RSS
wtorek, 20 stycznia 2015

Nazajutrz była niedziela. Wstałam koło 11 i zobaczyłam, że mam jakąś nieodebraną wiadomość email. Weszłam ciągle zaspana na mojego laptopa i zobaczyłam:

Kochani uczniowie!

W związku z 30 rocznicą śmierci pierwszego dyrektora naszej szkoły, w poniedziałek wszyscy przychodzą ubrani na czarno, strój ma być bardzo elegancki, nie będzie wtedy lekcji, jednak przyjście jest jak zwykle obowiązkowe.

-To po jakiego grzyba mamy tam iść?- wymruczałam do siebie i ubrałam się, umalowałam i uczesałam w to:

   

Umalowałam się tak:

   

Zrobiłam takie paznokcie:

Była już 12, więc wyszłam z domu. Nagle zadzwonił mi telefon.

-He...?- ziewnęłam.

-No gdzie ty jesteś?!- zawołała Miyuki.- Zakupy! Stoimy już na przystanku!

-Cooo...A! No ok, już tam ide...

-Idziesz?

-Nooo może truchcikiem...

Kiedy dotarłam na przystanek pojechałyśmy do Galery of Canada i poszłyśmy do sklepu ,,Dreeses Island'', sprzedawano tam świetne sukienki.

-Ta?- zapytała Adel pokazując na tą:

-Ładna ale bardziej na jakiś ślub czy coś...

-Może ta będzie...- mruknęła mrużąc oczy na jakiś ciuch.- OK, biorę ją.

Niedługo, już u niej w domu, Mi była gotowa. Ubrana, uczesana,umalowana w to:

   

    

     

Zadzwonił dzwonek.

-Heh, idę- pomachała nam Miyuki i wyszła.

Kiedy jej nie było my oglądnęłyśmy horrory u Adel i także u niej zostałyśmy do późna w nocy, dlatego nazajutrz wstałam jak blady duch. Była jeszcze 6:05, więc zaczęła odczytywać wysłane mi o 1:00 przez Miyuki wiadomości na skypie.

PomidorxD : Liiiiiiiv, nie wiesz jak było super!

PomidorxD : On jest taki fajny...

PomidorxD : I jeszcze mieszka niedaleko mnie, chodzi do sąsiedniej szkoły... :)

PomidorxD : Liiiiiiv.....

PomidorxD : Gdzie cię wcięło? :(

PomidorxD : Ziemnioku...

PomidorxD : O matko! Sory, nie wiedziałam, że jest 1 w nocy!

PomidorxD : Hehe, pa :*

Uniosłam brwi na te wiadomości. Mi zawsze była pozytywnie nieogarnięta. W końcu zwlokłam się z łóżka i spojrzałam na czrne ciuchy, które mieliśmy dziś założyć

20:19, budyn007
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 stycznia 2015

Tydzień później umówiłyśmy się z dziewczynami w parku koło Galery of Canada, naszego ulubionego centrum handlowego. Była sobota. Wstałam koło 10 i ubrałam się w to:

   

Uczesałam się w kokardkę i zrobiłam taki makijaż:

   

Zeszłam do kuchni:

-Zrobiłaś jakieś śniadanie?- ziewnęłam do mamy.

-Naleśniki z syropem klonowym i bitą śmietaną.

-Jej!- usiadłam przy stole i pożarłam 3.

-Wychodzę, pa!- zawołałam i poszłam do parku.

-Hej!- powitały mnie dziewczyny.

Spacerowałyśmy sobie po parku i dużo gadałyśmy. Potem usiadłyśmy na murku dużej fontanny. 

-To...Rosie, jak tam u ciebie i Chrisa?- zapytałam.

-Ech...w sumie dobrze, ale to niesprawiedliwe że on mieszka tak daleko!

-Ty przynajmniej masz chłopaka- prychnęła Miyuki ściągając na chwilę swój pierścionek i bawiąc się nim.- Wszystkie macie super facetów.

-Nooo, u mnie upłynęło z 4 miesiące rozstania- westchnęłam przypominając sobie te chwile.

-Ej nudzi mi się...- mruknęła Adel.- Może pójdziemy na zakupy?

-OK!- jak typowe dziewczyny wszystkie się zgodziłyśmy i poszłyśmy do Galery of Canada.

Byłyśmy w sklepie z butami ,,Boots4you''.  Nie chciało nam się jakoś bardzo dużo kupować, więc ja kupiłam te:

Rosie takie:

Miyuki takie:

A Adel takie:

Gdy już miałyśmy iść do McDonalda na shake'a, Mi nagle wrzasnęła.

-NIE!!!!!! ZOSTAWIŁAM MÓJ UKOCHANY PIERŚCIONEK PRZY FONTANNIE!!!!!!

Kilka osób popatrzyło na nią jak na wariatkę.

-No to po pierścionku- stwierdziła Rosie.

