RSS
niedziela, 28 grudnia 2014

Płakałam całą noc, dosłownie. James był moją 1 miłością, wcześniej w Norwegii nie miałam chłopaka. Rano wyglądałam jak ducho- zombie więc starałam się jakoś to zakryć makijażem. Do szkoły ubrałam się w to:

Kiedy weszłam do szkoły od razu zauważyłam ze i tak duża ilość podkładu nie mogła zatuszować zaczerwienionych powiek i czerwonych oczu. Ludzie gapili się na mnie kiedy szłam do szafki. Tam spotkałam Miyuki, która też zauważyła .

-Co się stało?- zapytała cicho a zaraz dołączyły do niej Adel i Rosie. Opowiedziałam im o imprezie i zerwaniu.

Wszystkie po kolei mnie wyprzytulały może mi to trochę pomogło ale i tak miałam złamane serce.

Po lekcjach na przystanku spotkałam Michaela.

-Hej- powiedział zblizając się. Nie wiedział ze James ze mną zerwał ale i tak był jeszcze bardziej denerwujący niz zwykle. Nie zauważył też moich śladów po płaczu, pewnie z powodu tego ze padał śnieg.

-Idź sobie- powiedziałam.- Proszę, zostaw mnie wreszcie.- nie miałam siły nawet go wyzywać.

-Ale dlaczego? Jakoś twój chłopak cie nie odprowadza, co? Za to ja mogę.

Nie wytrzymałam dłuzej.

-ODWAL SIĘ WRESZCIE, MY NIE JESTEŚMY JUŻ RAZEM, TY DEBILNY IDIOTO!!! a WIESZ PRZEZ KOGO?!!! HM, POMYŚLMY: PRZEZ CIEBIE, MAM CIĘ DOŚĆ, ZOSTAW MNIE, NIE UMIESZ NAWET MNIE POCIESZYĆ!!!- wydarłam się na całą ulicę i pobiegłam byle dalej od niego.

Nim się zastanowiłam gdzie jestem podświadomie pobiegłam w to miejsce, które pokazał mi James zaledwie półtora tygodnia wcześniej. Wtedy byliśmy razem... nawet wczoraj jeszcze byliśmy razem... Rozpłakałam się i usiadłam na poręczy mostka. Nienawidziłam szkoły, nienawidziłam tych wszystkich lampiących się na mnie ludzi a już najbardziej na świecie nienawidziłam Michaela.

Nie wiedziałam ile spędziłam wśród śniegu ale kiedy wróciłam do domu była 17:00. 

Kolejne dni były katorgą. Kilka razy w szkole widziałam Jamesa ale nie odzywaliśmy się do siebie. Strasznie za nim tęskniłam ale pojęłam wreszcie, ze ma rację. Pamiętałam że kiedy Wendy go podrywała czułam się paskudnie. A on czuł tak samo jak widział mnie przy Michaelu. Po 2 tygodniach już prawie doszłam do siebie, normalnie się śmiałam choć trochę smutniej. Tydzień wcześniej też porozmawiałam szczerze z Jamesem:

-Hej- powiedział podchodząc do mnie kiedy akurat siedziałam na schodach i wpatrywałam się w przestrzeń.- Chcę z tobą porozmawiać. Widzę jaka jesteś po tym... e...

-Zerwaniu- dokończyłam.

-Nie chcę żebyś była smutna, przecież nie przestałem cię kochać. Chciałem, żebyśmy byli bardzo dobrymi przyjaciółmi.

-Przecież nie chciałeś cierpieć.

-Bo byłaś moją dziewczyną. To co innego. Proszę, zacznijmy od nowa.

-Ech... no dobrze- przytuliliśmy się.

Potem długo to zapamiętałam i było... cóż... lepiej. Oczywiście nadal za nim tęskniłam ale to jakby trochę zelżało. Zbliżała się Wigilia udekorowaliśmy pięknie nasz dom bo był już 21 grudnia a do nas miała przyjść cała rodzina. Nasz salon wyglądał tak:

Oczywiście był trochę większy :D. Ja powiesiłam w moim pokoju srebrne girlandy a na drzewach w ogrodzie błyszczały kolorowe światełka. Całość wyglądała przepięknie. Wszystko wskazywało na to, że niedługo Wigilia.

12:18, budyn007
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 grudnia 2014

... zadzwonił mi telefon. Westchnęłam z rezygnacją i odebrałam.

-Cześć córeczko, gdzie jesteś?- zapytała mama.

-Eee... w pewnym miejscu... z Jamesem.

-Aha. Słuchaj, jak będziesz wracać to kup proszę pomidory i mąkę w spożywczaku. I wróć jak najszybciej, ściemnia się.

-Ehhh... no dobra, już idę.

-Odprowadzę cię- zaproponował Jack i razem poszliśmy.

Kiedy juz siedziałam w domu i oglądając telewizję jadłam naleśniki znowu zadzwonił mi telefon. To był Michael.

-Hmmm?- zapytałam bo miałam w ustach naleśnika.

-Hej, jutro jest impreza, przyjdziesz? Zapraszam też twoją przyjaciółkę, Rosie.

-No nie wiem...

-Proszę, odbędzie się u mnie jutro o 20:00 do około 1:00.

-Ej, nie rób sobie nadziei, biorę ze sobą Jamesa.

