RSS
poniedziałek, 06 kwietnia 2015

Nadszedł dzień wyjazdu. Musiałam wstać mega wcześnie, bo wyjeżdżaliśmy o 9:00, a jechaliśmy w góry 5 godzin. Spakowałam się do takiej walizki:

Jeszcze w piżamie i ledwo przytomna zjadłam śniadanie w postaci płatków. Potem ubrałam się w to (nie te buty na zdj ze spodniami):

  

   

 

Dzisiaj jeszcze nie szliśmy w góry, ale nie mogliśmy się też jakoś zbytnio ładnie ubierać, bo tam były tylko skały i takie tam wertepy. Pomalowałam jeszcze oczy na beżowo, usta na kremowo, paznokcie na beżowo, a włosy zostawiłam rozpuszczone. Dzisiaj naprawdę bałam się zobaczyć w co będzie ubrana Carey i Lindy. Jednak wzięłam walizkę i torbę z górskimi rzeczami i poszłam do szkoły. 

Na dziedzińcu powitał mnie tłum ziewających uczniów. Podeszłam do dziewczyn.

-He-e-e-j- ziewnęła Alice.

-Rosie jedzie czy zostaje z Chrisem?- zapytała Adel.

-Jedzie, bo Chris prawie wypchnął mnie ze szpitala- mruknął ktoś za naszymi plecami, mogłam się domyślić kto.

-Ochhhhhh elo dziewczyny!!!- rozległo się wołanie.

-Patrzcie, jaką David ma fajną mp3!- krzyknęła w desperacji Miyuki i zaczęłyśmy się przepychać przez tłum byle dalej od Carey.

Ale akurat niedaleko chłopaków stała Lindy. Ech... miała dziś to:

Oczywiście reszta była mega różowa. Najbardziej jaskrawo różowe soczewki, w których wyglądała jak upiór barbie. Od niej też odeszłyśmy.

Jechaliśmy w Góry Skaliste kilka godzin. Były to jedne z najwyższych gór na świecie, a my mieliśmy się po nich wspinać tak na poważnie, z uprzężą i nad przepaścią. Na szczęście nie miałam lęku wysokości, ale niestety Miyuki tak.

W autokarze po godzinie nudzenia się zaczęliśmy do siebie rzucać chusteczkami, potem kanapkami, w końcu soczkami, batonikami, ciasteczkami, aż w końcu cała podłoga była uwalona żarciem. Ale nas to oczywiście nie obchodziło.

Po strzeleniu se kilku grupowych selfie, dojechaliśmy wreszcie na miejsce. Szliśmy chwile przez nierówny las, aż w końcu zobaczyliśmy nasze domki. Każdy wyglądał tak:

Były pięcioosobowe, więc ja wzięłam z Rosie, Mi, Adel i Alice. Jak weszłyśmy i rzuciłyśmy swoje walizki na łóżka zobaczyłyśmy bardzo duże, puchate poduszki. Więc naturalną koleją rzeczy zaczęłyśmy sie nimi nawzajem okładać.

Potem była kolacja. Pani na razie jeszcze nas nie zadręczała z jakimś zwiedzaniem, więc w spokoju zjedliśmy fikuśne coś przygotowane przez jakichś gości w kuchni:

Potem do późna gadałyśmy w łóżkach, aż w końcu poszłyśmy spać.

 

 

 

22:15, budyn007
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 kwietnia 2015

Uwaga! Zmieniam imię Wendy na Lindy ;) się przyzwyczajcie :D

***

Zadzwonił budzik. Zwlokłam się z łóżka jeszcze w półśnie, ale zaraz coś sobie przypomniałam: była wielkanoc!!!

Trzeba było wstać wcześnie, więc ubrałam się szybko w to: 

Zrobiłam taki makijaż:

    

I taką fryzurę:

Pomalowałam paznokcie na ten sam kolor co sukienka i zeszłam ziewając na dół. Zdziwiłam się bardzo, bo zastałam Lee i Clarie, którzy przyjechali podobno w nocy. Przywieźli ze sobą trochę jajek. Clarie pokazała mi jajka z finlandzką metodą ozdabiania:

Ja wczoraj w wielką sobotę zrobiłam takie:

A Lee powiedział, że nie umie i przywiózł takie:

Generalnie mieliśmy już baaaardzo dużo jajek, bo moja babcia mieszkająca w Oregonie przyleciała i przywiozła takie:

Zaczęliśmy przygotowywać stół wielkanocny. Zrobiłam wczoraj wieczorem taki mazurek:

Wnieśliśmy dużo rzeczy na stół. Byłam świadoma tego, że na Wielkanoc zejdzie nam się CAŁA rodzina, czyli również... moje kuzynki.

Kiedy zadzwonił dzwonek już wiedziałam że to one, bo dzwoniły do czasu, aż nie otworzyłam drzwi. Kari miała na sobie to(zabijcie mnie):

A Linn to (moge umrzeć poraz drugi):

Nie umiałam wymusić przy nich uśmiechu, ale nie zrobiłam też miny mordercy.

-Och, witaj kochanie!- zawołała ciocia niczego nieświadoma.

-Hej.

-Patrz, jak moje maleństwa już wyrosły! Dziewczynki, przywitajcie się!

Linn pokazała mi język, a Kari się rozbeczała. W sumie tto się przywitały. Opuściłam je jak najszybciej. Nasz salon na wielkanoc wyglądał tak:

 

Po śniadaniu i wysłuchaniu paplaniny cioci o swoich ,,słodziutkich'' córeczkach miałam tym córeczkom pochować czekoladowe jajka w ogrodzie. Hehe przed schowaniem zeżarłam ich trochę, pare se wzięłam na później, przez co schowałam im połowę tego co powinnam schować. Był niezły ubaw jak sie skapnęły.

Później już nie chciało mi się siedzieć w domu i umówiłam się z Jamesem, z którym jakoś ostatnio nie miałam kontaktu przez ten wypadek Chrisa i takie tam. Jak zwykle poszłam do ,,Forever IceCream''.

-Hej- pocałowaliśmy się.

-Wiesz, co z Chrisem?- zapytałam, bo wiedziałam, że podczas jego ostatniej wizyty on i James sie zaprzyjaźnili.

-Jakoś żyje.

 Zamówiliśmy desery i troche gadaliśmy. Mój chłopak też miał wkurzające kuzynki, które przyjechały z Anglii. Po zeżarciu lodów poszliśmy się przejść do parku. Szliśmy objęci, a James puścił mi kilka piosenek jego zespołu z chłopakami. Potem niestety musiałam już wracać.

-Do zielonej szkoły- uśmiechnął się James, pocałował mnie i odszedł.

Kiedy wróciłam było już późno więc wzięłam laptopa, kakao i przebrałam się w piżame:

  

I do 1 w nocy siedziałam na fejsie i oglądałam głupie filmy na yt.

 

 

 

16:00, budyn007
Link Dodaj komentarz »