-NIE! JA...JA...MUSZE GO ZNALEŹĆ! Trzymaj!- rzuciła w Adel siatką z butami i pobiegła z powrotem.

-Może idźmy też tam...ale powoli?- zasugerowałam.

-ok...

Mi biegła na oślep. Ten pierścionek był dla niej mega ważny, dostała go na 18 urodziny w lutym. W końcu zaczęła mijać drzewa, fontanna była już niedaleko...ŁUP!

-O matko!- wrzasnęła upadając na ziemię.

-Kto...hej, nic ci nie jest?- koło niej ktoś ukląkł.

-Nie, wiesz, wogóle mnie nie boli- parsknęła ale nagle oniemiała.

Nad nią pochylał się wysoki, brązowo-włosy chłopak.

-Sory...- mruknęła i spróbowała się podnieść. Nieznajomy podał jej rękę i w końcu stała trochę chwiejnie.

-Na pewno wszystko w porządku?

-Taaa...nie...nie wiem- usiadła na murku masując sobie głowę.

-Jestem David DeCrulo- chłopak usiadł obok niej.- Pochodzę z Włoch. Hej, ty chyba nie wyglądasz na Amerykankę.

-Niee, jestem Miyuki Akechi, z Japonii.

-Byłem tam kiedyś!

-Serio?! Zwykle nikt tam raczej nic nie kojarzy!

Rozmiawiało im się naprawdę super i mieli bardzo dużo wspólnych zainteresowań. W końcu jednak Mi przypomniała sobie o pierścionku.

-Eee, nie widziałeś może tutaj...O. Dzięki.

-Znalazłem go i chciałem tutaj zostawić, ale w końcu postanowiłem popytać osób.

Dał jej pierścionek:

-Bardzo ładny- przyznał a ona się zarumieniła.

Gadali jeszcze przez chwilę, a w tym czasie my z dziewczynami zdążyłyśmy ich zobaczyć i szybko schować się w krzakach.

-No nieźle- stwierdziła Rosie.

-Na pewno wróci z jakąś BARDZO ciekawą wieścią- zachichotała Adel.

Nagle Mi chyba nas zauważyła (Adel nie cierpi siedzieć w liściach), więc zaczęłyśmy jej pokazywać na migi, żeby już skończyła. David wyglądał na mocno zdezorientowanego, bo Mi robiła jakieś dziwne miny i znaki do krzaka.

-Eee...co...znaczy...

-Sory ale muszę już iść!

-Czekaj! Masz mój numer telefonu...

Chwilę jeszcze stali, wymienili się numerami itp. aż w końcu Miyuki podeszła do krzaka/nas.

-Jesteście wredne- powiedziała dobitnie.

-Czemu?

-Zrobiłam z siebie wariatkę, pewnie myślał, że gadam z krzakiem.

-Ale ty gadałaś z krzakiem.

Nastała chwila ciszy, aż w końcu wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem.

-Aha, i on też...

-Zaprosił cię na randkę- powiedziałam spokojnie.

-SKĄD WIESZ?!

-Nie zauważyłaś, ze to się zdarza przy każdym poznaniu? Najpierw James, Chris, Oscar, yeraz ten...e...jak mu tam....- powiedziała Rosie.

-David DeCrulo. On jest taki śliczny...

-OK, może już chodźmy, co?- zaśmiała się Adel- Kiedy randka?

-Jutro wieczorem... DZIEWCZYNY!

-CO?!

-Musicie mi pomóc!

-To też tradycyjne...

17:15, budyn007
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 stycznia 2015

Poszłam otworzyć. 

-Cześć, solenizantko!- zawołała Adel i razem z Rosie weszły do środka. Obie wręczyły mi po paczuszce.

Potem przyszła Alice i też mi złożyła życzenia. Miała na sobie to:

Rosie to:

I Adel to:

Ciągle czekałyśmy na Miyuki. W końcu do niej napisałam na Skypie:

Zimniok:3 : Gdzie ty jesteś? :(

Pomidor:D : Yyy...juz idę...

Zimniok:3 : ?

Pomidor:D : Już...

Wzruszyłam ramionami. Po około 10 minutah wreszcie rozległ się upragniony dzwonek.

-Sory...że...tak...wcześnie...masz.- wysapała Mi wręczając mi paczke.

-Spoko...- zaśmiałam się.

Mi była ubrana w to:

Poszłyśmy do salonu. Na stole leżał już tort:

-Jaki piękny!- zawołałam.

-Yhm...ja go piekłam.- mruknęła Alice.

Przytuliłam ją mocno, potem James coś zamontował na torcie i nagle błysnęło. Pojawiły się mini zimne ognie układające się w srebrną osiemnastkę. Zdmuchnęłam świeczki i wszyscy zaczęli śpiewać sto lat.

-Mam dla ciebie też taką niespodziankę, na polu.- mrugnął do mnie James.