- Spoko, już go zaprosiłem.

Zmarszczyłam brwi.

-Ty? Jamesa? Mojego chłopaka?

-Zaprosiłem całą klasę.

-Okeeeeeeej. No to w takim razie przyjdę, pa.- rozłączyłam się i dokończyłam kolację.

 

Nazajutrz.

Była sobota więc cały ranek przespałam, potem byłam na zakupach z Rosie a potem poszłam się przygotować na imprezę. Miała to być bardziej dyskoteka więc założyłam to:

Miałam taki fryz:

Włożyłam kurtkę i wyszłam z domu. Spojrzałam w komórce na adres Michaela( wysłał mi go wczoraj) i skierowałam się na przystanek. Kiedy wreszcie dojechałam i podeszłam do jego domu( był ogromny!0  zapukałam. Otworzył mi Michael.

-Ślicznie wyglądasz- powiedział zbliżając się ale ja posłałam mu mordercze spojrzenie i weszłam do jego salonu. Wyglądał tak:

-Eee... Wow- powiedziałam tylko i zobaczyłam w tłumie Rosie. Była ubrana w to:

I takie uczesanie:

-Jakie śmiałe- zaśmiałam się.

-No co? Rodziców nie ma, są ładni chłopcy to postanowiłam że mogę zaszaleć!

-Rosie!!! A Chris?!

Moja przyjaciółka zwiesiła głowę.

-No tak... nie powinnam podrywać kogo popadnie. Ale on wogóle do mnie nie dzwoni! A może już sobie znalazł inną dziewczynę...?

-No weź. Chris taki nie jest. Chodź idziemy coś zjeść.- podeszłyśmy do stolika z przekąskami który wyglądał tak:

Kiedy tak moczyłyśmy owoce w fontannie czekolady do Rosie podszedł Bryan. Popatrzyła na niego podejrzliwie.

-Hej, piękna- zagadnął szarmancko.- O ile mi kiedyś mówiłaś podobamy się sobie nawzajem więc może coś z tego zrobimy?

Myślałam, ze się porzygam. Rosie miała podobne odczucie.

-A może wrócisz do swojej dziewczyny?- zapytała.- Na pewno bardzo za tobą tęskni.

Powiedziała tak bo w rogu sali zobaczyła Wendy. Powstrzymałam kolejny odruch wymiotny kiedy na nią spojrzałam. Miała takie rzeczy:

      

Miała obrzydliwy makijaż, pokażę tylko usta:

Bryan popatrzył na nią lekceważąco.

-Wygląda jak Barbie, nie?- próbował zażartować.

-To czemu się z nią całowałeś, a nie przepraszam, wysię nie całowaliście. Wy pożeraliście sobie twarze!- powiedziała z pogardą Rosie.- Spi*****aj, nie zawracaj mi głowy.

-Uuu, mocne słowa- powiedziałam kiedy poszedł. Nagle zobaczyłam przed sobą Michaela.

-Zatańczysz?- zapytał.

-Eeee... wolałabym raczej wiedzieć gdzie jest James.

-Oj, pewnie się spóźni. Nie musisz się martwić że cię zobaczy.

-Nie martwię się że mnie zobaczy, tylko że ty zrobisz coś głupiego- warknęłam i zauważyłam że Rosie się wycofała.

-Tylko jeden taniec... akurat puścili coś wolnego, dosłaownie 2 minuty.

-Okej, ale pamiętaj że nie robię tego dla ciebie tylko żeby się nie nudzić- powiedziała.

Z Michaelem się nawet spoko tańczyło tylko kiedy puścili coś w stylu: spokojna muzyczka i nagle coś nagłego, zaczął robić jakieś ruchy w stylu przechylaniu mnie albo nagłego przybliżania się. Kiedy akurat to robił w przechyleniu spróbował mnie pocałować, był coraz bliżej, bliżej i bliżej...

-Nie, Michael, naprawdę- powiedziałam odsuwając się od niego.

-Co?

-Ja. Mam. Chłopaka.

-Jakoś nie przyszedł, zeby z tobą zatańczyć...Eee...

-Co?! To ty go wcale nie zaprosiłeś?! Wiedziałam, że jesteś jakiś dziwny!!!

-To trzeba było nie przychodzić. Ale chyba jednak przystałaś na moją teorię... Jesteśmy sobie przeznaczeni...

Nie słuchałam tego dalej. Już miałam sobie pójść, kiedy w momencie kiedy się odwracałam on chwycił mnie za rękę w konsekwencji czego potknęłam się i zaczełam opadać na ziemię. Oczekiwałam mocnego uderzenie ale nagle poczułam że ten cep mnie złapał. Obejmował mnie jedną ręką w pasie, drugą na plecach.

-Co wy...???!!!

Usłyszałam wreszcie ten głos. Może i chciałam go usłyszeć ale nie w takiej chwili. Zobaczyłam tylko znikające czarne włosy Jamesa w tłumie, potem trzask drzwi.

-Coś ty zrobił ty skończony idioto???!!!- wydarłam się na Michaela który tylko się uśmiechnał.

Jak on mnie denerwował... Nie miałam siły mu nawet dać z liścia po prostu uciekłam za moim chłopakiem. Przecież jeszcze musiał być niedaleko...

-James! James! Kochanie, proszę!- krzyczałam w ciemności i deszczu biegnąc w jakimś kierunku. W końcu potknęłam się o jakiś ciemny kształt.

