RSS
środa, 07 stycznia 2015

Wpadłam do domu jak burza.

-Co się stało, skarbie?- zapytała mama, właśnie robiąc obiad.

-James...ma dziewczyne!- pobiegłam do mojego pokoju. Tyle czekałam, tyle wytrzymałam, żeby wreszcie się z nim spotkać! Kiedy przy moim odlocie do Norwegii, wyznał mi że znowu chce ze mną być, czekałam zeby po powrocie to zrobić. Ale Nie! Bo on, KU*** teraz musiał sobie znaleźć inną!

Rzuciłam poduszkami, po kolei i usiadłam na łóżku. Tak bardzo tęskniłam za Kanadą... A teraz, jak juz przyleciałam, od razu ktoś musiał mi złamać serce. I jeszcze z nią nie zerwał, jak się wyprowadzał... I zaczął ze mną chodzić, mając dziewczynę...

-Jak. On. MÓGŁ!?- ponownie rzuciłam którąś z poduszek. Spojrzałam na naszyjnik od niego i się rozpłakałam. To każde jego wyznanie, każda randka i pocałunek... wszystko było fałszywe, bo on chodził równocześnie ze mną i...z...nooo, jak jej tam... KAYLĄ. I jeszcze to pieprzone Black+White= <3! To było już chore.

-Liv, obiad!- zawołała mama.

-Nie chcę!- odkrzyknęłam. Postanowiłam się przejść... a, nie... jeszcze gdzieś go spotkam. W takim razie poszłam po prostu spać.

O 1 w nocy jednak się obudziłam. Nie mogłam dalej spać, zastanawiałam się, jak silnym uczuciem James darzy tą całą pos**ną Kaylę. W końcu jednak nastała 6: 30 więc wstałam i ubrałam się w to:

Wyszłam dosyć wcześnie zgarniając po drodze naleśnika. Kiedy dotarłam do szkoły zobaczyłam na liście przyjętych... KAYLĘ WHITE. Pieprzona d****a.

-Liv? Musimy porpamwiać- odezwał się głos Jamesa obok mnie.

-Nie mam o czym z tobą gadać- powiedziałam w miarę obojętnie idąc do szafek.

-Właśnie ze masz. Chciałem to wyjaśnić.

-Chodziłeś z 2 dziewczynami naraz.

-Nieprawda! Ja z nią zerwałem, bo wiedziałem, ze już nie wrócę do Anglii!

-Jakoś od niej takiej wersji nie...- z mojej szafki wypadły jakieś zdjęcia. Podniosłam je i łzy znowu pociekły mi po twarzy. Widniałam na nich ja i James w naszym sekretnym miejscu.

-Jednak nadal coś do mnie czujesz- powiedział chłopak.

-I co z tego?! To juz nie ma najmniejszego znaczenia!

-Zdziwisz się, bo dla mnie ma!

-Co się dzieje?- podeszła do nas Kayla.- Cześć, kochanie- zwróciła się do Jamesa.

Tego miałam juz dość.

-A bądźcie sobie, k***a razem! Wiesz co?!- zapytałam Jamesa.- Wcale mi na tobie nie zależy, wasze czarno- białe więzy miłości zostaną nietknięte!

-Przestań myśleć, że coś do niej czuje!- krzyknął James.

Nagle Kayla zaczęła głośno szlochać.

-Jak to? A ja myślałam, ze jesteśmy sobie przeznaczeni!

-Ej, no weź, nie płacz...- powiedział niepewnie chłopak.

Zamknęłam moją szafkę z hukiem i odbiegłam od nich. Po lekcjach poszłam z Rosie, Mi i Adel na gorącą czekoladę. Wszystkie bardzo mi współczuły.

Przez kilka kolejnych dni starałam się nie spotykać nigdzie z Jamesem, ale oczywiście kiedyś to musiało nadejść. Szłam akurat na przystanek.

-Uwierzysz mi w końcu?- zapytał James nadbiegając.

-Nie wiem.

-Czekaj, najpierw ci na mnie nie zależy, a teraz jesteś zazdrosna, bo przyjechała przyjaciółka...

-NIE ŻADNA PRZYJACIÓŁKA< TYLKO TWOJA DZIEWCZYNA!!! Przestań sprawiać, ze jeszcze bardziej cierpię i bądź se z nią do cholery ciężkiej! Najlepiej będzie, jeśli przestaniemy się wogóle kolegować!- odbiegłam. Ze złością stwierdziłam, ze nie będę teraz ryczeć. Nie wiedziałam, że James nadal stoi na tym samym przystanku i patrzy się gdzieś ze smutkiem.

23:04, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 stycznia 2015

-Muhahahahahahahahaaaa, dzisiaj wyjeżdżam!!!!!!!!!- zawołałam wstając z łóżka. Spojrzałam na już spakowane walizki. Momyślałam jedno: NARESZCIE!

Właśnie w tym momencie wpadły do mojego pokoju 2 mini barbie i zbiły mi szklaną figurkę. Roześmiałam się, bo kupiłam ją dla zmyły.

-HAHAHA, debilki!!! Coś się wam nie udało!!!