Skinął na Michela i wyszli do ogrodu, reszta ludzi na nimi.

-3,2,1...

W powietrze wzbiły się takie:

Wszyscy zaczęli klaskać a ja pocałowałam Jamesa.

-A teraz...otwieranie prezentów!!!!- zawołała Alice.

Poszliśmy z powrotem do salonu.

-Prezent od rodziców...ta o to fontanna...- pokazałam.

Potem zaczęłam pokazywać resztę. To było od Jamesa:

I takie kwiaty:

Od Alice zestaw diżejowski, od Adel perfumy, od Miyuki zestaw do podręcznego makijażu a od Rosie zestaw kilku horrorów, między innymi: Naznaczony, Koszmar z ulicy Wiązów, Annabelle, Lśnienie i jeszcze kilka innych. Potem mama do mnie zadzwoniła i powiedziała, że zostają z tatą u ich przyjaciół na 2 dni, więc zaprosiłam na noc Rosie, Mi i Adel. To były moje najlepsze urodziny!

17:03, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 stycznia 2015

Była już 10:30. Ziewnęłam. ,,Dlaczego muszę iść do szkoły w urodziny?''- zapytałam się w myślach. Zaraz sobie jednak coś uświadomiłam. Przecież dzisiaj nie było szkoły...

-Cholera! Ja mam dzisiaj urodziny, a James zaprosił mnie do kawiarnii na 11!- wstałam szybko z łóżka i ubrałam się w to:

  

Takie buty:

Uczesałam się tak:

Zrobiłam taki makijaż:

    

Takie paznokcie:

Zeszłam na dół.

-Wszystkiego najlepszego, kochanie!- zawołała mama przytulając mnie.

-Dzięki- powiedziałam a mama wręczyła mi taką babeczkę:

-Zjedz sobie po drodze, prezent damy ci po południu. Mam też pomysł: ja i tata dzisiaj wyjeżdżamy, więc możesz zaprosić dzisiaj kilka koleżanek i kolegów z klasy.

-Dzięki, mamo! No ale teraz lece, cześć!- wypadłam z domu, bo miałam tylko 3 minuty do odjazdu autobusu.

-No cześć- ledwo wypadłam z domu od razu trafiłam w kogoś.

-Hej!- uśmiechnęłam się do Jamesa, a on mnie pocałował. 

-Wszystkiego najlepszego.

-Dzięki.

Szliśmy chwilę i gadaliśmy o mojej dzisiejszej imprezie. Ktoś to jednak usłyszał.

-Ty...masz dzisiaj urodziny?- zapytała znikąd Wendy taranując ludzi wokół siebie.

Była ubrana w to:

    

-Hej Barbie- ziewnęłam.- Tak, mam, a co?

-A więc, życzę ci, żeby ktoś odbił ci chłopaka!

Wywróciłam oczami.

-Na przykład kto?

-Hm, pomyslmy...JA!

-Odwal się, Wendy...- westchnął James.

-Ale...ale dlaczego!? Przecież zaledwie wczoraj wyznawałeś mi dozgonną miłość!

-Yhm, ta, jasne...- odeszliśmy od różowej ciapy.

-Eee...mogę cie o coś spytać?- popatrzyłam na niego niepewnie.

-Hm?

-Ee...nie wyznawałeś jej miłości, nie?

Popatrzył na mnie ze zdziwieniem.

-Oczywiście, że nie, przecież ona...skąd wogóle...no, nawet nie da sie jej określić.

-Toooo ok.

Dotarliśmy do kawiarni. Ja zamówiłam to:

A James to:

Gadaliśmy dużo, aż w końcu nastała 13:00.

-O matko!- krzyknęłam- Rodzice mieli wyjechać koło 13, chodź!- pociągnęłam chłopaka za sobą i pobiegliśmy do domu.

-No, w samą porę- powiedziała mama już trzymając kluczyki w dłoni.- James? Może pomożesz Liv zorganizować impreze?

-Tak, jasne.

-To dobrze. Udanej zabawy, kochanie, tort masz w spiżarni- pojechali.

Kiedy rodzice wyszli już chciałam zobaczyć tort na moje 18 urodziny ale ktoś mi przeszkodził.

-Proooooszę, daj mi go zobaczyć- zrobiłam słodkie oczy do Jamesa.

-Oczywiście że nie!- zaśmiał się.- Idziemy rozwieszać balony i serpentyny.

-No okeeeej.

Super się przy tym bawiliśmy, kiedy w końcu znodziło nam się zaplątywanie wszędzie pętelek. Zaczęlismy obrzucać się nawzajem serpentynami, aż każde z nas miało je na ubraniu i we włosach. Potem próbowaliśmy zawiesić balony na ustawionych wysoko karniszch.

-Pójde po drabine...Nie! Zawsze musisz to robić z zaskoczenia!- zawołałam kiedy James mnie podniósł.

-No, wieszaj!- zaśmiał się.