-Kto...? A, Liv, to ty.

-James, proszę, uwierz, to nie moja wina, wierz że on chce nas rozdzielić, proszę nie zakańczaj tego w ten sposób, kochanie proszę!- łzy pociekły mi po twarzy.

-Wiem, że to nie ty- powiedział cicho.

-To o co chodzi? Czemu taki jesteś?

-Ja... po prostu nie chcę tego dłużej ciągnąć. Naprawdę bardzo cię kocham, ale nie chcę przez to cierpieć.

-Co chcerz przez to powiedzieć?- szepnęłam choć i tak wiedziałam.- Ale...

-Nie utrudniaj mi tego. Będziemy przyjaciółmi, może kiedy Michael się odczepi znowu będziemy razem ale teraz chcę odpocząć. Wiedz, że ja też tego nie chcę ale to nieuniknione.

-Ale ja cię kocham, ty mnie też, czemu musimy oboje cierpieć?!

-Pomyśl. Nie układa nam się, przez tego gościa ciągle się kłucimy, naprawdę bardzo chciałem znaleźć jakiś iny sposób.

-Czyli czułeś to juz od dawna.

Kiwnął głową. Nie mogłam wydusić ani słowa, zajerestrowałam tylko że pocałował mnie w policzek, powiedział ,,Trzymaj się'' i zniknął w ciemności. Dopiero po kilku minutach zdałam sobie sprawę, że utraciłam kogoś, kogo kochałam. Być może na zawsze.

 

 

 

 

 

18:50, budyn007
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 grudnia 2014

Wszyscy w szko0le czekali zniecierpliwieni na Mikołajki. Także w klasie było takie coś, ktoś kogoś wylosowywał i na Mikołajki wręczał mu prezent oczywiście wcześniej nie wiedząc kto to jest poza płcią. mówiąc. Ja bardzo się ucieszyłam bo wylosowałam jakąś dziewczynę. Kupiłam jej to:

W przeddzień klasowych Mikołajek kiedy siedziałam przy kompie zadzwonił mój telefon piosenką ,,It is right''. Wyglądał tak:

-Hej, piękna.- powiedział w słuchawce Michael ale ja tylko wywróciłam oczami.

-Wiesz, chyba usunę twój numer.

-Chciałem ci tylko coś zaproponować.

-Nooo?

- Jeżeli nie wylosuję cię na Mikołajkach to dam ci spokój i dam ci spokojnie być z tym twoim chłopakiem. Ale jeśli cię wylosuję to cóż.... mogę śmiało stwierdzić ze jesteśmy sobie przeznaczeni.

-Co?! Co za kretyński pomysł! A tak właściwie to czemu zabujałeś się akurat we mnie?

-Dziewczyny życia się nie wybiera.

-Ughhh... mam cię dość, cześć.- rozłączyłam się i rzuciłam poduszką w ścianę.

Nazajutrz na godzinie wychowawczej wreszcie rozdawano prezenty. Okazało się, że wylosowałam Adel, która bardzo ucieszyła się z prezentu. Z niecierpliwością oczekiwałam na swój prezent.

-Prezent dla Liv Erikkson wylosował...- ogłosiła pani Underpowder- Michael McLaggen!

-Nie!- krzyknęłam ale on podszedł do mnie z uśmiechem i wręczył mi to:

-Podobają ci się?- zapytał.

-Eee... strasznie różowe- bąknełam i zerknełam na Jamesa siedzącego kilka ławek dalej. Miał tzw. Poker face'a ale w jego oczach było coś dziwnie ponurego. Ale kiedy napotkał mój wzrok uśmiechnał się tylko i popatrzył w inną stronę.

Następnego dnia obudziłam się z dosyć dużym ciężarem na nogach...

-Prezenty!- wykrzyknęłam.

Wyglądały tak:

Zaczełam rozpakowywać. Dostałam takie rzeczy:

      

   

Potem ubrałam się w to:

Uczesałam w kucyka, założyłam kurtkę i nową czapkę i jeszcze podkładając rodzicom Mikołajkowy prezent poleciałam do szkoły bo byłam już spóźniona.

-Nie ma zajęć!!!!!!!!!!!!!!!!- wrzeszczała Rosie biegając po szkole a pozostali z nią. Ale ja szukałam w tłumie Jamesa. Poprzedniego dnia nawet się ze mną nie pożegnał, tylko od razu gdzieś poleciał. Nagle coś objęło mnie z tyłu w talii.

-Cześć kochanie- powiedział James.

-Jak dobrze że jesteś, juz się bałam że się na mnie obraziłeś że Michael mi dał prezent!- przytuliłam się to niego.

-Przecież to jego wina, nie twoja. Skoro nie ma lekcji chodź gdzieś ze mną na chwilę. Zaprowadził mnie w takie miejsce:

-Zawsze przychodzę tu kiedy chcę być sam. Prezychodziłem tu też często niedawno, z powodu tego Michaela. Teraz udostępniam to miejsce także tobie, nikt oprócz nas o nim nie wie.

-Ooo, jesteś taki kochany. Tu jest przepięknie- powiedziałam rozglądając się. Weszliśmy na mostek. James objął mnie jedną ręką w pasie, już mieliśmy się pocałować kiedy nagle...