Rozbeczały się i zbiegły na dół a ja

Ubrałam się w to:

I zżerając po drodze norweską pralinkę też zeszłam na dół taszcząc walizki. Nagle...przypomniała mi się scena kiedy robiłam to samo we wrześniu...w moim starym domu w Norwegii.

-Wyjeżdżam, JEJ!!!!- krzknęłam jeszcze raz i dobiegłam pozostałe stopnie.

-Zaśnieżone...- westchnęła mama.- Samoloty nie wystartują...

-CO???????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-A tak...

-NIE!!! Ide ich namówić, tych pieprzonych lotników!!!!!

-Nie! - mama roześmiała się- To był żart!

-No wiesz co...- byliśmy na polu, więc rzuciłam w nią śnieżką. Po chwili jednak wpadłam w jedną z zasp po pas. Mama znowu się roześmiała.

-Może już jedźmy...

Całą drogę do Kanady wypatrywałam przez okno. Po 8,5 godzinach lotu wreszcie wylądowaliśmy!

-Śnieg topnieje...- wyjąkałam patrząc na kanadyjskie pola. Wtem coś mnie złapało i przytuliło. To była...Rosie!

A zaraz po niej Miyuki i Adel!!! Potem nadbiegła reszta grupy powitalnej, czyli jeszcze kilka osób z klasy i nasi dziadkowie. A potem...

-Liv!- zawołał James podbiegając do mnie a ja go przytuliłam.

-Dziękuję za prezent na Walentynki...

-Nie ma sprawy.

PPoszliśmy się przejść. Dotarliśmy do naszego sekretnego miejsca, teraz już nieośnieżonego. Potem, kiedy poszliśmy nadal gadając nad jezioro, zobaczyliśmy kafejkę.

-Eee...powiedzmy, że przyjmujesz moje zaproszenie- powiedział James.

Weszliśmy. Wypiliśmy po kawie i już wychodziliśmy, kiedy nagle James zderzył się z jakąś dziewczyną mniej więcej w moim wieku:

-Oj, przepraszam...- wyjąkała ale nagle szeroko otworzyła oczy- James!?

-Co... KAYLA?!

-JAMES! Tak dawno cię nie widziałam!!!- rzuciła się na niego a on odwzajemnił uścisk.

-Ekhem- odchrząknęłam poirytowana.

-Ah tak, Liv, poznaj Kaylę White ,moją eks.

-Eks? Nie pamiętam, żebym z tobą zrywała, kochanie...

-Ale...nooo...na lotnisku...

-Ale...

Nie słuchałam ich. James miał dziewczynę w Anglii...

-A pamiętasz może: Black and White? Jak mi to wyznałeś...

-EEE...

-Nasze wspólne spacery...tego nie da się zapomnieć...

-To może ja was zostawię, gołąbeczki- prychnęłam i poszłam.

-Ale...Liv!- zawołał James. Łzy pociekły mi po twarzy i pobiegłam do domu.

 

20:33, budyn007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 stycznia 2015

Z Michaelem spędziłam dwa tygodnie, dzięki którym mogłam odpocząć. W kopńcu jednak musiał wylatywać, a ja musiałam zostać w Norwegii jeszcze 2 miesiące. W dzień jego odlotu ubrałam się w to:

I poszłam z nim na lotnisko. W pewnym momencie zrobił bardzo dziwną minę.

-Wiem, ze ty tego nie czujesz i wiem, ze tego nie chcerz ale nie chcę żebyś mnie zapomniała, że tu byłem. Uwierz, że dobrze życzę tobie i Jamesowi...

-My nie jesteśmy razem.

-A... no, tak.

-Noooo, to cześć- nim zdążyłam zareagować pocałował mnie szybko i wskoczył do samolotu.

-Świnia!- parsknęłam za nim ale on się tylko roześmiał.

Minęło kilka tygodni, moje kuzynki wkurzały mnie nieustannie. Ale za to, został jeszcze tylko miesiąc do powrotu. Lee i Clarie już urządzili się w nowym domu:

Był mały, ale bardzo przytulny. Znaleźli też pracę, brakowało tylko dopłacenia wszystkich rachunków. W poniedziałek były Walentynki.Zdziwiłam się, jak dostałam kilka paczek z Kanady. Jedna była oczywiście od Michaela:

A druga od... Jamesa! Było w niej to:

Od razu poczułam, ze jeszcze bardziej za nim tęsknię. Ale na szczęście, już niedługo miałam do niego wrócić.

13:39, budyn007
Link Dodaj komentarz »

-Co ty tu robisz?!- zawołałam do Michaela. Roześmiał się i mnie przytulił. Odepchnęłam go lekko.

-Przyjechałem do ciebie bo wiem, że za nami bardzo tęsknisz. Mój tata ma duże wpływy w szkole i tylko ja zdołałem się urwać na około 2 tygodnie. Masz od wszystkich pozdrowienia, cieszysz się?

-Eee...- trochę mnie to zszokowało.- Nooo... fajnie. Ale gdzie ty będziesz mieszkał?

-W hotelu niedaleko ciebie. No ale mów: jak tam ci się tu żyje?- zaczął ze mną iść w stronę przystanku.

-Strasznie- podsumowałam minione tygodnie.