W końcu salon był gotowy. Była 2, więc zostały jeszcze 2 godziny.

-Ok. Umiesz moze piec babeczki?- zapytałam gapiąc się w książke kucharską.

-Może...ale tylko kiedy improwizuje.

-Improwizacja? Możemy spróbować...

Nasza improwizacja w wysypywaniu mąki polegała na tym, że odmierzoną ilość wsypywaliśmy do miski, a potem któreś z nas zawsze musiało na tego drugiego trochę sypnąć. Potem stwierdziłam że robie z przepisu ale mój chłopak postanowił swoją częśc zrobić z głowy. Jednak po zrobieniu i dokładnegu wysprzątaniu kuchni, babeczki wyszły takie:

Moje:

Gdy zobaczyłam babeczki Jamesa stwierdziłam, że improwizacja jest na pewno o wiele zabawniejsza:

-To jest...ciasteczkowy potwór?- upewniłam się ze śmiechem.

Zanim James zdążył odpowiedzieć rozległ się dzwonek do drzwi. Z przerażeniem spojrzałam na zegar. Ale była dopiero 15.

-Otworze- powiedział James.

Po chwili niósł w dłoni gigantyczne pudło.

-To twój prezent...od rodziców.- postawił na stole.- Nie mogli tego dostać wcześniej więc dali kurierem.

W paczce była...

-Fontanna czekolady!- wykrzyknełam rozwijając papier.- Włączymy ją dzisiaj na impreze! Ok, może ja polece się przygotować...

James spojrzał z rozbawieniem na swoją zaserpentynowaną i zamączałą koszule.

-Ja też.

Poszłam do swojego pokoju. Nie zamierzałam się jakoś BARDZO stroić ale chciałam wyglądać jakoś ładnie. Ubrałam to:

Uczesałam się tak:

Zrobiłam taki makijaż:

     

A takie miałam paznokcie:

Zeszłam na dół i oniemiałam. James tak przygotował stół:

-Jesteś kochany- przytuliłam się do niego.

Wybiła 16. Czekaliśmy jeszcze około 5 minut, aż rozległ się wreszcie dzwonek do drzwi.

 

23:24, budyn007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 stycznia 2015

Minęły dwa tygodnie. Wreszcie mogłam już zdjąć gips i w ogóle. Był początek kwietnia, czyli już za kilka tygodni będę miała urodziny. Wstałam z łóżka, ubrałam się w to:

Tylko bez tej chusty. Potem wzięłam plecak i poszłam do szkoły. 

-Hej- powiedział James całując mnie w policzek- Jak tam?

-Nie mam już bandaży! Chociaż na wf nie mogę jeszcze chodzić przez około miesiąc.

-Ok, niestety teraz mam lekcje, pa!

-Pa...- nadal nie mogłam uwierzyć, że jesteśmy razem, tyle miesięcy tak nie było. Podeszłam do Mi, Rosie i Adel.

-Hej, wiesz że podobno jakaś nowa dołączy do klasy równoległej?- zapytała Rosie.

-O, spoko.

-Num, ciekawe jaka będzie- powiedziała Adel.

Wszystkie popatrzyłyśmy na Mi.

-Co?- zapytała nieprzytomnie odrywając wzrok od 7 cz. Harrego Pottera.

-Nic.

W tym momencie podeszła do nas Wendy Była ubrana w to:

       

Adel udała że rzyga.

-Założyć się o coś z wami, karaluszki?- zapytała barbie słodkim głosikiem.

-Hm?

-Ta nowa będzie moją osobistą służącą.

-Taaa, zatkaj twarz- powiedziała spokojnie Miyuki a my wybuchnęłyśmy śmiechem. Wendy machnęła włosami i poszła.

-Co za świnia- stwierdziła Rosie.

-No wiesz, kolor i tak się zgadza- odpowiedziałam.

Poszłyśmy na wychowawczą.

-Chciałabym wam coś ogłosić- powiedziała pani.- To jest nowa uczennica, bądźcie dla niej mili, proszę.

Do klasy weszła taka dziewczyna:

Ubrana w to:

-Alice?- zapytałam.

-Co?- wybełkotała pani.

-LIV!!!- nowa podbiegła do mnie i się przytuliłyśmy.

Tooo...wy się znacie?- wyjąkała nauczycielka.

-Tak! Jestem bratanicą żony kuzyna siostry cioci Liv!

-???

-Ech...moja ciocia ma siostrę...która ma kuzyna, który kiedyś poleciał i zamieszkał w Argentynie i został żonaty. I ta żona ma brata, który ma córkę, którą jest Alice.- powiedziałam.

-Czyli...wy chyba nie jesteście spokrewnione?- zapytała Rosie.

-Eee...nie wiem- odpowiedziała Alice.

Na przerwie sporo gadałyśmy, a ja przedstawiłam ją moim przyjaciółkom.

-To...ty jesteś z Argentyny?- zapytała Adel.

