michael.

-Hmmm?- zapytałam bo miałam w ustach naleśnika.

-Hej, jutro jest impreza, przyjdziesz? Zapraszam też twoją przyjaciółkę, Rosie.

-No nie wiem...

-Proszę, odbędzie się u mnie jutro o 20:00 do około 1:00.

-Ej, nie rób sobie nadziei, biorę ze sobą Jamesa.

- Spoko, już go zaprosiłem.

Zmarszczyłam brwi.

-Ty? Jamesa? Mojego chłopaka?

-Zaprosiłem całą klasę.

-Okeeeeeeej. No to w takim razie przyjdę, pa.- rozłączyłam się i dokończyłam kolację.

 

Nazajutrz.

Była sobota więc cały ranek przespałam, potem byłam na zakupach z Rosie a potem poszłam się przygotować na imprezę. Miała to być bardziej dyskoteka więc założyłam to:

Miałam taki fryz:

Włożyłam kurtkę i wyszłam z domu. Spojrzałam w komórce na adres Michaela( wysłał mi go wczoraj) i skierowałam się na przystanek. Kiedy wreszcie dojechałam i podeszłam do jego domu( był ogromny!0  zapukałam. Otworzył mi Michael.

-Ślicznie wyglądasz- powiedział zbliżając się ale ja posłałam mu mordercze spojrzenie i weszłam do jego salonu. Wyglądał tak:

-Eee... Wow- powiedziałam tylko i zobaczyłam w tłumie Rosie. Była ubrana w to:

I takie uczesanie:

-Jakie śmiałe- zaśmiałam się.

-No co? Rodziców nie ma, są ładni chłopcy to postanowiłam że mogę zaszaleć!

-Rosie!!! A Chris?!

Moja przyjaciółka zwiesiła głowę.

-No tak... nie powinnam podrywać kogo popadnie. Ale on wogóle do mnie nie dzwoni! A może już sobie znalazł inną dziewczynę...?

-No weź. Chris taki nie jest. Chodź idziemy coś zjeść.- podeszłyśmy do stolika z przekąskami który wyglądał tak:

Kiedy tak moczyłyśmy owoce w fontannie czekolady do Rosie podszedł Bryan. Popatrzyła na niego podejrzliwie.

-Hej, piękna- zagadnął szarmancko.- O ile mi kiedyś mówiłaś podobamy się sobie nawzajem więc może coś z tego zrobimy?

Myślałam, ze się porzygam. Rosie miała podobne odczucie.

-A może wrócisz do swojej dziewczyny?- zapytała.- Na pewno bardzo za tobą tęskni.

Powiedziała tak bo w rogu sali zobaczyła Wendy. Powstrzymałam kolejny odruch wymiotny kiedy na nią spojrzałam. Miała takie rzeczy:

      

Miała obrzydliwy makijaż, pokażę tylko usta:

Bryan popatrzył na nią lekceważąco.

-Wygląda jak Barbie, nie?- próbował zażartować.

-To czemu się z nią całowałeś, a nie przepraszam, wysię nie całowaliście. Wy pożeraliście sobie twarze!- powiedziała z pogardą Rosie.- Spi*****aj, nie zawracaj mi głowy.

-Uuu, mocne słowa- powiedziałam kiedy poszedł. Nagle zobaczyłam przed sobą Michaela.

-Zatańczysz?- zapytał.

-Eeee... wolałabym raczej wiedzieć gdzie jest James.

-Oj, pewnie się spóźni. Nie musisz się martwić że cię zobaczy.

-Nie martwię się że mnie zobaczy, tylko że ty zrobisz coś głupiego- warknęłam i zauważyłam że Rosie się wycofała.

-Tylko jeden taniec... akurat puścili coś wolnego, dosłaownie 2 minuty.

-Okej, ale pamiętaj że nie robię tego dla ciebie tylko żeby się nie nudzić- powiedziała.

Z Michaelem się nawet spoko tańczyło tylko kiedy puścili coś w stylu: spokojna muzyczka i nagle coś nagłego, zaczął robić jakieś ruchy w stylu przechylaniu mnie albo nagłego przybliżania się. Kiedy akurat to robił w przechyleniu spróbował mnie pocałować, był coraz bliżej, bliżej i bliżej...

-Nie, Michael, naprawdę- powiedziałam odsuwając się od niego.

-Co?

-Ja. Mam. Chłopaka.

-Jakoś nie przyszedł, zeby z tobą zatańczyć...Eee...

-Co?! To ty go wcale nie zaprosiłeś?! Wiedziałam, że jesteś jakiś dziwny!!!

-To trzeba było nie przychodzić. Ale chyba jednak przystałaś na moją teorię... Jesteśmy sobie przeznaczeni...

Nie słuchałam tego dalej. Już miałam sobie pójść, kiedy w momencie kiedy się odwracałam on chwycił mnie za rękę w konsekwencji czego potknęłam się i zaczełam opadać na ziemię. Oczekiwałam mocnego uderzenie ale nagle poczułam że ten cep mnie złapał. Obejmował mnie jedną ręką w pasie, drugą na plecach.