Jeszcze bardzo długo rozmawialiśmy, w sumie zaczynałam go nawet trochę lubić. A przynajmniej go nie nienawidziłam

TYM CZASEM W KANADZIE

-Gdzie jest mój eyeliner!?- wrzeszczała Adel biegając do domu.

-Nie wiem!- Miyuki pomagała jej się przygotować do randki z Oscarem. Adel miała na sobie to:

Taką fryzurę:

Makijaż czarny, usta kremowe i takie paznokcie:

-Spodoba mu się?- jęknęła.

Miyuki wywróciła oczami.

-Oczywiście, że tak, idź już.

Założyła szybko czarny płaszcz i wyszła. Oscar zaprosił ją do kina na Hobbita. Bardzo lubiła ten film, ale chciała raczej spędzić czas z jej chłopakiem a nie oglądać.

-Cześć- pocałował ją gdy przyszła.- Po filmie chciałbym cię gdzieś zaprosić.

(po seansie)

-Gdzie idziemy?

-Zobaczysz...

Przed wejściem, czekały na nich białe sanie z białymi reniferami.

-Jakie piękne!- zawołała.

-Miałem nadzieje, że lubisz takie podróże.

Renifery ruszyły a wokół nich wzbił się tuman śniegu. Było jak w bajce, całą drogę, w śniegu były ukryte złote lampki. Kiedy dojechali, Adel zobaczyła jakby lodową platformę pośród drzew. Weszli na nią i się pocałowali.

-Jesteś cudowny- powiedziała.

Potem wrócili.

ZNOWU W NORWEGII

Ku mojemu zażenowaniu, zaczynałam lubić Michaela. W sumie bardzo fajnie, ze przyjechał bo mogłam choć przez chwilę odpocząć od kuzynek i szkoły. Próbowałam go też umówić z Idą, ale chyba nie wydawał się zainteresowany.

-Robisz to, żebym się od ciebie odczepił?- zapytał za smutkiem.

-Nie! Bardzo fajnie, ze przyjechałeś, ale ta moja koleżanka tylko chce cię poznać.

Uniósł brew.

-Nie zamierzam się z tobą kłócić.- powiedziałam.

-Oh, jaka nowość- zakpił.- Dawniej było inaczej.

-Teraz zaczynasz...- nie zdążyłam dokończyć, kiedy pacnął mnie śnieżką. Zaczęliśmy się nawzajem obrzucać, dostrzegłam ze jest na serio fajny.

Zaklęłam, kiedy sobie uświadomiłam, że naprawdę go lubię.

 

13:02, budyn007
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 stycznia 2015

Przez kilka kolejnych dni straciłam już zegarek i ładowarkę do telefonu. Dodatkowo zniknęły mi 3 czekolady i 5 batoników. Codziennie rodzice znikali na kilka godzin a ciocia siedziała tyle samo nad kompem. Było... beznadziejnie. Linn i Kari wykorzystywały każdą możliwą okazję, żeby mi coś zniszczyć albo mnie upoko0rzyć a ja im ku*** gotowałam obiadki!

Pewnego dnia wstałam o trochę późniejszej porze. Dźwięki dochodzące z kuchni były dość... niepokojące.

-Kurde, znowu one- burknęłam, włożyłam ciepłe kapcie i zbiegłam na dół.

-Co wy do cholery robicie?!- krzyknęłam kiedy zobaczyłam walające się po podłodze szklanki z mlekiem, jakąś kremową breję na blacie i czarne, pokruszone grzanki z masłem oblepiające sufit.

-MAMOOOO!!!!!- wrzasnęła Linn i obie z Kari uciekły.

-CO SIĘ TUTAJ DZIEJE????!!!!!!- zawołała ciocia Heidi wchodząc do kuchni i zastając bałagan z mną samą na srodku.- Liv!!! Ty to zrobiłaś?!

-Oczywiście że nie- parsknęłam.- To twoje córeczki.

-Moje kochane córeczki?! Moje małe księżniczki?! One przecież są jak aniołeczki! Poza tym jeszcze śpią, to nieładnie zwalać winę na innych, myslałam że z tego wyrosłaś!

-K***A! Nikt mi nie wierzy! Mam tego dość! Wychodzę!- szybko wbiegłam na górę, ubrałam się w to:

I wybiegłam z domu trzaskając drzwiami. Zamówiłam szybką taksówkę do miasta.

-Dzięki za podwózkę, ile płacę?- zapytałam kierowcę, nieświadomie mówiąc do niego z przyzwyczajenia po angielsku.

-Przepraszam, co?

-A! No tak!- nadal się na mnie dziwnie patrzył kiedy już mówiłam po norwesku.

-Dziwny facet- mruknęłam brodząc w głębokim śniegu. Popatrzyłam w niebo i zaklęłam. Noc. Noc i znowu ta pieprzona noc. Minął dopiero tydzień a ja już bardzo tęskniłam za wszystkim związanym z Kanadą.

Bluebell była non stop męczona przez moje kuzynki więc prawie nie wychodziła z mojego pokoju. Rozejrzałam się. Styl Norwegii... wszędzie tylko wzorzyste spodnie i grube sweterki. Szczerze mówiąc fajnie było zobaczyć znowu swój ojczystyty kraj ale w dzień jest lepiej!