21:36, budyn007
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 grudnia 2014

Rano ebydziłam się dosyć wcześnie mysląc jeszcze o poprzednim dniu. Michael się we mnie zabujał? Na serio? Może bym to jakoś zaakceptowała, gdyby się tak nie narzucał. I jeszcze próbuje rozdzielić mnie z Jamesem. W końcu jednak wstałam, ubrałam się w to:

Uczesałam się tak:

Zrobiłam makijaż i wyszłam do szkoły. Zauważyłam, że zrobiło się o wiele zimniej, więc się pospieszyłam. Kiedy doszłam do szafek w szkole i otworzyłam swoją, zobaczyłam małą paczuszkę w kształcie serca. Otworzyłam ją, a tam były one:

W środku była karteczka, ze to od Michaela.

Nagle zadwonił mi telefon.

-Zobaczyłaś mój prezent?- odezwał się głos Michaela.

-Eee... nie, pewnie ktoś go ukradł- skłamałam szybko.

-Nie wierzę ci.

Dziwnym zbiegiem okoliczności pszyszedł do mnie akurat James.

-O co temu gościowi chodzi?- zapytał.

-Zarywa do mnie, chce nas rozdzielić. Ale ty nie chcerz, prawda?- zapytałam.

-Jasne, że nie chcę- powiedział i mnie przytulił, jednocześnie mi coś wręczając.

-Co to?

-Wiedziałem, że złote i srebrne kolczyki nie są w twoim stylu więc kupiłem ci takie:

-Jakie piękne... jesteś uroczy- powiedziałam całując go w policzek.

-Może gdzieś razem wyjdziemy po lekcjach?

-ok, to może w Forever Icecream?

-Mi pasuje, cześć Livi.- pocałował mnie w policzek i poszedł na lekcje.

Po zajęciach pobiegłam się szybko przygotować na naszą randkę. Włożyłam to:

Uczesałam się w to:

Poszłam do kawiarni Forever Icecream. Kiedy siedzieliśmy z Jamesem i gadaliśmy nagle za oknem powiał wiatr i zaczęło coś delikatnie pruszyć. Kiedy się bliżej przyjrzałam zobaczyłam że to... śnieg!

-No przecież, dzisiaj już 2 grudnia- pacnęłam się w czoło- Czyli... niedługo Mikołaj!

-A chcesz może coś zamówić?- zapytał James.

-A... tak- powiedziałam zdezorientowana bo przy naszym stoliku stał już kelner.

-To ja poproszę gorącą czekoladę z cynamonem i bitą śmietaną- powiedziałam.

-Ja też gorącą czekoladę ale z syropem karmelowym- powiedział James.

Po wypiciu poszliśmy na spacer po jak narazie płytkim śniegu. Ale coś nas zaskoczyło.

-Hej- przed nas wyskoczył Michael.- Masz bardzo ładną dziewczynę- zwrócił się do Jamesa.

-To znowu ten?- mój chłopak całkowicie go zignorował.

-Eee... tak. Michael, idź sobie wreszcie.

-Nie. Po co, mogę trochę powkurzać twojego chłopaka.

-Nawet o tym nie myśl.

-Odwal się.- powiedział spokojnie James.

-Nie.

-A chcesz mieć przeje**ne w szkole, nie powiem jak?

-Tylko się nie bijcie- ostrzegłam.

-Spoko, my chcemy tylko pogadać- uspokoł mnie James.- To jak?

-Niekoniecznie.- Michael nie wiedział co tamten zamierzał zrobić więc wolał się wycofać.

-Nie będziesz się z nim bił? Obiecujesz?- zapytałam mojego chłopaka.

-Ech...no nie wiem.- zażartował.

-Proooooszeeeeeeee...

-Ok- przytuliliśmy się.

15:57, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 listopada 2014

Minęło kilka naprawdę cudownych tygodni, ale musiałyśmy już wracać. Wstałyśmy rano bardzo wcześnie i spakowałysmy się. Ubrałam się w to:

Wzięłyśmy nasze walizki i pojechałyśmy na lotnisko. Tam już czekał Chris. Ja, Myiuki i Adel spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo, natomiast Rosie odeszła z nim na parę kroków. Wymienili się numerami telefonów, adresami i mailami.

-Będę za tobą tęsknić- wyznała.

-Ja za tobą też- przytulili się, a potem pocałowali. Po tym pożegnaniu wsiadłyśmy już do samolotu. I znowu ruszyłyśmy.

 

Na lotnisku w Kanadzie już wszyscy na nas czekali. Wypatrzyłam w tłumie Jamesa i pobiegłam się z nim przywitać, a Lee wział moją walizkę.

Pocałowaliśmy się z Jamesem, nie zwracając uwagi na ludzi wokół nas. Potem wróciłam do domu.

Kilka dni później już niestety musiałyśmy iść do szkoły. Ubrałam się w to:

Uczesałam tak:

Zrobiłam sobie taki makijaż:

     

I poszłam do szkoły. Gdy jednak otworzyłam moją szafkę wypadła z niej błękitna koperta. Otwarłam ją i w środku zobaczyłam taki wiersz:

Dlaczego mnie ignorujesz, mimo miłości mej,

Wiem, że jednak mnie dostrzerzesz w tej obojętnosci twej.