-Co wy...???!!!

Usłyszałam wreszcie ten głos. Może i chciałam go usłyszeć ale nie w takiej chwili. Zobaczyłam tylko znikające czarne włosy Jamesa w tłumie, potem trzask drzwi.

-Coś ty zrobił ty skończony idioto???!!!- wydarłam się na Michaela który tylko się uśmiechnał.

Jak on mnie denerwował... Nie miałam siły mu nawet dać z liścia po prostu uciekłam za moim chłopakiem. Przecież jeszcze musiał być niedaleko...

-James! James! Kochanie, proszę!- krzyczałam w ciemności i deszczu biegnąc w jakimś kierunku. W końcu potknęłam się o jakiś ciemny kształt.

-Kto...? A, Liv, to ty.

-James, proszę, uwierz, to nie moja wina, wierz że on chce nas rozdzielić, proszę nie zakańczaj tego w ten sposób, kochanie proszę!- łzy pociekły mi po twarzy.

-Wiem, że to nie ty- powiedział cicho.

-To o co chodzi? Czemu taki jesteś?

-Ja... po prostu nie chcę tego dłużej ciągnąć. Naprawdę bardzo cię kocham, ale nie chcę przez to cierpieć.

-Co chcerz przez to powiedzieć?- szepnęłam choć i tak wiedziałam.- Ale...

-Nie utrudniaj mi tego. Będziemy przyjaciółmi, może kiedy Michael się odczepi znowu będziemy razem ale teraz chcę odpocząć. Wiedz, że ja też tego nie chcę ale to nieuniknione.

-Ale ja cię kocham, ty mnie też, czemu musimy oboje cierpieć?!

-Pomyśl. Nie układa nam się, przez tego gościa ciągle się kłucimy, naprawdę bardzo chciałem znaleźć jakiś iny sposób.

-Czyli czułeś to juz od dawna.

Kiwnął głową. Nie mogłam wydusić ani słowa, zajerestrowałam tylko że pocałował mnie w policzek, powiedział ,,Trzymaj się'' i zniknął w ciemności. Dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że utraciłam kogoś, kogo kochałam. Być może na zawsze.

 

 

 

 

 

18:50, budyn007
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2014

Wszyscy w szko0le czekali zniecierpliwieni na Mikołajki. Także w klasie było takie coś, ktoś kogoś wylosowywał i na Mikołajki wręczał mu prezent oczywiście wcześniej nie wiedząc kto to jest poza płcią. mówiąc. Ja bardzo się ucieszyłam bo wylosowałam jakąś dziewczynę. Kupiłam jej to:

W przeddzień klasowych Mikołajek kiedy siedziałam przy kompie zadzwonił mój telefon piosenką ,,It is right''. Wyglądał tak:

-Hej, piękna.- powiedział w słuchawce Michael ale ja tylko wywróciłam oczami.

-Wiesz, chyba usunę twój numer.

-Chciałem ci tylko coś zaproponować.

-Nooo?

- Jeżeli nie wylosuję cię na Mikołajkach to dam ci spokój i dam ci spokojnie być z tym twoim chłopakiem. Ale jeśli cię wylosuję to cóż.... mogę śmiało stwierdzić ze jesteśmy sobie przeznaczeni.

-Co?! Co za kretyński pomysł! A tak właściwie to czemu zabujałeś się akurat we mnie?

-Dziewczyny życia się nie wybiera.

-Ughhh... mam cię dość, cześć.- rozłączyłam się i rzuciłam poduszką w ścianę.

Nazajutrz na godzinie wychowawczej wreszcie rozdawano prezenty. Okazało się, że wylosowałam Adel, która bardzo ucieszyła się z prezentu. Z niecierpliwością oczekiwałam na swój prezent.

-Prezent dla Liv Erikkson wylosował...- ogłosiła pani Underpowder- Michael McLaggen!

-Nie!- krzyknęłam ale on podszedł do mnie z uśmiechem i wręczył mi to:

-Podobają ci się?- zapytał.

-Eee... strasznie różowe- bąknełam i zerknełam na Jamesa siedzącego kilka ławek dalej. Miał tzw. Poker face'a ale w jego oczach było coś dziwnie ponurego. Ale kiedy napotkał mój wzrok uśmiechnał się tylko i popatrzył w inną stronę.

Następnego dnia obudziłam się z dosyć dużym ciężarem na nogach...

-Prezenty!- wykrzyknęłam.

Wyglądały tak:

Zaczełam rozpakowywać. Dostałam takie rzeczy:

      

   

Potem ubrałam się w to:

Uczesałam w kucyka, założyłam kurtkę i nową czapkę i jeszcze podkładając rodzicom Mikołajkowy prezent poleciałam do szkoły bo byłam już spóźniona.