Kiedy wróciłam do domu mama oznajmiła mi, że jutro zaczynam naukę w nowej szkole. Będę do niej chodziła przez cały nasz pobyt tutaj. W sumie szkoła to była jedyna ucieczka od mojich kuzyneczek i ubustwiającej ich cioci.

Nazajutrz ubrałam się w to:

Tylko zamiast tych butów włożyłam czarne śniegowce z powodu metru śniegu a dość długiej drogi na przystanek. Kiedy dotarłam do szkoły zauważyłam moją starą przyjaciółkę z podstawówki.

-Liv!- zawołała podbiegając do mnie.

-Ida?- zapytałam.

-Tak! A, no przecież ty niewiesz, w okularach wyglądam inaczej- zdjęła szkła i mnie przytuliła.- Skąd tu się wzięłaś?

-Przyjechałam na 3 miesiące, będę chodziła tu do szkoły.

-Super!!!

-Taaaaak, poza tym że mieszkam u moich kochaniutkich kuzyneczek.

-Ouuu, współczucie. A wiesz że był tu taki jeden króry się o ciebie pytał czy tu chodzisz?

-WHAT?!

-Nooo, taki wysoki, ma jasno- brązowe włosy, niebieskie oczy...

-Nie...

-Tak.

-Nie!

-Tak!

-NIEEEEEEEE!

-Znasz go?!

-TAK! Aż za dobrze!

-To twój chłopak?

-NIE!

-Ok, nie wkurzaj się tak... A zapoznasz mnie z nim?

-Powiem ci jedno: z największą przyjemnością, odwali się wreszcie ode mnie.

-Jej!

Po lekcjach kiedy szłam na przystanek nie zauważyłam że z jednego z okien ktoś wylał wodę i na chodniku zrobił się lód. Akurat wgapiałam gały w telefon więc oczywiście jak to ja, musiałam wyryć. Ale za nim jeszcze walnęłam w ziemię OCZYWIŚCIE ktoś mnie złapał. Nawet wiedziałam kto.

-Cześć, piękna- usłyszałam głos nad uchem.

23:09, budyn007
Link Dodaj komentarz »

-Ale... my przecież nie jesteśmy... razem- wyjąkałam.

-Wiem, ale przemyślałem to dokładnie i... wiesz, zauważyłem, że Michael już tak do ciebie nie zarywa więc może...

-James, wyjeżdżam na 3 miesiące. Przeżyjesz tak długie rozstanie? Czy mozesz być w związku na odległość?

-Ja...- zwiesił głowę.- Masz rację.

-Pamiętaj, że nadal cię kocham- zapewniłam go.

-Ja ciebie też... uważaj na siebie.- pocałował mnie w policzek i odszedł a ja podbiegłam do dziewczyn.

-Będę... BĘDĘ TĘSKNIĆ!- rozbeczałam się na miejscu.

-MY TEŻ!!!- one też się rozbeczały i chwilę później wszystkie się przytulałyśmy.

-To dla ciebie- powiedziała Rosie wręczając mi pudełko.- Jesteś super najką.

Dała mi to:

-Ooo, dziękuję- ponownie ją przytuliłam.

-LIV! jedziemy!- zawołała tata.

Spojrzałam jeszcze raz na moje kochane przyjaciółki i z wielkim żalem w sercu wsiadłam do samolotu. Kiedy startowaliśmy ostatni raz spojrzałam na ośnieżone pola Kanady. Kiedy tu wrócę, nie będzie już tak samo, pomyślałam. Bluebell wychyliła główkę z mojej torby. Tylko ona jedna i naszyjnik best friends pochodziły z Kanady. Starając się nie myśleć co się zmieni jak wrócę, zapadłam w sen, bo czekało nas 8 godzin lecenia.

-Lądujemy, zapnij pasy- powiedziała mama budząc mnie.

Wyjrzałam za okno. Zamiast łagodnych pól i lasów Kanady(i przede wszystkim słońca) zobaczyłam księżyc i ponad metr śniegu pod nami. Dosłownie: dzień zamienił sie w kompletną noc. Wysiedliśmy z samolotu i po odebraniu walizek zamówiliśmy taksówkę do domu cioci. Lee i Clarie na razie wynajmowali mieszkanie 2 osobowe ale kiedy znajdą pracę spróbują jakieś kupić. Dojechaliśmy. Dom cioci wyglądał tak:

-Śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg...- mruknęłam kiedy moja noga zagłębiła się po połowę uda w białym puchu.

Kiedy rodzice zadzwonili otworzyła nam ciocia. Ciocia Heidi wyglądała tak:

-Ohhhhh Liv, jak ty wyrosłaś!- zawołała do mnie cmokając mnie w policzek. Skrzywiłam się trochę.

-Taaa, cześć ciociu- burknełam.

-Kari!!!! Linn!!!!!- ciocia wrzasnęła a 2 różowe plamy zbiegły po schodach kiedy weszliśmy do pokoju.

Wiecie jak Kari wyglądała z poprzednich wpisów więc podam jej ciuchy tylko:

     

Linn miała takie same buty ale inną sukienkę:

Powstrzymałam odruch wymiotny.

-Dziewczynki, przywitajcie się- syknęła ciocia.