-Tak, jestem Alice Wright- uśmiechnęła się.- Kurde, czekajcie, zostawiłam majcę w szafce.

Podeszła do szfki, ale nagle stanęła przed nią Wendy.

-Ej, ty, nowa! Nie ukłoniłaś mi się jeszcze!

-???

-TO JA TU RZĄDZE!!!

-Taaak? Wiesz co?

-Co?

-SPIEPRZAJ- powiedziała Alice dobitnie a Wendy zdezorientowana się odsunęła.

-Już ją lubię- powiedziała Rosie.

Po lekcjach postanowiłyśmy pójść do Forever IceCream. 

-Jakiej lubicie słuchać muzyki?- zapytała Alice.

-Z Harrego Pottera- odpowiedziała od razu Mi.

-Ona ma fioła na jego punkcie- wyjaśniłam.

-Aha...

Potem jeszcze chwilę gadałyśmy aż w końcu poszłyśmy do domów.

************************************

INFO!!!

Przepraszam, że tak ciągle się przesuwam o kilka tygodni, ale jak w następnym rozdziale napiszę o urodzinach, to potem już zwolnie :D

Wasz Ania

20:58, budyn007
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 stycznia 2015

Spałam. Miałam sen, ze znowu jesteśmy razem z Jamesem. Ale nagle rozległ się dźwięk z skypa. Obudziłam się i zerknęłam na telefon. Okazało się, że to Rosie do mnie pisze.

SmutnyKwiatekxD : Hejo, śpisz jeszcze?

Przetarłam oczy i zaczęłam pisać.

Zimniok:3 : Teraz już nie :D

SmutnyKwiatekxD : he he... możemy dzisiaj do ciebie wpaść?

Zimniok:3 : No jasne,a  w ogóle kiedy zaczyna się szkoła?

SmutnyKwiatekxD : Nie wiem, chyba za około 2 dni. Będziesz już mogła iść?

Zimniok:3 : Myślę, że tak...

SmutnyKwiatekxD : Yay, dobra muszę kończyć, wpadniemy koło 12, pa!

Zimniok:3 : Pa pa pa :*

Odłożyłam telefon i przeciągnęłam się. I to był błąd bo skrzywiłam się z bólu.

-Cholerne żebra.

-Cześć, kochanie- zawołała mama wchodząc.- Przyniosłam śniadanie.

Dała mi to:

Dzięki- uśmiechnełłam się.

-Mamo? Dzisiaj odwiedzą mnie Rosie, Miyuki i Adel.

-Dobrze, nie ma sprawy, jak twoje...złamane miejsca?

-Nooo, ok.- zaczęłam jeść naleśniki a mama sobie poszła.

Była dopiero 10, więc włączyłam sobie Harry Potter i Więzień Azkabanu. Żarłam do tego popcorn. Kiedy film się skończył, otworzyły się drzwi i wlazły dziewczyny.

-Czeeeeeeeeeeeść!- zawołała Mi i wszystkie podbiegły do mojego łóżka.

-Hej...MOJE ŻEBRA!- wrzasnęłam kiedy mnie przytuliły. Rosie się zaśmiała.

-To czemu nie masz tylu bandaży, żebyś wyglądała jak mumia, byłoby śmieszniej.

-Taaaaaak.

Posiedziałyśmy chwilę, ale potem one już musiały iść. Żal mi było, że nie mogę się nigdzie przejść, no chyba że do kibla o niebieskich kulach stojących koło mojego łóżka. Szczerze mówiąc nudziłam się trochę. Już miałam włączyć jakiś kolejny film, ale rozległo się pukanie do drzwi.

-Hm?- zawołałam.

Do mojego pokoju wszedł James.

-Cześć, jak się czujesz?- zapytał siadając na łóżku.

-No, jakoś jest- na wspomnienie pocałunku się zarumieniłam.

-Chciałem ci dokończyć to, co mówiłem w kanionie, chociaż moze się domyślasz.

-Ja...nie wiem.

-Więc tak: mimo tych wszystkich zakrętów, które były w naszym życiu...chciałbym, żebyśmy byli znowu razem. Wiedz, że nawet jeśli nie byliśmy i tak nie przestawałem cię kochać.

-Ja też- powiedziałam.- I proszę, niech żaden Michael czy twoja jeszcze jedna eks nas nie rozdzieli.

Chłopak zbliżył się, odgarnął mi luźny kosmyk włosów z twarzy i mnie pocałował. Potem jeszcze obejrzeliśmy razem Avatar a ja siedziałam z głową opartą na jego ramieniu. Nigdy nie czułam się tak szczęśliwa.