I mimo ze serce twoje należy do kogoś innego,

Ja je zmienie na lepsze i odwrócę do kierunku dobrego,

Wiem, ze niedługo zobaczysz mnie,

porzucisz wszystko dla tej miłości mej,

I będzemy już razem do końca dni.

Michael

-CO?!- wrzasnęłam i rozejrzałam się po korytarzu.

W kącie dostrzegłam Michela McLaggena. Podeszłam do niego szybko.

-Czy ty k**wa wiesz, że mam chłopaka?!- krzyknęłam.

-Oczywiście że wiem. Tak piszę w wierszu, nie? Ale spokojnie, twoje poglądy mogą się niedługo diametralnie zmienić.

Obrócił się tak, ze stałam plecami oparta o ścianę. Nie miałam drogi ucieczki, poza znokałtowaniem go. Pamiętam, że Lee mnie czegoś takiego kiedyś nauczył...

Gdy Michael miał mnie właśnie pocałować powaliłam go na ziemię w stylu judo.

-I tak się od ciebię nie odczepię, piękna- puścił do mnie oko, wstał i sobie poszedł. Nagle pojawił się obok mnie James.

-Co ten frajer próbował ci zrobić?- zapytał mrużąc oczy.

Nie odpowiedziałam, ale przytuliłam się do niego po prostu.

18:00, budyn007
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 listopada 2014

Następnego dnia z samego rana poleciałysmy do spa. Było naprawdę super i mocno się zrelaksowałyśmy. Potem trzeba było przygotować Rosie na randkę. Najpierw poszłysmy do Hawai Shopping Center po ciucha. Potem do innego sklepu po rzeczy do makijażu i w końcu wróciłyśmy do naszych domków. Do randki pozostały jeszcze 2 godziny więc poszłysmy na drinka. Około 17 wszystko było już gotowe. Rosie miała taką sukienkę:

Takie buty:

Takie paznokcie:

I taki makijaż:

   

Potem po wszystkich przygotowaniach Rosie wyszła na pole. Razem z Chrisem mieli się spotkać trochę dalej niż ich domki, ale ze zdziwieniem zobaczyła jego motor przy molo prowadzącym do domków.

-Hej- powiedział, jak podeszła.

-Hej- zarumieniła się.

-Ślicznie wyglądasz.

-Dzięki. to...gdzie idziemy?

-Niespodzianka. Wsiadaj.

Jechali razem motorem poprzez liczne plaże, zatrzymywali się czasami, aż w końcu Chris zatrzymał się i pomógł jej zsiąść.

-Gdzie my idziemy?- zapytała Rosie.

-Zobaczysz- odpowiedział biorąc ją za rękę i wprowadzajac kamienną dróżką między drzewa. W pewnym momencie zobaczyła coś takiego:

Chris chwycił ją mocniej za rękę i zaczął przechodzić między kurtyną z lisci. Ku jej zdziwieniu, nie było tam ubitej ziemi, tylko ścieżka zrobiona z kostek brukowych. Z rozmyślań wyrwał ją głos Chrisa:

-Jesteśmy.

Spojrzała przed siebie i...oniemiała. Byli na plaży, ale o wiele piękniejszej niż ta koło domków. A że było już trochę ciemno wyglądała tak:

-Matko, jak tu pięknie...-szepnęła Rosie wpatrując się w horyzont.

-Jest jeszcze coś...-powiedział Chris i zaprowadził ją do molo na którym stały 2 małe krzesła i niski stoliczek na którym były ciasteczka w kształcie serca, lody i zimne napoje owocowe.

-Boże,jakie romantyczne!- przytulili się a potem zjedli i już w ciemnościach wrócili do domków.

-Dzięki, Chris- powiedziała Rosie.- To była świetna randka...

Stali tak chwilę przy swietle księżyca, aż w końcu Chris objął ją jedną ręką w talii i pocałował.

Chwile później razem z dziewczynami ztłoczyłyśmy się wokół Rosie żeby nam wszystko opowiedziała ale ona tylko się uśmiechnęła tajemniczo i poszła spać.

20:10, budyn007
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 listopada 2014

Rano obudziłyśmy sie całe poobijane i smutne. Kiedy próbowałysmy się podnieść, odrazu znowu siadałyśmy.

-Kurde!- krzyknęła Mi.- Ja tak nie chcę! Nie dość, że mam zepsutą całą fryzurę i makijaż, to jeszcze nie mogę się normalnie ruszyć! Musimy coś z tym zrobić, dziewczyny! Damy radę!

-Taaaak!- krzyknęłyśmy i wspólnymi siłami wstalyśmy chwiejąc się trochę.

-Teraz musimy ztąd zejść...-skrzywiła się Adel patrząc w dół.

-Okej- powiedziałam- zamocujemy zjeżdżalnię.

-CO?!

-Z tych liści- wskazałam na uzbierane wcześniej.

Jednak one nadal patrzyły na mnie z tępym zaspaniem, więc zaczęłam sama mocować.

-Jedna z nas musi jednak zejść na dół....Tak, to będę ja-uspokoiłam już cofające się dziewczyny. Potem jakoś zeszłam, przyczepiłam liście, a one zjechały. Tylko że trochę je wyrzuciło, bo koniec zjeżdżalni zrobiłam lekko do góry. A teraz dusiłam się ze śmiechu patrząc na ich zdumione oblicza jak lądowały na ziemi.