-NIE!!!!- wrzasnęła Kari.

-Ale czemu, kochanie?

-Bo nie pozwoliłaś mi włożyć mojego stroju wróżki!

-A mi mojego stroju księżniczki- wydarła się Linn.

Wzinosłam oczy ku niebu.

-Eee... wujek Mark wróci za godzinę- uśmiechnęła się Heidi.- Chodź Livi, pokażę ci twój pokój.

-Jest MEGA brzydki- zachichotała Kari a Linn parskneła śmiechem.

Tak naprawdę był bardzo ładny, taki:

-Fajny, dzięki ciociu- powiedziałam i rzuciłam walizki na łóżko kiedy kobieta poszła. Położyłam się i weszłam na fejsa na laptopie (na szczęście było WiFi). Poczatowałam chwilę z Rosie a potem postanowiłam sprawdzić, czy jest tu coś do jedzenia poza różowymi cukierkami. Kiedy zeszłam na dół rodzice zaczynali mi juz wyjaśniać jak tu będzie wszystko wyglądać.

-My z ojcem będziemy cześto zajęci i będziemy wyjeżdżać. Ciocia i wujek też zaoferowali małą pomoc więc nie ma się kto zając dziewczynkami... ty to zrobisz.

-NIE!!!!

-Żadnych dyskusji. Za tydzień rozpoczynasz naukę w niedalekiej szkole.

Już pomyślałam że zadam sobie tyle zajęć dodatkowych, że będę wracać do domu późno w nocy ale...

-I nie myśl sobie że będziesz łazić na jakieś łyżwy czy narty, będziesz miała duzo pracy: lekcje, gotowanie obiadu i kolacji oraz zajmowanie się dziewczynkami. To tyle.

-Jesteście bezduszni- powiedziałam.

-Nie ma innego wyboru. Bardzo cię potrzebujemy, Liv.

-Okeeeeeej.

Po tej rozmowie poszłam pozwiedzać dom. Przechodząc koło pokoju kuzynek usłyszałam ich rozmowę.

-Oj popamięta ten pobyt tutaj- powiedziała Linn swoim cieniutkim głosikiem.

-Taaaak, zrobimy jej piekło- powiedziała Kari swoim jeszcze cieńszym głosikiem.

-Słyszałam- powiedziałam ze znudzeniem wchodząc.

-JAK ŚMIESZ NAS PODSŁUCHIWAĆ????!!!!!!!- wrzasnęła cieniutko Kari.

-Nie obchodzi mnie to.

-Ale my mamy ładniejszy pokój od ciebie- powiedziała Linn wywieszając język.

Omiotłam wzrokiem pomieszczenie:

-Jest obrzydliwy- powiedziałam słodziutko.

-AAAAAAAAA!!!!!!! NIE!!!!!!- Kari pobiegła do mojego.

-Wracaj debilko!- kiedy wleciałam zobaczyłam jak mój cenny naszyjnik jeszcze od Jamesa upada na podłogę i zamienia się w proch.

-TY IDIOTKO!!!!

Ale ona tylko uśmiechneła i wylewając jeszcze na mnie wodę z wazonu(i rozbijając sam wazon) pobiegła z powrotem. Przybiła z Linn piątkę i znowu zaczęły szeptać. Podeszłam do rozbitego naszyjnika i zaczęłam go sprzątać. Był dla mnie bardzo cenny, srebrny z błękitnym oczkiem w środku. Potem zaczęłam sprzątać wazon.

-Może ja popamiętam ten pobyt u nich- wycedziłam do siebie- Ale tylko wtedy jak jedna po drugiej wylecą przez okno i rozbiją sobie te ich różowe łby.

19:10, budyn007
Link Dodaj komentarz »
środa, 31 grudnia 2014

Nie mogłam wydusić ani słowa. Nie mogę wracać do Norwegii, teraz tu jest moje życie! W koncu się zreflektowałam.

-Nigdzie nie jadę- oznajmiłam rodzicom.- Nie ma mowy.

-Nie przyjmujemy odmowy. Wylatujemy za tydzień.

-Ale. Ja. NIE JADĘ!

-Nie jesteś jeszcze dorosła- powiedziała mama surowo- Oddajemy ten dom na wynajem.

-To zamieszkam u Rosie.

-Nie ma mowy. Nie będziesz się narzucać Vergesom dopóki nie ukończysz 18 lat. Trudno, jedziesz i koniec.

-Nie.

-Nie będziesz się teraz buntować, daję ci czas do przemyślenia.- i wyszła.

Uśmiechnęłam się złowieszczo i szybko przebrałam się z pizamy w to:

Szybko spakowałam rzeczy na kilka dni. Byłam pewna, że Rosie mnie przyjmie, już wielokrotnie mnie zapraszała. Zeszłam szybko po schodach na dół.

-Co ty robisz?!- zapytała tata.

-Skoro wy sobie jedziecie, to ja się wyprowadzam- powiedziałam krótko i nie obracając się, wyszłam.

Szłam  kilka minut, aż w końcu dotarłam do domu Rosie. Zapukałam.

-Kto... LIV???- Rosie otworzyła mi w piżamie.

-Eee... długa historia... mogę wejsć?