17:28, budyn007
Link Dodaj komentarz »

Minęło kilka dni, w końcu nastał ostatni dzień zjazdu. Zebraliśmy się na stoku i pani powiedziała, ze możemy jeździć gdzi nam się podoba. Spróbowałam pojechać przez ten wielki kanion:

Jednak podczas jazdy do niego coś bardzo popsuło mu humor. Kayla zatrzymała Jamesa, kiedy zjeżdżał i zaczęła mu coś wyjaśniać. A potem go pocałowała w policzek, przytulili się i one gdzieś odjechała. Postanowiłam nie mysleć o tym i skręciłam w kanion.

Na początku wcale nie było źle, ale potem spostrzegłam, że gdzieniegdzie spod śniegu wystają kawałki muru i nawet skał. Zaklęłam. Nie mogłam się cofnąć. Postanowiłam jechać bardzo powoli ale strome zjazdy i wyskoki uniemożliwiały mi to. Nagle jedna narta zaczepiła mi się o wystającą żyłkę i straciłam równowagę. Noga mi się wygięła, leciałam coraz szybciej na ziemię, aż w końcu moja głowa uderzyła o kawałek skały i straciłam przytomność.

Obudziłam się chyba kilka godzin później, bo zapadał zmrok. Śnieg zaczął pruszyć, a mnie strasznie bolała noga. Nie mogłam wogóle nią ruszyć. Dotknęłam ręką skroni i też poczułam ból.

-Świetnie- mruknęłam.

Próbowałam się podnieść stając na jednaj nodze ale od razu się wywaliłam i krzyknęłam z bólu. Nie miałam najmniejszej szansy się z kimś skontaktować, zero zasięgu. Wpatrzyłam się w słońce znikające za horyzontem. Nagle coś usłyszałam. Jakby dźwięk nart...

-Liv, tu jesteś!- z krzaków wyłonił się lekko poobijany James- Wszyscy cię szukają...czemu leżysz?

Opowiedziałam mu, co mi się stało.

-Cud, ze przeżyłaś- powiedział cicho świdrując mnie spojrzeniem. Podszedł do mojego porozrzucanego sprzętu i odłożył go na jedno miejsce ze swoim.

-Dasz radę iść?

-Nie wiem...chyba nie.

Nagle coś zabrzęczało w jego kieszeni. Wyciągnął z niej krótkofalówkę. Odezwał się głos pani nauczycielki:

-I co?

-Jest, ale ranna. Jesteśmy w śnieżnym kanionie, na lewo od trasy przez las.

-Dobrze, kogoś tam wyślę, będzie za 15 minut, bez odbioru.- rozłączyła się.

Chłopak usiadł obok mnie.

Milaczał przez chwile.

-Kayla wyjeżdża. Dzisiaj mi to powiedziała a ty jak zwykle reagujesz tą swoją miną płatnego mordercy.

-Aaa...no tak. No tylko mi nie mów, że ty wogóle nie reagujesz jak jestem gdzieś z Michaelem.

-Ok, nie kłóćmy się. Może mi teraz nie uwierzysz, ale wcale nie chodziłem z Kaylą, to tylko ty tak myślałaś.

-Miałam ku temu powody.

-Ale wiesz...sporo nad tym myślałem i...miałem ci to powiedzieć już dawno, a Kayla była tu całe 2 tygodnie...bo wiesz...- usłyszeliśmy dźwięk jakiejś maszyny, na razie był odległy.

-Nie mam czasu ci tego wyjaśniać- powiedział i delikatnie obejmując mnie w talii pocałował mnie.

To było takie...romatyczne, chociaż James często mnie zaskakiwał podobnymi rzeczami. Ale dzisiaj było jeszcze w świetle księżyca i pruszącym śniegu...jak z bajki. Nagle coś się wyłoniło z drzew i oderwaliśmy się od siebie.

-TU JESTEŚCIE!!!- ze skutera śnieżnego wyskoczyła Adel, a za nią Oscar. Na szczęście, przez cimność nie zauważyła jak się jeszcze całowaliśmy. Podbiegła i mnie przytuliła.

-Nic ci nie jest? Wszystko ok?

-No nie, wszyscy robią teraz ze mnie jakąś ofiarę...Jezus Maria!- zawołałam, kiedy coś uniosło mnie w górę.

-No cześć- uśmiechnął się James.- Jesteś bardzo lekka.

-Mówisz to z grzeczności.

-Nie, naprawdę.

Dojechaliśmy wreszcie. Oczywiście pani nauczycielka rzucała jakieś mega troskliwe teksty ale w końcu zabrało mnie pogotowie. Okazało się, że złamałam 2 żebra, skręciłam nogę i miałam lekki wstrząs mózgu. Niestety mimo wypadku i tak musieliśmy jutro wracać, więc z samego rana cała poobijana i chodząca na kulach musiałam ze 4 godziny lecieć samolotem. O dziwo, minęło szybko i zanim się obejrzałam już leżałam w domu.

Pomyślałam, o tym wczorajszym pocałunku. Był taki jakby...bardziej prawdziwy. Czyli James chciał mi powiedzieć że...że jeszcze mnie kocha? Po tym wszystkim?