-Nie rób nam tego więcej!- zawołała Mi.

-To0 się jeszcze okaże!

Zaczęłyśmy iść w blizej nieokreślonym kierunku.

-Głodna jestem...- jęknęła Rosie.

-To masz- zerwałam z drzewa pomarańczę i jej rzuciłam.

-Tak bez mycia?

-A widzisz tu jakiś strumyk?

-Nie.

-No właśnie.

-Ej, to nie moja wina,że nie wiedziałam?!

-A czy ja cię o coś oskarżam?!

-Dziewczyny przestańcie!!!- wrzasnęła Adel.

Wszystkie popatrzyłyśmy na nią ze zduieniem.

-Poczekajcie...chyba coś słyszę...- szepnęła Mi.

W oddali usłyszałyśmy dźwięk motora. Nagle z krzaków wyłoniła się czarna yamaha z siedzącym na niej Chrisem.

-Tu jesteście!- ucieszył się.

-Jak nas znalazłeś?- zapytałam.

-Umówiłem się na dzisiaj z Rosie...miało to być godzinę temu, ale jej nie było więc poszedłem do waszych domków, ale was też tam nie było więc wróciłem na miejsce imprezy i zobaczyłem że Miyuki zostawiła okulary, więc pojechałem was szukać.

-Och, jesteś cudowny!- krzyknęła Rosie i go uściskała.

-Eee...- wykjąkała Adel, a potem roześmiałyśmy się.

-To podwieziesz nas?- zapytałam.

                                                               

-Ta, niezła podwózka- burknęła Mi.

Na motorze jechali wolno Chris i Rosie, a my szłyśmy obok.

-Yhmmm.- przytaknęłam.

Kiedy już byłyśmy w domkach od razu poszłysmy spać, a potem zaplanowałysmy wizytę w spa.

-Ale ja mam randkę z Chrisem...-wyjąkała Rosie.

-To pójdziemy do spa przed tym.- powiedziałam- Będziesz świtnie wyglądać. 

19:49, budyn007
Link Dodaj komentarz »

To było po prostu cudowne. Leciałysmy kilka godzin nad całkowitym oceanem, aż w końcu doleciałysmy. Tam było...przepięknie. Kiedy wysiadłyśmy i odebrałyśmy walizki, normalnie dogadałyśmy się tam po angielsku.

-Chcecie panie najpierw zobaczyć plażę, czy od razu domki?-zapytał kierowca taksówki.

Adel, Mi i Rosie nagle zaczęły chchotać, po pierwsze;bo nazwano ich ,,panie'', a po drugie; bo kierowca taksówki miał ok.20 lat i był dosyć przystojny.

-Jezus, ogarnijcie się- burknęłam- Poprosimy do razu do domków.

Jechaliśmy przez chwilę, aż w końcu zobaczyłyśmy plażę a potem domki. Każda z nas miała taki:

-WOOOOOOOOOOW!- wszystkie krzyknęłyśmy i zaczęłyśmy się rozpakowywać.

Niestety przystojny taksówkarz sobie pojechał, ale chwilę później podeszła do nas jakaś kobieta.

-Rozgośćcie się. Plaża z domkami i plaża po przeciwległej stronie pagórka razem z knajpami na niej są do waszej dyspozycji. Życzę udanego pobytu- i odeszła. 

Natychmiast spostrzegłyśmy jak jest gorąco, więc poszłyśmy się przebrać. Potem poszłyśmy na plaże, która wyglądała tak:

A teraz stroje kąpielowe. Mój był taki:

Miałam takie okulary:

I takie buty:

Rosie miała taki zestaw:

s

Myiuki taki:

  

A Adel taki strój:

Potem wynajęłyśmy sprzęty do nurkowania i nurkowałyśmy głębinach oceanu, który był bardzo ciepły. Kiedy poszłysmy na drinka, zobaczyłyśmy ogłoszenie, że w pobliskiej dżungli wieczorem odbywa się impreza ognisk. To znaczy, że ludzie tańczą i śpiewają pośród ognisk.

-Suuuuuuper!- ucieszyła się Mi.

-Dobra, to mamy plany na dzisiejszy wieczór!- zawołała Rosie.

O 18:00 ubrałyśmy się w zwiewne, proste sukienki, pod nimi stroje kąpielowe(było przewidziane nurkowanie o północy) i buty i poszłyśmy na tą imprę. Ubrane byłyśmy tak:

Ja miałam na sobie tą czarną, Rosie niebieską, Myiuki łososiową a Adele białą. 

Kiedy doszłyśmy, od razu jacyś hawajscy chłopacy trochę starsi od nas poprosili nas do tańca. Zauważyłam że Rosie czuje się o wiele lepiej z wysokim młodzieńcem o imieniu Chris, niż my z innymi. Cóż, w końcu ja chodziłam z Jamesem, Adel z Oscarem a Mi z Deanem. Normalka. 

Później, w zawodach w nurkowaniu ja i Mi zajęłyśmy egzekwo 2 miejsce a Rosie i Adel 3. Żarcie też było niezłe. Oprócz orzeźwiających drinków były tam czekoladowe ciasteczka i masę lodów z owocami. W końcu zabawa skończyła się około 2 w nocy. Nie byłyśmy spite jak inni ale totalnie wykończone, więc wracając do naszych domków, skręciłyśmy w troszeczkę złą stronę...