Moja najka natychmiast się ożywiła.

-Jasne! Właź, zrobie gorącą czekoladę.

Gdy już siedziałyśmy w jej pokoju opowiedziałam jej o moim buncie przeciw wyjazdowi.

-Zrobiłabym tak samo- powiedziała.- Lubię Francję, ale nie muszę tam wracać.

-No cóż, ja nie miałam wcześniej tyle szczęścia bo mam dzień i noc polarną w Norwegii. Nie nawidzę, jak ciągle jest noc a teraz tak właśnie jest. Boję się, ze rodzice się nie ugną i prędzej czy później mnie stąd zabiorą.

-Nie chcę żebyś jechała...

-Ja też nie.

-Heh... no, ale na razie oglądnijmy jakiś horror, w szafce mam 2 paczki popcornu.

Obejrzałyśmy Naznaczony. Potem masę gadałyśmy aż w końcu zasnęłyśmy. U Rosie spędziłam kilka dni, rodzice jak na razie nie dzwonili, za to ja spróbowałam się po cichu spotkać z Lee, żeby jakoś to wyjaśnić. Zrozumiał, o co mi chodzi i jutro mieliśmy się spotkać w parku. Ubrałam się w to:

I poszłam.

-Hej- powitał mnie mój brat.

-Hej, jak w końcu z tym twoim wyjazdem?

-Słuchaj, chcielismy się z Clarie pobrać w Kanadzie, bo tu było o wiele cieplej, ale to był też równocześnie nasz miesiąc miodowy, a raczej 3 miesiące. Chcemy już zamieszkać na granicy Finlandii i Norwegii, naszych państw. Twoi rodzice się uparlii, że nam pomogą się ustatkować, nie chcdemy robić wam problemu ale dużo by to dało.

-Ech... ale przecież nie musimy się przeprowadzać na zawsze! Przecież możemy wam pomóc ale potem dacie radę!

-Próbowałem im to wyjaśnić, ale nasz tata juz zorganizował kupca do waszego domu.

-Nieee... mój pokój... nasz ogród...

-Uwierz, próbowałem.

Myslałam przez chwilę ale nagle wpadłam na pomysł. Pociągnęłam brata za sobą.

-To teraz przekonamy go razem!

-Nie jestem pewien...

-TATO!!!- krzyknełam wchodząc do domu.

-No teraz mi się pojawiasz?!

-Nie mamy czasu na kłótnie. Przepraszam za to, co powiedziałam ale musisz odwołać kupca.

-Niby dlaczego?

-Bo nie musicie jechać do norwegii na zawsze- powiedział Lee.- Możecie nam pomóc przez... powiedzmy, miesiąc.

-To za mało, kochanie- powiedziała mama.- Pamiętaj, ze nikt inny nie moze wam pomóc, twojej mamy... twojej mamy przecież już nie ma.

Lee umilkł na chwilę. Poprzednia żona Krystiana Erikssona zmarła na białaczkę jak Lee miał 20 lat.

-Trudno- powiedział.- Damy radę, Clarie już stara się o pracę architekta, jest naprawdę niezła. Poza tym, jej rodzice spróbują nam załatwić mieszkanie, jeśli znajdą kupca, o tej porze roku jest ciężko.

Tata zamyślił się.

-W takim razie... 3 miesiące. Zamieszkamy u ciotki Heidi.

-NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- wrzasnełam.

Ciotka Heidi była to matka... zgadnijcie kogo. MOICH DROGICH KUZYNEK!

-Jaki problem?- zapytała mama.- Mają wielki dom, kilka pokoi gościnnych więc nawet będziesz miała osobną sypialnię. Będziesz także chodzić do szkoły w Norwegii przez ten czas.

-Jeszcze większe NIE!

-Bez dyskusji. Ciesz się, ze nie jedziemy na pół roku.

-Ale tu się wszystko zmieni jak wrócimy!

-Nasza wina?

-UGHHH- warknełam i poszłam do Rosie po moje rzeczy.

-I jak?- zapytała.

-Jadę do tej pieprzonej Norwegii zgadnij na ile!

-Eee... miesiąc?

-Trzy miesiące! Trzy miesiące mam spędzić w kompletnej ciemności. Nienawidzę tego kraju.

-To... moze te ostatnie dni spędzimy w czwórkę. Z miyuki i Adel.

-Niech będzie. będę za wami strasznie tęsknić.

-My za tobą też.

Te właśnie kilka dni spędziłyśmy bardzo fajnie. W końcu jednak musieliśmy się przygotować do drogi. Załatwiliśmy kogoś kto popilnuje naszego domu przez 3 miesiące.

-Blubell zostaje- powiedziała mama.

-Niby dlaczego?

-Nie zniesie lotu.

-Będę ją miała przy sobie, da radę- nie czekałam aż znowu mama mi czegoś zakaże. Ostatnio moje stosunki z rodzicami były dość napięte, z wiadomo jakiego powodu. W końcu, 8 stycznia mieliśmy samolot. Spakowałam moją walizkę( nooo, 3 walizki) wyglądające tak:

Ubrałam się w to:

Pojechaliśmy na lotnisko. Czekała tam na nas cała grupa pożegnalna. Kiedy już miałam podejść do moich przyjaciół, ktoś zawołał.