00:45, budyn007
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 stycznia 2015

Rano wstałyśmy dosyć późno, więc musiałyśmy się bardzo szybko zbierać. Ubrałyśmy się w ciepłe ciuchy i poszłyśmy na śniadanie do głównego domku, w którym były kwatery nauczycieli i sala jadalna, która miała kilka podłużnych, drewnianych stołów. Usiadłyśmy przy jednym z nich a pani zaczęła gadać.

-Dzieci, po śniadaniu macie godzinę na przygotowanie się na wyjazd na stok. Pojedziemy tam autokarem około 2 minut, macie się ciepło ubrać i nie zapomnijcie o swoim sprzęcie, a teraz jedzcie!- usiadła przy stoliku z jeszcze 1 nauczycielką.

-Ciekawe, jaki będzie stok- zastanawiała się Rosie- Mam nadzieje, że ostry.

-Nieeeee, jestem beznadziejna na naartaach- jęknęła Adel.

-To pojedziesz na krechę, a przy wyciągu cię jakoś złapiemy- zaoferowała Mi i wszystkie się roześmiałyśmy.

-Elo, karaluszki- podeszła do nas Wendy i wsparła rękę na biodrze- Mam lepszy swetruś od was, mam z Nowego Yorku!

Wyglądał tak:

-Jest obrzydliwy...- powiedziała z pogardą Mi.

-I jeszcze z Nowego Jorku- dorzuciłam mrużąc oczy.

Dziewczyny spojrzały na mnie pytająco.

-Nienawidzę go, on jest dosłownie WSZĘDZIE- wyjaśniłam a one zgodnie pokiwały głowami.

-Hah, nie znacie się- Barbie tradycyjnie chlasnęła Adel włosami po twarzy gwałtownie się obracając i poszła.

Wzruszyłyśmy ramionami i poszłyśmy się przygotować do wycieczki. Wzięłyśmy swoje narty, kijki i buty narciarskie i pojechaliśmy z resztą klasy na stok. Zaczęło się zakładanie tego wszystkiego. Ja miałam takie narty:

Rosie takie:

Mi takie:

A Adel takie:

Nim pani coś wogóle powiedziała, wszyscy zaczęliśmy zjeżdżać. Trasa była naprawdę długa, więc na wyciągu żeby zabić czas śpiewałyśmy z dziewczynami ,,Szła dzieweczka do laseczka''. Ludzie z dołu się na nas dziwnie patrzyli ale to nam nie przeszkadzało. Dotarłyśmy na szczyt i zaczęłyśmy zjeżdżać. Ja i Mi od razu zostawiłyśmy w tyle Adel a Rosie była tuż za nami. W pewnym momencie wjechałyśmy w las. Było tam mase zasp śnieżnych, dlatego parę razy podskoczyłyśmy naprawdę wysoko.

W końcu jednak widząc śnieżny kanion grożący zawaleniem w każdej chwili skręciłyśmy między drzewa i wyjechałyśmy znowu na otwarty stok.

-Gdzie wyście były?- zawołała z żalem Adel patrząc na 3 jadące do niej bałwany(mam na myśli, ze byłyśmy całe w śniegu xD)

-Tam było...zaje****ie- powiedziała Rosie- Chodźcie, idziemy jeszcze raz.

I tak minęło południe i popołudnie, aż w końcu pojechaliśmy znowu do domków. Po odpoczynku i wypiciu wielgachnego kubka gorącej czekolady, pani zarządziła kulig. Wyszliśmy na niego wieczorem. Sań było 3, wyglądały tak:

Potem jechaliśmy i śpiewaliśmy przy wielgachnym ognisku. Kulig skończył się, kiedy kilka chłopaków zaczęło wymyślać sprośne wierszyki ale i tak było super.

22:37, budyn007
Link Dodaj komentarz »

-Dzieciaki, mam dla was wspaniałą wiadomość!- zawołała pani Miceshon(czyt. Mikleszon)

-Heee?- po klasie przeszedł pomruk.

-Jedziemy na obóz zimowy!!!!

-What?! Teraz?!- krzyknęła Rosie.

-Mimo, że jest początek marca jedziemy...na Alaske!!!

-Ale tam jest cholernie zimno!- wrzasnęła Miyuki.

-JJak?- zapytała pani ze sztucznym uśmiechem.

-Eeee...y...ymmm bardzo.

-No, tak lepiej. Wyjeżdżamy za tydzień, dowidzenia.

Po lekcjach poszłyśmy z Rosie i Mi na łyżwy i gadałyśmy o obozie. Oczywiście moje koffane przyjaciółki musiały mnie non stop łapać, bo kompletnie nie umiem jeździć na łyżwach.

-Eee, masz może podwójny pokrowiec na narty?- zapytała mnie Rosie.

-Co...? No kurde!- po raz kolejny się wywaliłam.- Mam, ale jeszcze są kijki, nie mogę wziąść drugich nart.