-Nie ma zajęć!!!!!!!!!!!!!!!!- wrzeszczała Rosie biegając po szkole a pozostali z nią. Ale ja szukałam w tłumie Jamesa. Poprzedniego dnia nawet się ze mną nie pożegnał, tylko od razu gdzieś poleciał. Nagle coś objęło mnie z tyłu w talii.

-Cześć kochanie- powiedział James.

-Jak dobrze że jesteś, juz się bałam że się na mnie obraziłeś że Michael mi dał prezent!- przytuliłam się to niego.

-Przecież to jego wina, nie twoja. Skoro nie ma lekcji chodź gdzieś ze mną na chwilę. Zaprowadził mnie w takie miejsce:

-Zawsze przychodzę tu kiedy chcę być sam. Prezychodziłem tu też często niedawno, z powodu tego Michaela. Teraz udostępniam to miejsce także tobie, nikt oprócz nas o nim nie wie.

-Ooo, jesteś taki kochany. Tu jest przepięknie- powiedziałam rozglądając się. Weszliśmy na mostek. James objął mnie jedną ręką w pasie, już mieliśmy się pocałować kiedy nagle...

21:36, budyn007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 grudnia 2014

Rano ebydziłam się dosyć wcześnie mysląc jeszcze o poprzednim dniu. Michael się we mnie zabujał? Na serio? Może bym to jakoś zaakceptowała, gdyby się tak nie narzucał. I jeszcze próbuje rozdzielić mnie z Jamesem. W końcu jednak wstałam, ubrałam się w to:

Uczesałam się tak:

Zrobiłam makijaż i wyszłam do szkoły. Zauważyłam, że zrobiło się o wiele zimniej, więc się pospieszyłam. Kiedy doszłam do szafek w szkole i otworzyłam swoją, zobaczyłam małą paczuszkę w kształcie serca. Otworzyłam ją, a tam były one:

W środku była karteczka, ze to od Michaela.

Nagle zadwonił mi telefon.

-Zobaczyłaś mój prezent?- odezwał się głos Michaela.

-Eee... nie, pewnie ktoś go ukradł- skłamałam szybko.

-Nie wierzę ci.

Dziwnym zbiegiem okoliczności pszyszedł do mnie akurat James.

-O co temu gościowi chodzi?- zapytał.

-Zarywa do mnie, chce nas rozdzielić. Ale ty nie chcerz, prawda?- zapytałam.

-Jasne, że nie chcę- powiedział i mnie przytulił, jednocześnie mi coś wręczając.

-Co to?

-Wiedziałem, że złote i srebrne kolczyki nie są w twoim stylu więc kupiłem ci takie:

-Jakie piękne... jesteś uroczy- powiedziałam całując go w policzek.

-Może gdzieś razem wyjdziemy po lekcjach?

-ok, to może w Forever Icecream?

-Mi pasuje, cześć Livi.- pocałował mnie w policzek i poszedł na lekcje.

Po zajęciach pobiegłam się szybko przygotować na naszą randkę. Włożyłam to:

Uczesałam się w to:

Poszłam do kawiarni Forever Icecream. Kiedy siedzieliśmy z Jamesem i gadaliśmy nagle za oknem powiał wiatr i zaczęło coś delikatnie pruszyć. Kiedy się bliżej przyjrzałam zobaczyłam że to... śnieg!

-No przecież, dzisiaj już 2 grudnia- pacnęłam się w czoło- Czyli... niedługo Mikołaj!

-A chcesz może coś zamówić?- zapytał James.

-A... tak- powiedziałam zdezorientowana bo przy naszym stoliku stał już kelner.

-To ja poproszę gorącą czekoladę z cynamonem i bitą śmietaną- powiedziałam.

-Ja też gorącą czekoladę ale z syropem karmelowym- powiedział James.

Po wypiciu poszliśmy na spacer po jak narazie płytkim śniegu. Ale coś nas zaskoczyło.

-Hej- przed nas wyskoczył Michael.- Masz bardzo ładną dziewczynę- zwrócił się do Jamesa.

-To znowu ten?- mój chłopak całkowicie go zignorował.

-Eee... tak. Michael, idź sobie wreszcie.

-Nie. Po co, mogę trochę powkurzać twojego chłopaka.

-Nawet o tym nie myśl.

-Odwal się.- powiedział spokojnie James.

-Nie.

-A chcesz mieć przeje**ne w szkole, nie powiem jak?

-Tylko się nie bijcie- ostrzegłam.

-Spoko, my chcemy tylko pogadać- uspokoł mnie James.- To jak?

-Niekoniecznie.- Michael nie wiedział co tamten zamierzał zrobić więc wolał się wycofać.

-Nie będziesz się z nim bił? Obiecujesz?- zapytałam mojego chłopaka.

-Ech...no nie wiem.- zażartował.

-Proooooszeeeeeeee...

-Ok- przytuliliśmy się.

15:57, budyn007
Link Dodaj komentarz »