-Liiiiiv! Czekaj!

Odwróciłam się. Podbiegł do mnie James.

- Niewiem, jak tu będzie kiedy przylecisz w marcu, ale chciałem cię jakoś pożegnać biorąc pod uwagę to co jeszcze do ciebie czuję- powiedział odchodząc ze mną na bok.

-Ale jak to...

Nie zdążyłam dokończyć, a on mnie pocałował.

18:57, budyn007
Link Komentarze (1) »
wtorek, 30 grudnia 2014

Kilka następnych dni upłynęło mi całkiem OK. 3 dni po Nowym Roku spotkałam Michaela na przystankuy. Podszedł do mnie niepewnie.

-Hej, przepraszam cię za to co ci robiłem przez ostatnie kilka miesięcy. Byłem naprawdę paskudny wobaec ciebie i twojego eks. Sory.- wyciągnął rękę.

Ale ja nie zamierzałam tak łatwo odpuścić.

-Przecież się cieszysz, ze nie jesteśmy już razem.

-Słuchaj, ja naprawdę cię kocham, więc nie chcę, zebyś cierpiała. Jest Nowy Rok, zakończyliśmy tamten pokłóceni, więc w tym nowym się pogódźmy. Przecież nic od ciebie nie chcę.

-Ok, tylko pamiętaj, ze nadal ci nie ufam i wątpię, czy ci wogóle jakoś zaufam.

-Oj zaufasz, zaufasz, na pewno- odpowiedział.- To skoro juz jesteśmy przyjaciółmi...

-ZNAJOMYMI- poprawiłam go z naciskiem.

-Yyy... no właśnie, to dasz się zaprosić na kawę.

-Kurdę ok, ale nie robie tego dla ciebie!

-Spoko- uśmiechnał się tryumfalnie i poszliśmy do ,,Forever IceCream''

-Mam tu dla ciebie takie coś- powiedziała chłopak, gdy już wyszli z kawiarni.

-Co?

Wręczył mi takie małe, turkusowe pudełko ze złotą tasiemką. W środku było to:

-Bardzo... ładne- powiedziałam ze zdziwieniem.

-Kiedy je zobaczyłem od razu pomyślałem o tobie...

-Zamknij się.

-Przepraszam.

Odprowadził mnie do domu.Jaki on był... dziwny. Położyłam się do łóżka z tym:

I zaczęłam rozmyślać. To jasne, że nadal mnie podrywał. Nagle na kolana wskoczyła mi Blubell.

-Cześć, słodziaku- podrapałam ją za uchem.

-Liv, musimy ci coś powiedzieć- ni stąd, ni zowąd do mojego pokoju weszli rodzice.

-Co? O co chodzi?

-Lee i Clarie wracają z powrotem do Norwegii. Nie wiadomo, czy nie musimy im pomóc znaleźć mieszkanie, pracę i dobrą firmę.

-CO?! Ale... co macie na myśli?!

Mama westchnęła.

-To, ze lecimy z powrotem do Norwegii, wyprowadzamy się stąd.

23:39, budyn007
Link Dodaj komentarz »

W 2 dzień Bożego Narodzenia siedziałam rano nad kompem. Czatowałam na skypie z Adel, kiedy nagle Miyuki i Rosie do nas zadzwoniły.

-Cześć dziewczyny! Muszę wam coś powiedzieć!- krzyknęła Mi.

-Co?!- również krzyknęłyśmy.

-Urządzam imprę w Sylwestra!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-JEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

-Najlepiej włóżcie coś mega błyszczącego!

-OK!

Po tej ekscytującej rozmowie poleciałam na zakupy z Rosie. Na szczęście mieszkałyśmy zaledwie kilka domów dalej, więc mogłyśmy się spotykać bardzo często. Jednak w Canada Centre spotkałyśmy Wendy.

-Cześć, mrówki!- zawołała.- Uwaga, tu są więksi ludzie i mopgą was podeptać!!!

Była ubrana w to:

-Cześć, świnio, co najadła się już tyle różowych pralinek że zaraz rzygnie na różowo i zatoczy się puszczając różowe dymki.- powiedziała spokojnie Rosie, a ja parsknęłam śmiechem.

-Hah! Wy nie znacie się na... e... na wszystkim!- wrzasnęła chlastając włosami jakieś niewinne dziecko, które się z niej śmiało i odchodząc taranując ludzi.

-Dobra, chodźmy wybrać te sukienki- zasugerowałam.

Minęło kilka dni, w końcu nastał Sylwester. Ja miałam na sobie to:

        

        

Oczy miałam pomalowane na czarno- fioletowo a usta na kremowo- różowo. Założyłam kurtkę i podeszłam do domu Rosie, bo do Mi miałyśmy jechać razem. Rosie miała takie rzeczy:

       

I też czarne szpilki. Oczy miała srebrno- granatowe a usta podobne do mnie. Razem poszłyśmy na przystanek. Jak dojechałyśmy, zobaczyłyśmy dom Miyuki:

Drzwi otworzyła nam ona sama. Miała takie rzeczy:

       

Srebrne szpiki, oczy na srebrno a usta na różowo.