-Ale kijki można wziąść w jakiś wielki worek...prooooszeeee- Rosie zrobiła minę pt. ,,Smutny Kwiatek''. Miyuki ze śmiechu się prawie wywaliła.

-Ehhh, no dobra- powiedziałam.

Minął tydzień, w końcu nastał dzień odlotu. Ubrałam się w to:

Wzięłam walizkę i rzeczy narciarskie i pojechałam z Mi na lotnisko. Potem spotkałyśmy reszte klasy, zaczęło się wielkie zamieszanie aż w końcu wsiedlismy. Lecieliśmy dosyć długo, w tym czasie ja, Mi, Rosie i Adel malowałyśmy sobie paznokcie w jakieś śnieżne wzory typu śnieżynki. Potem, w końcu dolecieliśmy i autokarem dojechaliśmy do naszych domków:

Ja miałam jeden z Rosie, Mi i Adel i byłyśmy z tego powodu bardzo szczęśliwe. Nasze paznokcie były takie:

Miyuki:

Ja:

Rosie:

Adel:

Potem poszłyśmy spać, bo jutro z samego rana miałyśmy jechać na narty.

19:05, budyn007
Link Dodaj komentarz »

-A co, jakbym ci powiedział, że chodzę z Kaylą?- zapytał znienacka James zachodząc mnie od tyłu, kiedy kasowałam bilet w autobusie.

-A co? A nic, daj mi spokój- odeszłam parę kroków i usiadłam. Po chwili jednak ciekawość dała górę.

-A chodzicie?

Chłopak zaśmiał się cicho. Uwielbiałam ten jego sposób śmiania się... Ogarnij się, powiedziałam sobie w myślach.

-No nie wiem. A przynajmniej ona na pewno chce tego.

-ZAUWAŻYŁAM.

-I wcale ci na mnie nie zależy?- zapytał z uśmiechem.

-Nie- mruknęłam obojętnie- To mój przystanek, cześć- wysiadłam szybko, żeby nie zobaczył mojej wkurzonej miny. Teraz bardzo żałowałam, że mu powiedziałam że mi na nim nie zależy. Bo oczywiście ciągle mmi się podobał i nie mogłam na to zaradzić.

Nazajutrz ubrałam się w to:

Przy szkole spotkałam Michaela.

-Cześć, idziesz dziś ze mną na randkę?

-Że..co?- zapytałam nieprzytomnie.

-Ze mną. Na randkę.

-No nie, znowu zaczynasz...

-Ej, to tylko takie przyjacielskie...chociaż w restauracji.

-Ech...no dobra.

-Ok, to do osiemnastej.

Podeszłam do dziewczyn mijając Jamesa rozmawiającego z Kaylą która non stop chichotała.

-Cześć, smutasie- powiedziała Miyuki.

-Hej...

-Zaraz majca, choźdcie!- zawołała Adel i wszystkie poszłyśmy do sali.

Po lekcjach była już 17 więc kupiłam coś szybko i poszłam się przygotować do randki. Miałam na sobie to: bez tych...podkolanówek ?XD

Uczesałam się tak:

Zrobiłam taki makijaż:

  

O 18 przyszedł Michael.

-Bardzo ładnie wyglądasz.

-Dzięki.

Poszliśmy do restauracji ,,Profitelle di lemono''.

-O, włoska?

-A źle?

-Nie, spoko.

Usiedliśmy przy stoliku i zaczęliśmy zamawiać. Potem sporo gadaliśmy. Nagle kątem oka coś dostrzegłam. Przy sąsiednim stoliku siedzieli Kayla i James. Kayla miała na sobie to:

Ta sukienka ledwie zakrywała jej tyłek, a jak już siedziała... Nie mogłam się powstrzymać od cichego śmiechu. Chyba to usłyszała.

-Jamie, może przesiądziemy się do nich, będzie podwójna randka...

-Mówiłem, nie mów na mnie Jamie...CO?! Liv?!

-Nooo, jak widać.

-No nie, najpierw ci się podobam, potem nie, potem ciągle jesteś zazdrosna a teraz se kurde z tym debilem siedzisz na randce!

-I co? Ty jesteś ze swoją Kaylusią a Michael mnie tylko zaprosił!

-Czy ty nie wiesz, że chodzi mu o COŚ WIĘCEJ?!

-A nawet jeśli to chyba moja sprawa, sam mi powiedziałeś, żebym się nie wtrącała!

-To coś innego!

-Tak? Ja tu nie widze żadnej różnicy! Nie mam ochoty z tobą gadać!- wyszłam i z furią tzrasnęłam drzwiami.

-Mam go dość, do jasnej cholery i ciągle mi się podoba, kurde!- mówiłam do siebie. Wróciłam do domu i od razu poszłam spać, nie chciałam więcej o nim mysleć.

17:02, budyn007
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6