Pierwsza zorientowałam się ja. Stałyśmy akurat pomiędzy jakimiś drzewami.

-Matko, gdzie my jesteśmy?!- krzyknęłam.

Dziewczyny rozejrzały się nerwowo po lesie.

-Eee...chyba w dżungli...-wyjąkała Mi.

-Ale...nasze domki są na plaży...-wybełkotała Rosie.

Jęknęłam.

-Jest już za późno żeby szukać drogi. Kompletna ciemnota. Musimy znaleźć sobie coś do spania tutaj.

-Nieee...mój manicuire!- krzyknęła Mi.

Rosie zrobiła facepalm.

-Patrzcie, tam jest gigantycznie szerokie drzewo- powiedziała Adel.

Poszłysmy we wskazanym kierunku. Po drodze wzięłam kilka lian i mocnych liści bananowca. Kiedy podeszłysmy, zaczepiłam lianę o wysoką gałąź.

-Będę wam ją zrzucać- powiedziałam i zaczęłam się wspinać. 

Nie było łatwo, bo po omacku, ale dałam radę i pomogłam wejść pozostałym. W krótce potem zasnęłyśmy.

 

 

 

 

16:40, budyn007
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 października 2014

Rano byłam tak samo wykończona jak wieczorem, więc nawet nie dbałam w co się ubiorę, a włożyłam to:

Miałam taką fryzurę:

Nadal ziewając wzięłam batonika zbożowego w rękę i poszłam na przystanek, gdzie spotkałam Wendy (niestety mieszka niedaleko mnie).

-Wyglądasz beznadziejnie- powiedziała słodziutko.

-Zjeżdżaj tępa świnio- powiedziałam odchodząc jak najdalej od niej.

W szkole, zaraz przy wejściu spotkałam Jamesa.

-Hej, wyglądasz jak duch- powiedział całując mnie w policzek.

-Wieeeeeem, wczoraj było strasznie.

Razem poszliśmy zaczeliśmy iśc do klasy, ale ja nagle przystanęłam.

-Poczekaj chwilę...- powiedziała i skręciłam w róg korytarza.

A powtem zamarłam. Przy ścianie stał Bryan obściskujący sie z Wendy. Z tego co wiedziałam, Rosie i Bryan prawie ze sobą chodzili, więc już miałam do niej pójść, gdy za plecami usłyszałam jęk i szloch. Odwróciłam się, ale dojrzałam tylko znikające włosy Rosie w drzwiach do toalety. Poszłam za nią.

Siedziała w jednej z kabin i zanosiła się płaczem.

-On...On powiedział, że mu się podobam... myślałam ze coś z tego będzie...- mówiła.

Podeszłam i objęłam ją.

-Bryan to po prostu pieprzony debil, kompletnie nie ma gustu. Nie zasługuje na ciebie.

-Dzięki.

Po lekcjach miałam się spotkać z Jamesem w kafejce ,,Forever IceCream''. Uczesałam się tak:

A ubrałam tak:

-Słyszałem że wyjeżdżacie na Hawaje na 3 tygodnie?- zapytał James, gdy oboje pilismy kawę.

-Taaaak. Będę za tobą tęsknić- wyznałam.

-Ja za tobą też- pocałowaliśmy się a potem on odprowadził mnie do domu.

Nazajutrz miałyśmy wreszcie samolot. Odlatywał o 10, ale wstałam już o 7:00. Ubrałam się w to:

Zrobiłam szybki make-up, uczesałam się i przygotowałam moją walizkę:

Około 8:30 przyszła do mnie Miyuki, bo nie miał ją kto odwieźć. Jej walizka była taka:

Zjadłyśmy śniadanie razem, a o 9:00 musielismy już wyjechać. Przed bramkami spotkałysmy Rosie i Adel z rodzinami.

-Uważaj na siebie- Mama mocno mnie przytuliła.

Nagle ni z tąd, ni zowąd pojawił się Lee z Clarie.

-Następnym razem my jedziemy- powiedział.- Wygrajcie dla nas jakiś konkurs,co?

Wszystkie się roześmiałyśmy, ale trzeba już było przechodzić przez bramki. Potem tylko autobusem po lotnisku i wreszcie wsiadłyśmy do samolotu. Na szczęście dostałyśmy miejsca po dwie. Ja usiadłam z Rosie, a Mi z Adele. Ruszyłyśmy.

 

20:22, budyn007
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2014

Przez następny tydzień żadna z nas nie mogła usiedzieć w miejscu. Wszystkie czekałysmy z niecierpliwoscią na długi weekend. Ale w czwartek usłyszałysmy miłą niespodziankę.

-Dzieci...- zaczęła pani dyrektor.

Kilka osób prychnęło.

-Niestety w naszej szkole musi zostać przeprowadzony remont kilku sal. Będzie to trwało około 4 tygodni, więc wtedy szkoła będzie zamknięta. Odbędzie się to w pierwszej połowie listopada...

Nikt nie dał jej dokończyć bo po auli rozległ się ogłuszający wrzask szczęśliwych uczniów.

-Dziewczyny!- krzyknęła Adel podbiegając do nas- Możemy przedłużyć nasz wyjazd!!! Liv, zajmij się tym, proszę.

-Spoko- odpowiedziałam.