-Wiedziałam że ubierzesz chociaż cokolwiek różowego- powiedziałam a ona się zaśmiała i wpusciła nas do środka. Jej salon był bardzo fajnie udekorowany. Kiedy tak gadałyśmy pijąc colę przyszła Adel.

-Ło Matko Najświętrza!- krzyknęła Miyuki, kiedy zobaczyłyśmy w co jest ubrana Adel.

   

-No co?!- zawołała.- Miało być błyszczące, tak?!

Miała do tego czarne szpilki, oczy na czarno i usta na kremowo0 różowo.

-Taaaaak- powiedziała Rosie- Tak naprawdę, Adel ubrała się najstosowniej z nas wszystkich.

-Święta prawda- przytaknęła właśnicielka oczo- je**ej sukienki a potem wsztstkie się zaśmiałyśmy.

Na początku masę gadałyśmy, potem jadłyśmy pizze i słodycze a kiedy była już 11: 59 wybiegłyśmy na pole z fajerwerkami.

-Ja i Liv będziemy podpalać- powiedziała Mi i razem udało się nam wystrzelić fajerwerki dokładnie w północ. Wyglądały tak:

-2015 na pewno będzie fajny- powiedziała Mi.

-To samo mówiłaś na 2014 a jakoś miesiąc temu zerwałaś z Deanem.

-Bo on ze mną chodził dla kasy!

-Ech... nie wiesz o co chodzi- zaśmiała się Adel i wszystkie 4 zapatrzyłyśmy się na sztuczne ognie.

10:52, budyn007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 grudnia 2014

-Mamo, widziałaś mój błyszczyk?!- krzyczałam wywalając rzeczy z mojego pokoju.- Mamo!

-Nie, kochanie, poszukaj sobie! Pewnie jest tam, gdzie go wcześniej położyłaś!

Wywróciłam oczami.

-Czyli gdzie?!

-W łazience!

-Kurde, trzeba było tak odrazu!!!- popędziłam do łazienki i zaczełam się malować. Miałam na sobie takie rzeczy:

Taki fryz:

I taki makijaż:

       

Rozległ się dzwonek do drzwi. Ziegłam na dół i otworzyłam drzwi Lee i Clarie, którzy przyszli pierwsi. Potem OCZYWIŚCIE moje kochane kuzyneczki które na sam mój widok uciekły gdzieś w kąt. Później dziadkowie, kilka cioć i wujków i wszyscy byli w komplecie. Po kolacji nadszedł czas rozpakowywania prezentów. Moich było tyle:

Dostałam takie rzeczy:

      

     

        

       

Dostałam naprawdę super prezenty!

Wigilia u Rosie

-Wszystko okej?- zawołała pani Verges.- Siedzisz tam już ze 2 godziny!

-Już, skończę make-up!

Rosie miała takie rzeczy(domyślicie się co jest czym :D)

    

Oczy miała na czarno pomalowane, a usta na kremowo- różowo. KJiedy zeszła na dół już cała rodzina była. Po kolacji, prezentach( nie będę już wstawiać tylu zdjęć;D) zaczęli śpiewać kolędy. Po mjakimś czasie Rosie postanowiła sprawdzić czy światełka na drzewach w ogrodzie nadal się świecą. Ale kiedy wyszła na pole(bez kurtki) zobaczyła jakieś światła i znajomy warkot motoru.

Czarna yamaha podjechała przed ich dom. Wysiadł z niej...

-Chris!- krzyknęła i podbiegła do niego.

Jej chłopak przytulił ją a potem się pocałowali w świetle księżyca.

-Bardzo za tobą tęskniłem, musiałem w końcu przyjechać.- wyznał.

-Ja też tęskniłam- powiedziała Rosie i znowu się pocałowali.

-Chodź, zostało jeszcze kilka pierniczków- zaprowadziła go do domu.

Jej mama była bardzo ciekawa jak Chris wygląda bo Rosie jej o nim opowiadała.

-O Boże, córeczko, jaki przystojniak!- wypaliła kiedy zobaczyła chłopaka.

-Mamo!

-A co? Nie?

-Ech...

 

-Na ile zostajesz w Kanadzie?-  zapytała go po Wigilii kiedy stai na polu.

-3 stycznia mam samolot powrotny, mamy dużo czasu do spędzenia razem.

-A wogóle... gdzie ty będziesz nocował?

-W hotelu... jest niedaleko. ale jesazcze nia mam zarezerwowanego pokoju.

-Świetnie! MAAAAAAAAAAAAAAMOOOOOOOOOOOOO!!!!!!!!!!!!

-Co, kochanie?

-Chris moze nocować u nas, prawda? Dzięki, pokażę ci pokój gościnny!- zawołała nim mama zdołała wydusić słowo.

-Ale ja zrobie kłopot...

-Yyyy nie zrobisz, Rosie zaprowadź go do pokoju gościnnego- zreflektowała się mama.

-Dzięki!- powiedziała dziewczyna i poszli.

Pokój gościnny był taki:

-Dużyyy- powiedział.

-Num. Rozgość się. O kurde, jest już 1 w nocy, dobranoc- pocałowali się i Rosie poszła do siebie.

To była jej najlepsza Wigilia w życiu!

13:12, budyn007
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6