Jak tylko wróciłam do domu od razu weszłam na laptopa:

I zmieniłam naszą rezerwację. Potem zeszłam na obiad, na który był kotlet schabowy.

-Livi, wiesz, że za 3 dni mam urodziny, prawda?- zapytała mama.

Wywróciłam oczami.

-Mamo, o takich rzeczach się nie przypomina.

-Wiem, wiem, tylko chodzi o to że przyjeżdża twoje kuzynostwo z Norwegii.

Mój widelec z brzękiem upadł na talerz.

-ŻE CO?????!!!!!!!

-Nie wrzeszcz tak. Masz sie nimi opiekować na imprezie.

Pobiegłam do mojego pokoju nie dokańczając obiadu. Nienawidziłam mojego kuzynostwa. Były tam 2 dziewczynki i jeden chłopak, który miał aktualnie kilka miesięcy więc specjalnie nie przeszkadzał ale dziewczynki(  jedna 5 letnia druga 7 letnia) to była masakra! Nie wiedziałam jak to przeżyje. Chyba umrę z nawału różu.

W końcu nastał dzień urodzin. Ubrałam się w to: (tylko bez marynarki)

Złożyłam mamie życzenia i wręczyłam jej prezent, bursztynowy naszyjnik i kolczyki. Około szesnastej przyszli ONI. Najpierw weszła Kari, ta 5 latka. Wyglądałą tak:

Uśmiechnęła się sztucznie i słodkim głosikiem zaczęła wygłaszać jakiś żałosny wierszyk urodzinowy. Za nią wleciała w podskokach Linn, ta 7 latka. Wyglądała tak:

Od razu pokazała mi język i zaczęła wyśpiewywać Sto lat. Oczywiście zarówno ona jak i jej siostra przypominały 2 różowe plamy co od razu upodobniło je do Wendy. Powstrzymałam odruch wymiotny i z miną płatnego mordercy zaczęłam je oprowadzać po domu, wedle poleceń mamy. 

-Strasznie stara już jesteś- stwierdziła Kari lustrując mnie wzrokiem.

-Może i tak ale skoro jestem stara to także silniejsza, więc jak chcerz, pomogę ci spełnić życzenie o lataniu.

W oczach mini-Barbie zalśniły łzy. Kiedy już miała się rozbeczeć z góry dobiegł głos Linn.

-Wooooow, fajny laptop! Wezmę sobie... i jeszcze te kolczyki...

Myślałam że umrę z przerażenia. Przed ich przyjściem obiecałam sobie że zamknę pokój na klucz, ale chyba wyleciało mi z głowy. Od razu do niego wpadłam i wyrwałam Linn 5 par kolczyków i szpilki.

-Eeeeeej!- krzyknęła, ale nie udało jej się mi tego odebrać.

-Spie**alaj- wycedziłam.

Ku mojej satyswakcji zaniosła się płaczem i razem z Kari poszła się poskarżyć. Opadłam na łóżko z westchnieniem.

Chwilę później przyszła mama. Spodziewałam się ochrzanu ale ona tylko westchnęła i usiadła obok mnie na łóżku.

-Kochanie, wiem że nie chciałaś żeby przyjeżdżali, ale...zrozum, to moja siostra. Musimy ich zapraszać, choćby z czystej grzeczności. Nie chciałam ci zepsuć tego dnia.

Pod wpływem impulsu przytuliłam się do niej.

-Spoko, dam radę. Jeszcze parę kwiecistych wyrazów i dadzą mi spokój. To ja niechcę żeebyś miała zepsuty dzień.

Mama spojrzała na mnie marszcząc brwi ale zaraz się rozchmurzyła.

-Mam pomysł. Obejrzyjcie jakiś film, nie będą ci przeszkadzać. Ale musisz przy nich być.

-Okeeeeeeeeej...

Dziewczynki nadal świdrowały mnie nieufnym wzrokiem, kiedy włączałam im Barbie W Świecie Mody, którą ze sobą przywiozły. W końcu, kiedy one wlepiały gały w ekran, ja włożyłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Potem jednak wlazłam na Skypa i czatowałam z Mi. Ale później monotonny głos Barbie sprawił że głowa mi opadła na ramię i zasnęłam.

-Patrz... A tutaj pisze o jakimś występie... MATKO! Ona ma chłopaka! Patrz, jego zdjęcie!

Zerwałam się na równe nogi i wyrwałam mój telefon Linn z dłoni. Ale było już za późno. 

-Co zobaczyłyście?- nadałam mojemu głosowi przerażającą barwę.

Kari skuliła się ale Linn zaczęła mółwić.

-Twoje zdjęcia, czaty na Skypie i esemesy twojego chłopaka.

-Nieprawda! Esemesów nie zdążyłyśmy...AUUU!!!- wrzasnęła Kari, kiedy Linn nadepnęła jej na stopę.

-Nieważne i tak wszystko powiemy- zaśmiała się 7 latka i pobiegła na górę.

-Ciociu, ciociu, Livi ma chłopaka zawołała do mojej mamy.

-No wiem- odparła mama zdawkowym tonem- Liv powiedziała mi o tym na początku.

Linn i Kari spojrzały na siebie. Uśmiechnęłam się okrutnie.

Po kilku godzinach męczarni wreszcie sobie poszły. Uch... To był najbardziej męczący dzień w moim życiu.

19:33, budyn007
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6